close
Stodółka – slow foodowa perełka w Miedzianej Górze

Stodółka – slow foodowa perełka w Miedzianej Górze

0udostępnień

Nie spodziewałem się. Kompletnie i zupełnie. W życiu by mi do głowy nie przyszło, że kilka kilometrów od Kielc można znaleźć taką perełkę. Restauracje hotelowe przy trasie kojarzyłem raczej z siermiężnością różnych „Karczm” czy ” Chłopskich Przysmaków”, gdzie w karcie nuda panie – schabowy, pomidorowa, kilka rodzajów pierogów bez smaku itp.

Dlatego, kiedy zadzwonił do mnie Paweł Kotwica i rzekł: szykuj sobie wolny poniedziałek, jedziemy do Miedzianej Góry na żeberka, nie tryskałem specjalnie entuzjazmem. Ale Paweł cierpliwy jest, więc wytłumaczył, że restaurację tę polecił mu kolega, a Rafałowi (koledze znaczy) można zaufać. No jak tak, to tak.

Hotel i restaurację Stodółka znajdziecie tuż przy Torze Kielce na Miedzianej Górze. Obiekt został mocno rozbudowany w stosunku do istniejącego tam wcześniej.

Paweł: Pamiętam Stodółkę sprzed 20 lat, to był raczej zajazd, towarzystwo w dużej części podejrzanego autoramentu, teraz to elegancka restauracja. Położenie poza miastem może był przekleństwem, bo mało komu będzie się chciało jechać 20 kilometrów na pierogi, choć warto, ale to przecież wylotówka w kierunku Łodzi i Poznania, a kierowcy jadący z tamtych okolic do Kielc, na przykład na targi, nie pożałują, jeśli zatrzymają się w Stodółce na obiad czy kolację.

P1020004P1020005

Żorż: Ale nie przyjechaliśmy tutaj podziwiać rozbudowy, tylko zjeść. Wchodzimy więc na salę restauracyjną:

P1010992

Na stronie www restauracji nie ma menu, co mocno mnie zirytowało, bo jadąc na biesiadę lubię z góry ułożyć sobie „plan działania”.

Menu jest krótkie, ale ciekawe:

P1010987P1010989P1010990

Przystawka wydaje się oczywista, skoro jest tatar, to nie wyobrażam sobie, żebyśmy go nie zamówili :)

P1010993P1010995P1010994

Polędwica świetna, dodatki doskonałe, a podanie do tatara grzanek to strzał w dziesiątkę. Bardzo smakowały mi też grzyby. Cena 26 zł jak najbardziej adekwatna do jakości potrawy.

Paweł: Aby być nieco w opozycji do Żorża (nie to, że z PiS-u jestem) postanowiłem podejść do tematu nieco bardziej krytycznie. A tak sobie, żeby ciekawiej było i żeby czytelnik od nadmiaru komplementów i słodkości się za przeproszeniem nie wyrzygał. Dlatego o tatarze powiem, że nie powalił mnie na kolana. Świeżość OK, jakość wołowinki OK, cena OK., wielkość standardowa, dodatki na poziomie, choć np. musztarda chyba najzwyklejsza, gdzie tam jej do rękodzieła z Monte Carlo. Ale tatar nie urwał mi żadnej części ciała. Podobał mi się za to sposób podania – każdy dodatek w osobnej czarce oraz, tu zgodzę się z interlokutorem – fajnym pomysłem są grzanki, które podaje się do tatara również np. na Węgrzech, o czym może kiedyś będzie okazja napisać.

Żorż: Po tatarze na stół wjechały tak zachwalane przez Rafała Długo pieczone żeberka schabowe (28 zł) z opiekanymi ziemniakami i sałatką coleslaw z jabłkiem. I tu kolejne zaskoczenie, bo spodziewałem się klasycznych, a Stodółka serwuje baby ribs, my jedliśmy z sosem BBQ:

P1010996P1010997

Próbujemy. Mięso jest niesamowicie miękkie i soczyste. Po naciśnięciu widelcem od razu odchodzi od kostek. Kolejnym bardzo mocnym punktem dania jest sałatka. Żadna tam surówka z wiaderka, czuć w smaku, że od podstaw robiona na miejscu. Byłaby idealna do burgerów i jeśli ktoś nosi się z zamiarem otwarcia burger baru lub lokalu z kuchnią amerykańską to polecam podjechać do Stodółki i spróbować ichniego coleslawa – tak powinna ta sałatka smakować. Same żeberka również bardzo dobre i postanowiłem dopytać, skąd ten smak. Udało mi się nieco szczegółów wyciągnąć: otóż mięso marynowane jest przez 30 godzin, następnie pieczone 7 godzin w 95 stopniach w marynacie i… kaczym tłuszczu. No i wszystko jasne.

