http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2016/04/IMG_3190-1050x1400.jpg

Street Food Polska Festival w Galerii Łódzkiej – fotorelacja

Artur Marcinkowski:

SFP patronuje kolejnej imprezie w Łodzi? Od razu wiedziałem, że będzie się działo i koniecznie trzeba stawić się na miejscu i podjąć wyzwanie. Obżarstwo zacząłem od Bun Cha w Viet Street Food. Szybka rozmowa z przemiłą obsługą i propozycja dodatku dużej ilości ziół skutecznie mnie przekonały do tej potrawy. Nie zawiodłem się ani trochę. Świetnie doprawione, mięciutkie mięso, przepyszne małe kotleciki i świeże zioła takie jak między innymi paprotka zatopione w genialnym, aromatycznym wywarze. Idealny start.

IMG_3076

Kolejne kroki wraz ze znajomymi skierowaliśmy w stronę TIO MALO. Padło na quesadillę z kurczakiem i kaktusem. Świetna tortilla, a w niej mięciutki kurczak i stanowiący ciekawy dodatek kaktus połączone serem. Dodatkowo ostra salsa. Nie będę ukrywał, że była to najlepsza quesedilla, jaką jadłem. Kolejny przystanek to Na-Żarty i ich rouben sandwich. Wielka kanapka wypchana po brzegi skrojoną wołowiną z dodatkiem sera i kapustą. Krótko podsumowując smak uznaliśmy, że to bigos wyniesiony na najwyższy poziom w formie zapiekanej kanapki. Kompletny odlot.

IMG_2733

Pierwszy dzień zakończyliśmy w Bacon Smack. Szybki przegląd menu i zamawiam JamBurgera z dodatkowymi papryczkami jalapeno. W ziemniaczanej bułce zamknięto wołowinę wysmażoną na medium, ser, cebulę, sałatę, sos i… DŻEM BEKONOWY! Powiedzieć o tym burgerze, że był dobry to tak jakby powiedzieć, że Neil Armstrong wylądował w Zgierzu, a nie na księżycu. Mógłbym się tu rozpływać nad świetnie doprawionym mięsem, dobrym sosem, idealną bułką, czy ostrymi papryczkami, które idealnie podkręciły to cudo, ale BEKONOWY DŻEM rozsadził mi kubki smakowe. Nie wiem czyj genialny umysł wpadł na ten pomysł, ale powinien dostać Nobla albo chociaż zostać prezydentem. Z niejednej kuchni burgera jadłem, ale to był definitywnie i bezapelacyjnie najlepszy burger jakiego próbowałem w życiu.

IMG_3074 IMG_3075

Drugi dzień przyniósł tylko dwie pozycje. Pierwszą z nich byłą kanapka Cheese & Becon Pulled Pork od UNICO. Pulled Pork w każdym wydaniu mi smakuje i tu nie było inaczej, chociaż zaskoczyła mnie bułka w jakiej UNICO serwuje to danie. Zaskoczenie oczywiście było pozytywne. Kanapka była solidnych rozmiarów, więc mocno ograniczyła moje możliwości pochłaniania kolejnych porcji festiwalowych pyszności (na zdjęciu Classic):

IMG_3082

Ostatnie na co przeznaczyłem miejsce w moim żołądku to zupa Tom Kha w dawnym Przystanku Sushi, obecnie Przystanku Ogień i Dym. Świetne połączenie mleka kokosowego, dużej ilości kolendry, trawy cytrynowej, pieczarek i kurczaka. Dopiero po jej skończeniu doszedłem do siebie po imprezie minionego wieczoru. Zdecydowanie pyszna. Już zaczynam odliczać dni do kolejnej imprezy od SFP organizowanej w pięknym Boat City.

