close
Sofa Tarnów – Tam chce się wracać

Sofa Tarnów – Tam chce się wracać

0udostępnień

Tak się złożyło, że mniej więcej rok temu pojawiłem się z moją Towarzyszką w Tarnowie. Celem wizyty było oczywiście zwiedzanie miasta, ale oprócz tego, bardzo chcieliśmy odwiedzić jeden lokal, o którym wiele od mojej Towarzyszki słyszałem. Po pierwszej wizycie bardzo chcieliśmy tam wrócić.  Sofa – bo o niej mowa – znajduje się niedaleko historycznego centrum miasta, przy ulicy Wałowej, która zgrabnym łukiem okrąża Rynek Starego Miasta. Co ciekawe w lokalu znajdą coś dla siebie zarówno wegetarianie, jak i miłośnicy mięsa. Bardzo podoba mi się również to, że Sofa co miesiąc wprowadza specjalne menu, najczęściej oparte na jednym sezonowym owocu lub warzywie. W kończącym się właśnie listopadzie królował burak, jedno z moich ulubionych warzyw. 

Wchodząc do środka przytulnie urządzonego lokalu w sobotnie popołudnie, nie mieliśmy jeszcze stuprocentowej pewności, co zjemy i czego się napijemy, miałem jednak dziwną pewność, że czego byśmy nie wybrali, to będzie nam smakowało. Zajęliśmy miejsce przy jednym ze stolików położonych na uboczu. Naszą uwagę zwróciła od razu zmiana wystroju na ścianach. Prace jednego z naszych ulubionych artystów – Ryszarda Kai, zostały zastąpione plakatami z cyklu „Dusze ziemi tarnowskiej”. Ale koniec dygresji, przyjemnie urządzone wnętrze nie napełni nam przecież brzuszków. A byliśmy już mocno głodni. 

Po kolejnym już wczytaniu się w menu, wybór padł na Lasagne i Kaszotto Warzywne. Do picia wybraliśmy rozgrzewającą herbatę malinowo-imbirową oraz kawę z Nutellą. Obsługa podczas zamawiania uprzedziła mnie, że czas oczekiwania na Lasagne to około pół godziny, co nie było dla nas wielkim problemem, ale w związku z tym, że kiszki domagały się już jakiegoś pożywienia, domówiłem do naszego zamówienia jeszcze Brownie Buraczane z listopadowego menu. 

Napoje i Brownie pojawiły się na naszym stoliku w kilka minut. Muszę powiedzieć, że ciasto nie było typowym brownie, nie było bardzo ciężkie, wyklejające całe wnętrze jamy ustnej. Przypominało bardziej zwykłe ciasto czekoladowe, z delikatnie ziemistym posmakiem buraka gdzieś w tle. Polewa była zrobiona z obłędnie smacznej czekolady i idealnie pasowała do ciasta. Bardzo mi smakowało. 

Teraz o napojach, moja kawa z Nutellą i bitą śmietaną posypana była miniaturową wersją draży czekoladowych przypominających czechosłowackie Lentilki. Bita śmietana była prawdziwa, a nie z puszki. A kawa? Cóż ja mogę powiedzieć, połączenie białej kawy z odpowiednią, nie przesadzoną ilością Nutelli sprawiło, że miałem ochotę tę kawę wypić duszkiem i poprosić o następną. Oczywiście, że była słodka, ale poziom słodkości był dokładnie taki, jakiego się spodziewałem. Jestem przyzwyczajony do słodkiej białej kawy i to było dla mnie jak deser w płynie. Coś magicznego, brakowało mi tylko śniegu za oknem, choinki i światełek. Rozgrzewająca herbata z malinami była równie dobra, nie tak słodka, kwaśność malin i intensywność imbiru przełamana została sokiem malinowym. Nie narzekałbym, gdyby soku było odrobinę więcej, ale i tak całość była bardzo smaczna i faktycznie rozgrzewająca.

Po dokładnie 28 minutach od zamówienia na naszym stoliku pojawiły się dania główne. Kaszotto z niepalonej kaszy gryczanej z pieczarkami, cukinią, pomidorkami koktajlowymi i śmietaną na pięknym talerzu, posypane obficie natką pietruszki i udekorowane dwoma wielkimi kawałkami sera feta. Lasagne podana była natomiast w naczyniu z przykrywką, w którym była zapiekana. Prezentowało się to naprawdę ujmująco.

Kiedy spróbowałem swojego Kaszotto, wiedziałem, że dokonałem właściwego wyboru. Znacie ten moment, kiedy po otrzymaniu jedzenia rozmowa na dłuższą chwilę cichnie, bo wszyscy nie mogą ani na moment przerwać jedzenia, bo tak im smakuje? Tutaj właśnie doszło do takiej sytuacji. Nie mogłem się oderwać od tego dania. Po wymieszaniu z częścią sera feta, który dodał nieco słonego smaku, za którym niestety przepadam, zajadałem się jak wściekły. Jakbym nie jadł kilka dni. Kremowość, idealne połączenie smaku warzyw, bardzo delikatnej kaszy i sera. To było najlepsze danie jakie jadłem od bardzo dawna. Jeśli nie stanie się cud i w kolejnym menu miesięcznym nie pojawi się coś, co spowoduje u mnie jeszcze większy ślinotok, to będę wracał do Sofy właśnie na to Kaszotto. Jest genialne. Polecam spróbować wszystkim, nie tylko wegetarianom. Tak się cieszę, że to danie ze stałego menu i nie ucieknie mi, kiedy listopad dobiegnie końca.

Lasagne również bardzo mi smakowała. Bardzo pomidorowy, lekko kwaskowy sos z dużą ilością soczystego mięsa, makaron o idealnej konsystencji i mnóstwo sera. Właśnie tak powinna smakować lasagne. Obie porcje były bardzo duże i najedliśmy się nimi pod korek. Ja czułem się syty jeszcze długo po posiłku. Nawet nie pomyślałem o jedzeniu kolacji.

Sofa to, nie obawiam się użyć tego słowa, miejsce magiczne. Fantastyczny klimat tworzony przez piękny wystrój, uprzejmą i kompetentną obsługę i sympatyczną muzykę szemrającą gdzieś w tle i nie przeszkadzającą w rozmowie. Na każdym kroku widać tu dbałość o szczegóły. Zastawą zachwycałem się już w mojej poprzedniej recenzji, tutaj nic się nie zmieniło, ale ciężko nie zauważyć brandowanych tacek na sztućce, czy na dania główne, ciężko nie zauważyć pięknie wyglądających stolików i delikatnego światła, które wprawdzie nie pomaga w robieniu zdjęć, ale tworzy klimat lokalu. Sofa to miejsce, dla którego odwiedziłbym Tarnów specjalnie, przyjechałbym tam tylko na obiad i wrócił do Krakowa. Naprawdę. I nie wykluczam, że kiedyś tak zrobię.

Michał Turecki

Ceny:
Brownie Buraczane (menu listopadowe) – 16zł
Lasagne – 24zł
Kaszotto Warzywne – 18zł
Kawa Energetyzująca z Nutellą – 15zł
Herbatka Rozgrzewająca z Malinami, Sokiem Malinowym i Imbirem – 14zł

Sofa – ul. Wałowa 15, Tarnów

Sofa na Facebooku: https://www.facebook.com/sofatarnow/

Strona internetowa: http://sofatarnow.pl/

Tak smakuje Roztocze, czyli regionalne dania w Zagrodzie Guciów

PodNiebiosa te kanapki wychwalam

Dodaj komentarz