Paweł: Całkowicie zgadzam się, co do surówki. Świeżutka, chrupiąca, nie taplająca się w mdłym majonezie. Super pomysł z dodaniem jabłuszka. Zanim dobrałem się do reszty tego, co miałem przed sobą, wciągnąłem ją całą. Do tego smażone w głębokim tłuszczu ćwiartki ziemniaków (optowałbym za opiekanymi w piecu, z ziołami, ale może się czepiam, te były naprawdę niezłe). Clou półmiska, czyli żeberka – naprawdę na poziomie, na pewno jadłem więcej gorszych, niż lepszych. Delikatne, mięciutkie, soczyste, bez chrząstek i tłuszczu (chociaż wolę właśnie tłustawe i chrupiące chrząstkami – baby ribs są dla mnie zbyt sterylne, ale pewnie znów się czepiam, kwestia gustu). Reasumując – czułem pomysł, staranność, poświęcony czas i pracę. Widać, że Damian – jeden ze współwłaścicieli, przez parę miesięcy podglądał jankeskie knajpy. Nie jestem wielkim fanem sosu barbecue, więc następnym razem spróbuję drugiej, serwowanej wersji – z sosem miodowo-musztardowym. Ale rozczulił mnie pietyzm, z którym przygotowuje się w Stodółce to danie – rzadko się zdarza, o ile w ogóle, żeby ktoś dodawał przy pieczeniu żeberek kaczego tłuszczu i piekł je w folii próżniowej, aby były odpowiednio soczyste.

Żorż: Oprócz żeberek postanowiliśmy tez spróbować pierogów. Ja zdecydowałem się na Pierogi z dziczyzną w sosie borowikowym (18 zł). Spodziewałem się gęstego sosu aromatyzowanego grzybami, tymczasem otrzymałem to:

P1020003IMG_4865

Ciężko zaskoczyć pierogami, zwykle restauracje czy pierogarnie prześcigają się w stosowaniu najróżniejszych farszy, ale  sposób podania mają bardzo standardowy. Tutaj natomiast otrzymałem pierożki podane w głębokim talerzu, a sos okazał się właściwie bulionem. Takim prawdziwym demi glace, na pieczonych kościach cielęcych i wywarze z grzybów. Same pierogi wielkością dopasowane do łyżki, dzięki czemu jemy je „na raz”. Ciasto doskonałe, takie jak robi moja babcia, zwarte, sprężyste, miękkie. Nadzienie to dzik (chyba karkówka), pieczona marchew i karmelizowana cebula. Poezja smaku. Polecam gorąco. Bodaj najlepsze danie tego wieczoru, a na pewno najbardziej zaskakujące.

Paweł: Ukradłem temu Żorżu dwa pierogi z talerza (nawet łyżki od niego pożyczyłem – mam aktualne badania. Swoją drogą, pierwszy raz jadłem pierogi łyżką, co przypominało pałaszowanie kołdunów w bulionie) i podzielam zachwyt. Moja mama Aleksandra robi genialne pierogi, takie zwykłe-niezwykłe, z mięsem i kapustą oraz skwarkami z boczku albo podgardla. Potrafię ich zjeść 20 za jednym atakiem (no dobra, 30 ;) ), a wycierając się po świecie, jadłem pierogi w 11 milionach wersji i z tryliardami różnych farszów. I myślałem, że wszystko już było, wszystko już jadłem i nic mnie nie zaskoczy. Jadłem również gdzieś pierożki z dzikiem (te miedzianogórskie były z dzikową karkówką, co zgadłem, a właściciel potwierdził). Dowiedziałem się również, że do pierogowego ciasta w Stodółce dodaje się mąki typu „00”, której Włosi używają do produkcji prawdziwej pizzy. A tajemnicą jest zagniatanie ciasta na pierogi z gorącą wodą. Dzięki temu jest sprężyste i delikatne jednocześnie. A wywałkowane na idealną grubość-cienkość. Pomysł z cielęco-grzybowym wywarem-sosem, w którym pływają pierożki i z kawałeczkami podduszonych-przypieczonych grzybów zamiast skwarków – GENIALNY.