Arek Tysiak:

Ciężko mi zliczyć ilość wchłoniętych w ostatni weekend kalorii. Przez dwa dni pysznej szamy pod Galerią Łódzką dane mi było spróbować około dziesięciu specjałów z różnych food trucków, a gdybym chciał spróbować wszystkiego, musiałbym zafundować sobie płukanie żołądka średnio co trzy godziny albo przepijać każde żarełko kroplami na trawienie. Było w czym wybierać, przebierać i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Klasyczne burgery, smażony na chrupko bekon, dania z kuchni japońskiej, meksykańskiej, wietnamskiej, tureckiej, tybetańskiej, wegetariańskiej, klasyczne zapiekanki po polsku, a dla spragnionych świeżo mielona kawa oraz napoje. Po prostu pełen miks smaków, tak by nikt nie wyszedł głodny. Muszę przyznać, że dobór wystawców był genialny i mam szczerą nadzieję, że w przyszłości będzie również doskonale. Pochwał na razie wystarczy, trzeba przecież pociągnąć tę relację.

Spotkałem się z Michałem i jego uroczą małżonką po godzinie trzynastej w sobotę 23.04. Na dworze względne ciepełko, więc odstawiłem się jak chłopiec z żurnala i obrałem kierunek na teren festiwalu. Street Food Polska obrał patronat nad wydarzeniem, a ja nie mogłem zawieść . Na dzień dobry przywitało mnie nieco ćwiczeń koordynacyjnych do spółki z Michałem. Trzymaliśmy roll-upy zwiewane przez wiatr, jednak dzięki magicznym „trytytkom” udało się opanować sytuacje. Tu rozpoczęła się uczta.

Na przywitanie pory obiadowej miałem okazję spałaszować Jam Burgera z Bacon Smack. Może się wydawać, że buks to buks i w dzisiejszych czasach nie da się już niczym zaskoczyć, szczególnie takiego amatora burgerów, jak ja. Byłem w wielkim błędzie. Kotlet wysmażony na medium, dobrze doprawiony, cebulka, sałata rzymska, ketchup. Mało? Składniki opakowane w bułkę ziemniaczaną z którą nie spotkałem nigdy wcześniej. Miękka, kremowa, wręcz rozpływająca się w ustach. Kolejna ciekawostka – dżem z BEKONU. Tak! Też jestem w szoku, ale da się. Słodkawy, przypominający w smaku nieco sos BBQ, lecz zdecydowanie niepowtarzalny. Jadłem i jadłem, aż się w palec ugryzłem.

Jpeg Jpeg

Bánh mi od Viet Street Food poszło na drugi ogień. Prawdę powiedziawszy nigdy na festiwalach nie wychodziłem poza ramy burger i fryty, a tutaj Michał zaprowadził mnie do iście orientalnej krainy. Dwójka przesympatycznych Wietnamczyków przygotowała klasyczną kanapkę reprezentującą ich kuchnię. W chrupiącej bagietce zamknięte świeże dodatki, jak marchewka, zielony ogórek czy pietruszka, a w środku sycące mięsne klopsiki i dwa sosy. Jeden naprawdę mocno rozgrzewający. Pierwsze spotkanie z Viet Food uważam za bardzo udane. Mogę śmiało polecić, a sam mam ochotę wpaść do nich znów.

Jpeg Jpeg

IMG_3077
Wciąż mało? Pewnie, że mało! Czas zakręcić się bliżej Meksyku. Taco Libre to food truck specjalizujący się w meksykańskich smakołykach. Dane mi było spróbować wariacji z krainą orientu w formie Korean Taco. Cóż to właściwie jest? Tacosy kukurydziane z grillowaną karkówką wieprzową marynowaną w pikantnym sosie Gochujang, a do tego Kim Chi oraz kolendra. Do tego dania lepiej nie zabierać się bez dużej porcji serwetek. Niesamowicie soczyste, genialnie doprawione, sycące. Po prostu niebo w ziemi! Pierwszy raz posmakowałem też kolendry. Nie mam pytań.

