http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/09/DSC_0295.jpg

Street Food Weekend w Kaliningradzie zaskakuje różnorodnością

Nie wiedziałam czego się spodziewać po tym festiwalu. Po dwóch dniach spędzonych nad teorią i kulinarną praktyką skupioną na próbach wyniesienia street foodu opartego na lokalnych produktach na restauracyjny poziom, byłam nieziemsko ciekawa, co zastanę na wyspie nazwanej na cześć urodzonego tutaj filozofa Immanuela Kanta. I mogę powiedzieć jedno – było zaskakująco ciekawie i smakowicie.

Od razu było wiadomo, że food trucków na terenie Kaliningradu i całej Rosji nie ma za dużo, głównie ze względu na regulacje prawne. A właściwie ich brak. To niekończąca się historia znana doskonale wszystkim foodtruckowcom w całej Europie. Jadnak kilka wozów na placu zaparkowało. Wśród lokalnych, na tegoroczny Street Food Weekend zaproszeni zostali B.B. Kings, którzy pokazują do niedzieli, jak przyrządzać mięso i wzorcowe burgery oraz Walenty Kania, specjalista od podrobów, tym razem pokazujący, co pysznego można wyczarować z wątróbki, nerek i serc.

Co znajdziemy w repertuarze pozostałych wystawców – sporo burgerów. Od razu widać, że to jedna z najpopularniejszych tu streetfoodowych potraw. Hitem są kolorowe bułki – czarne, czerwone i zielone. Wszędzie. Burgery na razie sobie darowałam. Podobnie jak słodycze, których nie brakuje. No i furorę zaczynają też robić lody tajskie. Choć lało, kolejka po nie wcale się nie zmniejszała. Wolałam wypróbować coś lokalnego. Pierwsze, na co się natknęłam, to ryby. Ale nie byle jakie.

Makrele opiekane nad ogniem. Po pierwsze – świetnie to wygląda. Po drugie – smakuje zaskakująco pysznie. Dla Polaka przyzwyczajonego do wędzonej makreli, ta będzie naprawdę ciekawym doświadczeniem. Jeśli będziecie mieć okazję – spróbujcie koniecznie.

Kolejna ciekawostka kulinarna – kokorok. Nie mylić z tureckim, czy szerzej – bałkańskim mięsnym specjałem o podobnej nazwie. Ten rodzaj pieroga/calzonne przygotowuje ekipa z okolic Tatarstanu. Dokładnej nazwy, skąd są, nie byłam w stanie zarejestrować. Mniejsza z tym. Pieróg jest nadziewany wytrawnie lub na słodko. Ja wybrałam wersję z ziemniakami i mięsem. Następnie opieka się go w piecu opalanym drewnem. Delikatnie doprawiony i sycący. Moi Towarzysze z Meksyku, Tajlandii i Irlandii byli nim zachwyceni.

Ponieważ sporą część dnia spędziłam ze wspomnianym już wcześniej Irlandczykiem, Brytyjczykiem i Duńczykiem, próbowaliśmy tego, co dla nich jest dość nietypowe. Na stole wylądowały więc placki ziemniaczane z dość kwaśnym i, przynajmniej dla mnie, nieszczególnie pasującym do nich sosem oraz kiszka ziemniaczana z tym samym sosem. Dla mnie były ok, ale ponieważ możemy jedno i drugie znaleźć u nas (i to trochę lepiej doprawione), więc daruję sobie ocenę. Pobawiłam się też trochę w „ambasadora naszych” – stek od B.B. Kingsów – strzał w dziesiątkę. I nawet ogórek kiszony okazał się jadalny. Nerkami, wątróbką i sercami Walentego Kani też byli zachwyceni. Dla jednych – była to zupełna nowość, dla innych – przypomnienie smaków dzieciństwa, których próżno szukać już na przykład w Wielkiej Brytanii.

No i jeszcze kawa. Pozytywnie zakręcona ekipa z Syberii robi świetną w rozgrzanym piasku. Nie dość, że sami palą kawę i robią mieszankę przypraw, to do tego jeszcze samo patrzenie na to, jak małą czarną się przygotowuje jest hipnotyzujące. Gorąca jak diabli, aromatyczna. Po prostu jedna z lepszych kaw z przyprawami, jakie piłam.

I taka ciekawostka – na jednym ze stoisk natknęłam się na gofry, ale przygotowywane w wersji wytrawnej. Ciasto zmieszane jest z kawałkami mięsa. Zostałam poczęstowana tym z kurczakiem. Oryginalne uczucie. Niby jesz gofra, a tak jakby smak „nie styka”. Żeby nie było – na ciepło całkiem smaczne. Tylko nadal masz w głowie zakodowane, że w pakiecie z tym kształtem powinny iść owoce i bita śmietana.

A tak już całkiem na marginesie – widły idealnie nadają się do grillowania mięsa. Serio. Przejrzyjcie dokładnie zdjęcia.

W Kaliningradzie Street Food Weekend odbywa się raz do roku. Dlatego oprócz jedzenia jest tu mnóstwo straganów z rękodziełem, biżuterią, ozdóbkami, szaliczkami i wszystkim innym. Dzieciaki mają mnóstwo zajęć z animatorami albo mogą pobujać się na hamakach. Dorośli – też mają co robić. Mogą nawet zajrzeć do kosmetyczki na manicure. Ale jedną z ciekawszych atrakcji tegorocznego festiwalu jest gotowanie na żywo przez zaproszonych gości. Dzięki temu odwiedzający festiwal mogli wczoraj zobaczyć, a później spróbować, przekąsek przygotowanych przez pochodzącą z Tajlandii Wantanee Suntikul, meksykankę Marię Ramos czy Greka Antonisa Panousiadesa. Wszystko oczywiście ze składników, które dostępne są na miejscu.

Z Kaliningradu, Ela Święcka




There are no comments

Add yours