http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/11/Cheese-Bekon-caąy_01-1050x788.jpg

Słabo, bardzo słabo, czyli Arek w Jerry’s Burger

Już raz się spotkaliśmy, pamiętasz? To był dobry rok temu albo i jeszcze dalej. Czas tak szybko leci, że nie potrafię tego dokładnie określić. Przyjąłeś mnie, ugościłeś w swych progach, by strzelić mi potem w pysk z zaskoczenia. Oczekiwałem smacznie spędzonego czasu, a ty potraktowałeś mnie jak ostatnia łajza. Oj Jerry, Jerry. Chrzaniłem Twoje hamburgery. Ale postanowiłem Ci dać drugą szansę. W końcu czasami wybaczam. I co tym razem mi podałeś?

Jerry’s Burger to jedna z kilku burgerowni w mieście Łodzi i pierwsza przy Piotrkowskiej. Pod względem wystroju, na pewno jedna z ciekawszych. Właściciele postanowili utrzymać ją w klimatach amerykańskiego lokalu i muszę przyznać, że wyszło im, bo tak sobie właśnie wyobrażam ten styl. Czerwone kanapy, długi bar za którym stoi grill, fajne dziewczyny na obsłudze, a na ścianach obrazki wyglądające jak reklamy z amerykańskich gazet z lat 50 i 60. Klimat naprawdę super. Niestety pierwsze spotkanie z ich burgerem wspominam dosyć średnio.

Trafiłem do nich ponownie z czystej ciekawości. Czy coś się poprawiło? Czy coś zmieniło na plus? Opinie gości są różne i przeróżne. Jedni chwalą, inni ganią, choć to głosy tych drugich coraz częściej wpadają mi w oko. Gdy wszedłem do lokalu, był praktycznie pełen. Godzina 13, a tu dosłownie szturm. Hmm. Czy jest teraz aż tak świetnie? No nie może być! Obrałem kurs na wolny stolik. U przemiłej kelnerki zamówiłem jednego z moich ulubionych burgerów, którego zamawiam praktycznie wszędzie, czyli Cheese & Bacon, tutaj nazwany Cheese Bekon. Na pytanie o stopień wysmażenia kotleta odparłem „medium”. W oczekiwaniu na swoją bułę, przyjrzałem się nieco daniom, którymi raczyli się goście. Tosty i kawa, znowu tosty i kawa, raz jeszcze to samo, tam ktoś szamie pancake, znowu pancake. O! Są i burgery. Ktoś jednak zamówił.

Na mój Cheese Bekon przyszło mi czekać około 20 minut. Jeden facet przy grillu, sporo ludzi to i tak bardzo dobry czas. Składniki burgera to klasyka. Kotlet o gramaturze 200g, oczywiście 100% wołowiny, na nim rozpuszczony ser w ilości „oszczędzamy”, parę kawałków bekonu, dobrze wysmażonego, chrupiącego. Dodatki świeże w postaci ogórka kiszonego, sałaty karbowanej, cebuli i pomidora. Niestety zabrakło sosów. Ktoś, kto skomponował burgery zbyt zasugerował się starą szkoła i walną keczup, majonez, a nawet musztardę. Buła została przebita włócznią. Wróć. Wykałaczką do szaszłyków. Wyjąłem by sobie oka nie wykłuć.

Jpeg

Wizualne burger wyglądał nawet nieźle, choć już wylewał się majonez i musztarda z drugiej strony. Moje obawy odnośnie buły okazały się całe szczęście bez pokrycia. Przy pierwszej konsumpcji w Jerry’s bułka wręcz się rozpadała z wysuszenia. Teraz była chrupiąca, ale wnętrze pozostało sprężyste. Jakaś zmiana na plus. Pierwszy gryz, drugi gryz. Kotlet wyraźnie różowy w środku. Bardziej pod medium-rare. Nie wiem jakich przypraw użył szef kuchni, ale mięso było kompletnie bez wyrazu. Im dalej, bym gorzej. Cały smak burgera zabiła hurtowa ilość majonezu, słabego keczupu i potwornie, ale to potwornie kwaśnej musztardy. Przy połowie burgera wszędzie wylewały się płynne dodatki. Zmarnowałem pół zasobnika z serwatkami, co bym się cały nie uwalił. Przy końcu jedyny dominujący smak to była ta cholerna musztarda. Nie dałem rady. Resztkę buksa zawinąłem w te serwetki i zostawiłem. Nigdy więcej.

Jpeg Jpeg Jpeg

Ocena. Jak to cholera ocenić. Lokal przyciąga ludzi, co wyraźnie widziałem. Ma fajny klimat, który mi się podoba, ale w burgerach jest kiepsko. Bardzo kiepsko. Takie 2 na 10. Całe szczęście 4 numery dalej, bo przy Piotrkowskiej 89 mieści się Gastromachina Stacja, gdzie mogłem odkazić swoje kubki smakowe. Uratowali mi dzień. A żarciem z Jerry’s odbijało mi się do samego wieczora. Brrr.

Arek Tysiak

Jerry’s Burger – Piotrkowska 85, Łódź

Jerry’s Burger na Facebook: https://www.facebook.com/jerrysburger1/

 




There are no comments

Add yours