Jpeg Jpeg

IMG_3079 IMG_3113 IMG_3081
Na popitkę robiącą zarazem na deser wybrałem napój z Bubbleology z pełnym wsadem. Ledwo wciągnąłem.

Jpeg

W międzyczasie dołączył też do nas kumpel ze swoją wybranką. Udało im się załapać na nasze degustacje, a ziomek wciągnął Black Death z BB Kings. Oczywiście burger wcale nie był ostry i trzęsło go jedynie od wiatru. Taka jest oczywiście oficjalna wersja, lecz przy Mad Dogu miękły mu po prostu nogi.

IMG_3091
O nie! Michał znowu mi niesie jedzenie. Jeszcze Kumpir z Przystań Örtakoy. Tajemnicza, wielka bulwa ziemniaczana ukryta pod grubą warstwą ketchupu, majonezu, dodatków w postaci pokrojonych parówek, papryczek jalapeno, czerwonej kapusty. Po przebiciu się przez tę kołderkę, dogrzebałem się do króla ziemniaka. Smakował bardzo kremowo, jak puree. O ile nie jestem fanem pyrków, tak zjadłem to danie w asyście znajomych.

IMG_3087 IMG_3086 IMG_3246 Jpeg

Dobiliśmy się niespodziewanym połączeniem ciasta Brownie z bekonem. Z BEKONEM. Myślałem, że czekolada z chilli jest ekstrawagancją, ale ten deser rozniósł wszystko. Bardzo słodkie, mocno czekoladowe ciasto, przełamane słonością chrupiącego bekonu. Jeśli ktoś myśli, że tego nie da się zgrać, niech odwiedzi Bacon Smack. Co ja piszę. Jakie niech odwiedzi! Macie się do nich dostać w tempie biegowym!

Jpeg IMG_3061

Sobotę zamknąłem dużą ilością piwa oraz wieczorną wyprawą do Gastromachiny, by znowu pobić rekord ostrości z wypalającą wnętrzności Maczetą.

Słońce zaszło, przyszedł czas na odżywczy sen. Myk. Nastała niedziela 24 kwietnia. Godzina 11:00 ląduję na posterunku. Wróć! Na festiwalu pod Galerią Łódzką.
Znowu on. Nie! Proszę! Michał już ciągnie mnie do kolejnego food trucka. Człowieku, ja tu jeszcze trawię! Na nic jęki! Masz i żryj! Chimichanga z Wheel Meal okazała się dla mnie nowością. Znowu przedstawiciel Meksyku i to w najlepszym wydaniu. Obsmażona na chrupko sakiewka z tortilli skrywała w sobie pełno ciągnącego się sera, idealnie doprawiony ryż i wołowinę. Oczywiście szef wszystkich szefów chapnął najlepszy kęs.

IMG_3153 IMG_3156

Mnie też się udało wziąć dosłownie kęs albo dwa, po czym przyszło mi degustować buksa z Burger Bandits. Ekipa jest od niedawna na rynku, ale już robi kompletny rozpierdziel. Klasyka gatunku, czyli Bacon & Cheese poza klasycznymi dodatkami w postaci sałaty rzymskiej, czerwonej cebuli, pikli i pomidora, ma w sobie również pieczarki z czym prawdę powiedziawszy wcześniej się nie spotkałem. Buła duża, chrupiąca, ale zwycięzca jest tylko jeden – kotlet. Niezwykły dwustugramowy kotlet. Panowie przygotowują go z siekanego steku wołowego, co jest ewenementem. Druga sprawa – smażą standardowo na medium, chyba że klient życzy sobie inaczej. Bardzo dobra praktyka. Finalnie, kotlet choć chwilę dłużej grillowany, zachował całe pokłady soku, a sam rozpływał się w ustach. Dla Łodzian dobra nowina! Ekipa będzie urzędowała właśnie w Waszym mieście! Booyaah!