 

Paweł zdecydował się na Domowe pierogi z konfitowanym mięsem kaczki, serem kozim i szczypiorkiem z dodatkiem sosu z brązowego masła i szałwi (24 zł). Zanim oddam mu głos, powiem od siebie, że to kolejne rewelacyjne danie. Nadzienie jest niesamowicie soczyste i pyszne. Zaskoczyła mnie bardzo struktura mięsa, bo w środku nie znajdziemy mielonej kaczki, a włókna:

P1010998P1010999IMG_4870

Efekt taki osiągnięto dzięki temu, że mięso kacze gotuje się do 6 godzin we własnym tłuszczu. Ser podobny nieco do ricotty okazał się być naszym, świętokrzyskim kozim serem, ale niestety nie udało mi się wyciągnąć od kogo go kupują. Ja zjadłem tylko jednego pieroga, więc niech Paweł opowie coś więcej, w końcu to była jego porcja ;)

Paweł: No to Żorż już się przyznał, że mi podbierał z talerza, ale jak coś jest dobre, to się podzielę z przyjacielem (choć niechętnie). Chyba, że przesadza, to wtedy łapy mu połamię. Do rzeczy. Cena pierogów może dość spora, jak na kielecką szerokość geograficzną, ale porcja pierogów naprawdę zacnych gabarytów, można się najeść. Skupiając się na doznaniach empirycznych, nie liczyłem, ile sztuk, ale tak 10-12 to na bidę. Zresztą policzcie sobie na zdjęciu :) O cieście pisaliśmy, przejdę do farszu. Nasuwa się jedno określenie – aksamitny. Świetne połączenie mięsa i sera, lekko podbite smakiem skórki cytrynowej i posypką ze szczypiorku, idealnie przyprawione. Do pierogów spora garść rukoli, ze wspomnianym maślano-szałwiowym sosem. Rewelacja.

Podsumowując – Żorż: Miejsce z duszą. I naprawdę genialną kuchnią. Połączenie pasji, radości z szukania nowych smaków, umiejętności szefa kuchni i lokalnych produktów, daje efekt powalający. Jeśli chcecie spróbować naprawdę dobrej kuchni w niewygórowanych cenach – warto odwiedzić Stodółkę. Na górze jest hotel, ale nie korzystaliśmy, więc póki co nie mogę nic powiedzieć o standardzie, ale zakładam, że musi być podobny do tych kuchennych :) Myślę, że kiedy zrobi się cieplej i warunki do jazdy będą bardziej przyjazne, będziemy tam częstymi gośćmi. Plac z domkiem grillowym zachęca, by posiedzieć na świeżym powietrzu. W tej chwili (moim zdaniem) obok Monte Carlo i Literatki to najlepsza kuchnia w regionie. Niecierpliwie czekam, by pokosztować reszty dań z karty.

Podsumowanie – Paweł: Żorżu, twoje ohydne „póki co”  będę tępił do końca dni moich, hrabiemu nie przystoi. Wracając – cenię ludzi, którzy wkładają serce w to, co robią. Takich spotykam w Literatce i Monte Carlo, takich spotkałem w Stodółce. Doceniam, że Damian i Grzegorz, zanim zaczęli karmić ludzi, czy też żarłoków takich jak ja i Żorż, przerobili dziesiątki kilogramów farszu, mięsa, litry sosów itp., żeby osiągnąć finalny efekt. Powiem krótko – panowie, udało się, puśćcie tylko w świat informację, jakie perełki wychodzą z Waszej kuchni, a będzie dobrze. Będę wracał, a kolejnym moim celem jest „boczek długo pieczony z chrupiącą skórką”. Tradycyjnym „darzbór” żegnam się do najbliższego razu, który pewnie nastąpi wczesną wiosną.

P.S. Piwosze znajdą duży wybór piw (koncernowych, od Pilsnera i Grolscha po wszelkie Lechy), miłośnicy wina także nie będą zawiedzeni. Polecamy gorąco – warto. (To pisał Żorż, ja unikam piw koncernowych – Paweł)

Hotel Miedziana GóraĆmińsk, ul. Świętokrzyska 89, 26-085 Miedziana Góra, woj. świętokrzyskie

 

Wszystko ładnie, pięknie, ale…., czyli wizyta w Ale Burger

Pizza przez duże „P”, czyli „Gdynianka”

Dodaj komentarz