http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/01/FxCam_1422204233868.jpg

Street Food Festival w Łodzi oczami Arka

W sobotę 24.01.15 ruszyła V edycja Street Food Festival na Piotrkowskiej 217 i miała trwać tym razem dwa dni. Prawdę powiedziawszy było to doskonałe posunięcie organizacyjne, gdyż wszystkie poprzednie edycje były skumulowane przy niedzieli i ilość uczestników przewyższała często możliwości wszystkich wystawców, a także skutecznie utrudniała znalezienie chociaż kawałka podłogi pod spokojną degustację.

Niedzielny poranek zaczął się dla mnie dosyć wcześnie. Zaplanowałem, że dotrę na samo otwarcie drugiego dnia imprezy, czyli na godzinę 11:00 i na śniadanie przytulę jakiegoś porządnego hambuksa oraz kawał ciacha. Niestety śnieżyca oraz wysypująca się ekipa z którą pierwotnie miałem się spotkać, mocno zniechęciły mnie do udziału w imprezie. Ciekawość jednak wzięła górę i dzięki Ci Panie za to. Zebrałem się w końcu w sobie i po godzinie 16 dotarłem na miejsce. Nauczony doświadczeniami z poprzednich imprez spod znaku SFF, nie jadłem nic przez pół dnia, byle by móc spróbować jak najwięcej.

Klasycznie już dla mnie, rozpocząłem degustację niczym u Hitchcocka, czyli od trzęsienia ziemi – degustacji hamburgera. Odwiedziłem Beef’N’Roll o którym czytałem wiele dobrego. Szybki rzut okiem na tablicę, krótka analiza i wybór padł na Koza (Goat) Burger, czyli połączenie 180 gramowego kotleta wołowego z pomidorową salsą, sosem demi-glace z wiśniami, piklami, rukolą, autorskim sosem o nieznanych właściwościach, cebuli karmelizowanej w winie i sera koziego. Koszt tej przyjemności to 24 złocisze. Czy warto? Tak, tak i jeszcze raz tak! Po prostu niebo w gębie. Mięso idealnie wypieczone, soczyste, wspaniale doprawione. Otulone w przepyszną, dużą bułę. Dodatki świeże, bardzo dobrze przemyślano ich dobór. Sosy miazga. Ser kozi dodawał ostrości i tego magicznego „czegoś”. Polecam z czystym sercem, choć brudną buzią, ale inaczej się tego nie da zjeść, jak z pełną zachłannością.

FxCam_1422200969162 IMG_20150125_164522766

Jeszcze podczas oczekiwania na mojego hambuksa, zauważyłem znajomą twarz i uwaga, uwaga! Czekała na mnie za ladą! Tak, to Andrzej Kaźmirowski znany jako Kaszpir – jeden z redaktorów bloga Street Food Polska! Cóż to było za spotkanie. Mimo że znaliśmy się wirtualnie, teraz pierwszy raz było nam dane spotkać się twarzą w twarz. Andrzej prezesował akurat w Zapiekanki Camping Food, fajnie zapowiadającym się projekcie street foodowym nawiązującym do polskiej klasyki.

Andrzej

Zamieniliśmy kilka słów, wypiłem klasyczną polską oranżadę i podczas rozmowy została mi też polecona łódzka ekipa Park Cafe, a w szczególności ich super deser. No cóż mogłem zrobić. Oczywiście odwiedzić ich.

Niewielka kolejka przed mobilnym stoiskiem Park Cafe upewniła mnie, że muszą tu dawać coś dobrego, bo przecież inaczej ludzie by nie przyszli.

IMG_20150125_165918062 IMG_20150125_165935728 IMG_20150125_165953621 IMG_20150125_171642817 IMG_20150125_171807501

Nie myliłem się. Zjadłem przepysznego gofra z bitą śmietaną, ale nie taką gotową z supermarketu, a zrobioną z naturalnej śmietanki. Całość obsypano dodatkowo owocami. Ponieważ gofr był podzielony na cztery, podzieliłem się też z Andrzejem i jego towarzyszem. Pochwalili, że dobre. Wróciłem jeszcze raz do Park Cafe po wychwalany deser, lecz niestety został już w całości wyprzedany. Nic. W przyszłości jeszcze spróbuję. A sam pomysł z mobilną kawiarnią to super sprawa, tym bardziej, że można zjeść tu i gofra w kilku rodzajach, i napić się świeżo wyciskanego soku, skosztować kawy, czy zjeść lekki deser. Ekipie życzę powodzenia. Możecie ich spotkać przy parku Julianowskim.

FxCam_1422201775502

Kolejnym przystankiem był food truck Co Ja Ciacham?, czyli młoda, ładna krew, przyprawiającą męską klientelę o szybsze bicie serca. Dziewczyny serwowały wypiekane na miejscu ciastka drożdżowe oparte o jakąś węgierską recepturę z tego co pamiętam. Wybrałem wersję z masłem orzechowym i nie żałuję tej decyzji. Po około trzech minutach dostałem zamówienie i odpłynąłem. Ciastko przepyszne, sycące i fajnie rozwijające się w sprężynkę. Dla mnie bomba. Prosty pomysł, a już chwycił mnie za serce.

FxCam_1422204233868

Obżarty jak tucznik, wróciłem znowu do Andrzeja, a ten stwierdził, że muszę, ale to muszę skosztować choć odrobinę zupy Kim Chi od ekipy z Pot Spot Food Truck.

IMG_20150125_180031101Zabrał mnie do nich i po chwili miałem już miseczkę z gorącą, świetnie pachnącą zupą. Oczywiście zostałem poinstruowany, że zupa jest dosyć ostra i wyrazista w smaku, więc asekuracyjnie dostałem do środka łychę śmietany. No muszę przyznać, że jeszcze czegoś takiego nie jadłem i ciężko mi ją przyporządkować do jakiejkolwiek z naszych rodzimych zup. Mimo że pikantna w smaku, pikantność ta nie dominowała w żaden sposób smaku warzyw, które dały tutaj wyśmienity i lekki smak. Polecam. Na chłodne dni pozycja idealna.

Kim Chi

Podsumowując. Piątą edycją SFF w Łodzi zaliczam do udanych. Poznałem kilku fajnych ludzi, spróbowałem nowych smaków i miło spędziłem czas, zapominając o niskiej temperaturze oraz śniegu. Również wielkie brawa dla organizatorów za rozciągniecie czasu trwania imprezy na dwa weekendowe, a nie jeden. To bardzo dobry pomysł i oby był realizowany w przyszłości.

Arkadiusz Tysiak