close
Święto ulicznego jedzenia, czyli relacja ze Street Food Festival

Święto ulicznego jedzenia, czyli relacja ze Street Food Festival

0udostępnień
19 czerwca 2013723Przeglądy

Działo się. Czekaliśmy, czekaliśmy, aż się doczekaliśmy. 16 czerwca na Wilanowie odbył się pierwszy w Polsce Street Food Festival. Firmowany nazwiskiem Tomka Jakubiaka event przyciągnął tłumy głodomorów i maniaków ulicznego jedzenia. My byliśmy Partnerami tego wiekopomnego wydarzenia, więc oczywiście stawiliśmy się na miejscu. Przybyliśmy około 11-ej, impreza starowała w samo południe, więc na spokojnie mogliśmy popstrykać zdjęcia wystawcom. Przed 12-tą nic nie zwiastowało jeszcze, że impreza przyciągnie takie tłumy. Korzystając z okazji postanowiliśmy zjeść śniadanie. Nie wszyscy mieli jeszcze gotowe stoiska, ale udało nam się zjeść wursta i raclette w Wurst Kiosku, zapiekankę z Zapiekanka Snack Bus (po zjedzeniu z czystą przyjemnością wciągnąłem ich na listę Street Food Polska Poleca), a także sezonowo serwowanego przez ekipę Boca Burgers Asparagusa, czyli burgera ze szparagami. Recenzje jedzenia pojawią się w oddzielnych wpisach. Trzeba tutaj wspomnieć, że większość wystawców mocno ograniczyła serwowane zwykle menu (dotyczyło to wystawców „stacjonarnych”), a np. Cheeseburger Slow Food zmniejszył porcje i ceny o połowę.

 

Po 12-ej tłum zaczął rosnąć – około 14-ej przejście środkiem placu z jednego końca na drugi było niemal niemożliwe, a kolejki do stoisk sięgały 50-70 osób!

 

Spróbować można było burgerów, tacos, zapiekanek, wurstów, serów, humusów, jagnięciny i wołowiny, burritos, placków ziemniaczanych i ziemniaków pieczonych, ciast i ciastek, soków i napojów… Jak to zwykle bywa – szewc bez butów chodzi. Biegając i dokumentując Festival nie zdążyłem już później niczego zjeść – pokończyły się zapasy. Wiele stoisk już około 15-16 zostało „z pustymi półkami”, co chyba najlepiej świadczy o tym, jakim powodzeniem cieszyło się serwowane na Festivalu jedzenie.

 

Oprócz konkursów (o nich niżej) na Festivalu odbyła się edycja Szkoły na Widelcu, czyli zajęć gastronomicznych dla dzieci. Maluchy uczyły się rozpoznawać smaki i aromaty, a także mogły same przygotować jakąś potrawę.

 

Imprezę prowadził Paweł Loroch, który udowodnił, że nie tylko świetnie gawędzi i pisze o jedzeniu, ale jest też doskonałym konferancjerem. I co mnie osobiście bardzo dumą napawa – przyznał, że śledzi nasze poczynania od dawna i mocno nam kibicuje.

 

Wy również podchodziliście do nas i mówiliście, że to co robimy jest fajne, bardzo bardzo nas to podniosło we własnych oczach, bo to najlepsza nagroda takie słowa uznania od Czytelników. Dziękujemy.

 

Na Festivalu poznaliśmy wreszcie osobiście ekipę Kekemeke. Chłopaki niedługo zawojują światowy rynek aplikacji mobilnych, a my trzymamy za nich kciuki. Jeśli jeszcze nie macie w telefonach ich aplikacji – ściągnijcie ją czym prędzej!

 

[nggallery id=104]

 

Aż wreszcie przyszedł czas na konkursy. Odbyły się mistrzostwa w jedzeniu hamburgerów na czas, a także konkurs na najlepsze stoisko.

W tej drugiej kategorii wygrali Maorysi z Krakowa, czyli Moa Burger. W tej pierwszej wystawiliśmy Big Boya.

Konkurs jedzenia hamburgerów na czas podzielony został na dwie grupy: zawodników do 75 kg i powyżej tej wagi. Bigi startował o dziwo w kategorii ciężkiej. Mimo tego rażącego niedopatrzenia, nie wycofał się i, mimo iż najmniejszy, dzielnie stawał w szrankach. Dla kategorii „heavy” przewidziano burgera „heavy”: 2 x 200 g wołowiny, podwójny bekon i kawałek pomidora, żeby nie było za sucho. Nasz chłopak z Kielc wygrał, zjadł swoją bestię w niecałe 3 minuty, a jako zwycięzca odebrał pamiątkowy dyplom, markowy garnek (pusty) i nagrodę specjalną – Mercedesa z pełnym bakiem na weekend. Mercedesa jeszcze nie widziałem, maja go podstawić Bigiemu na żądanie.

 

[nggallery id=105]

 

Podsumowując: imprezę uważam za bardzo udaną. Zabrakło co prawda jakiegoś stoiska z kawą, ale na następnej edycji na pewno będzie. Mam też nadzieję, że większa będzie ilość wystawiających się lokali, które tym razem zabiorą ze sobą co najmniej tygodniowe zapasy ;)

 

Weszliśmy tam przez przypadek, czyli najlepszy falafel i rewelacyjny lawasz

Pikantna, chrupiąca i pyszna – tak karmi Zapiekanka Snack Bus

Dodaj komentarz