Jpeg Jpeg Jpeg

Brzuch praktycznie pełen, organizm błaga o delikatne traktowanie w końcu tak wielkie śniadanie starczy na kilka godzin. Nic z tego mój żołądku! UNICO teraz karmi. Rzadko kiedy trafia się tak wybitne hot dogi, jak serwuje ta ekipa, a ich BBQ mnie zmiótł. Bagieta a la ciabatta, naprawdę spora, ze srogą kiełbą w środku. Czuć, że mięso nie jest w niej dodatkiem, jak w byle parówce z budy, tylko mięcha maks. Soczyście, sycąco. Bardzo dobry sos BBQ, jalapeno dla przełamania jego słodkości, pikle i ser. Mega, mega, mega! A jakie mają frytki belgijskie! Jadłem w wersji z sosem z zielonego pieprzu. Wypas po uszy. Trzeba do nich iść i braść co mają!

Jpeg Jpeg

IMG_3172
Prawdę powiedziawszy po takim zestawie mało nie eksplodowałem, lecz Michał nalegał, bym podskoczył z nim do food trucka Przystanku Sushi. Przygotowali nam śliczne Burrito Curry. Cheddar, mleczko kokosowe, pico de gallo ryż, kurczak, miks sałat. Ugryzłem, przeżułem i choć chciałbym zjeść więcej, organizm odmówił. W smaku niezwykle maślane, dobre, ale niestety dla mnie był to koniec.

Jpeg IMG_3179 IMG_3182

Do wieczora nic nie przyjmował. Strajk przejedzeniowy. Amen. Krzyż na drogę. Wróciłem do domu umierać w spokoju.

Dobrze spędziłem weekend, a festiwal był strzałem w dziesiątkę. Z Michałem jest zawsze tak, że gdy się pojawia, wraz za nim ciągnie się świta najlepszych ekip reprezentujących szeroko pojęty street food. Warto było się zjawić i jeśli jakiś łodziak nie dotarł to mam nadzieję, że ma usprawiedliwienie na ten czyn karalny. Oby do zobaczenia niedługo.

Komentował dla Państwa Arkadiusz Tysiak.

Żorż Ponimirski:

No i co ja mogę dodać? O, już wiem. Panowie nie jedli:

  1. Pho z Viet Street Food, a dobre było, takie jak w WawPho, esencjonalne, zostawiające na ustach kleisty smak umami. Pierwsi chętni załapali się jeszcze na wersję z jajkiem: IMG_3176 IMG_3150
  2. Policzki duszone w Guinessie od BB Kings. Genialnie doprawione, pachnące dymem, niemal maślane w konsystencji. Mokry sen miłośników 5 ćwiartki: IMG_3092 IMG_3096
  3. Flaków wołowych gotowanych w kociołku od Celtyckich Smaków. Były obłędne i chciałbym, żeby wprowadzili je do menu na stałe: IMG_3254 IMG_3127
  4. Burger Libre od Taco Libre. Soczysty wołowy burger zapakowany w chrupiącą tortillę z tex-mexowymi dodatkami i sosami. Pikantne, wyraziste, pyszne. IMG_3031 IMG_3033
  5. Gulasz z policzków po azjatycku od Pot Spot to danie, które świetnie smakuje i rozgrzewa. Słodko-pikantny smak, policzki mięciusieńkie – trzeba spróbować, żeby zrozumieć moje rozanielenie. IMG_3059
  6. Bacon Strips od Bacon Smack. Najlepsze czipsy świata. Słone, chrupiące i jednocześnie soczyste. IMG_3244
  7. Torpedos Shrimps i Jalapeno Cheese od Na-Żarty. Jesli lubicie krewetki w panko i panierowane jalapeno nadziewane serem to koniecznie odwiedźcie tego trucka. Obie pozycje na najwyższym poziomie: IMG_3247 IMG_3253 IMG_3143

To by było na tyle. Dziękujemy wszystkim, którzy przez te dwa dni byli z nami, Galerii Łódzkiej za udostępnienie miejsca – do zobaczenia na następnym Street Food Polska Festival!