http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/09/6.jpg

Słaba pizza w Lublinie, czyli Edek w Il Rifugio

Lublin. Niedzielne leniwe popołudnie. Do głowy wpada aromat gorącej pizzy niczym melodia hitu radiowego sprzed lat „W dzień gorącego lata” i już nie idzie się go wyzbyć. Nawet zagryzając świeżą cebulą oraz wiejską kiełbasą. Od dłuższego czasu chodzi nam po głowie – mnie i mojej Towarzyszce – Il Rifugio, tak zachwalane na blogach i wśród znajomych. Może się uda. Szybka decyzja, dzwonimy i rezerwujemy stolik. No i się udało. Mimo licznych, wcześniejszych doniesień, iż bardzo ciężko trafić na wolny stolik, szczególnie w weekend – rezerwacja na 15:00 jest nasza.

Lokal mieści się na parterze jednorodzinnego budynku mieszkalnego na obrzeżach miasta. Po wejściu, chwilę rozglądamy się po lokalu i ogródku. Wszystkie miejsca w środku są wolne, w ogródku obłożenie może 30%, ale za to na wszystkich stolikach na zewnątrz piramidki z napisem „rezerwacja”. Także historie o bardzo dużym obłożeniu, w szczególności w weekendy mija się z prawdą… chyba, że to takie nasze szczęście do wolnych miejsc.

Zapowiada się dobrze – na każdym stoliku jest oliwa oraz oliwa smakowa, czyli pikantne, mielone chili zatopione w bursztynowym płynie.

1

Do rąk dostajemy menu – zwykłem nie przyczepiać się do estetyki i wyglądu menu, ale w tym przypadku parę słów muszę napisać. Menu książkowe, z możliwością wymiany pojedynczych stron. W środku znajduję strony z pokreślonymi, pomazanymi markerem, korektorem, z po przeprawianymi cenami na wyższe. Dzięki temu zabiegowi da się sięgnąć pamięcią do klimatycznego ,przydrożnego baru z czasów telewizorów kineskopowych serwującego dania dnia w cenie 10zł 13zł. Ten ruch wskazuję na chęć szybkiego zarobku przede wszystkim na napojach – ceny identyczne jak w niejednym klubie muzycznym/lokalu w centrum Lublina.

 

2 3

A może przeprawienie cen na wyższe spowodowane jest tym, by klienci zbyt długo stolików nie zajmowali przy sączeniu piwa? Rozczarowanie, tym większe, że jak już wspomniałem wyżej, w takim menu można wymienić pojedyncze strony, a koszt przedruku tychże stron, powiedzmy sobie szczerze, były nieodczuwalny przy takich cenach.

Wiedząc, że pizza w tym lokalu należ do bardzo cienkich, co wręcz ubóstwiamy, zamawiamy dla mnie dużą Capricciose (sos, ser, szynka, pieczarki, kapary, anchois, oliwki, oregano, serdelki) w cenie 22,50 oraz dla Towarzyszki dużą Cossaca (sos, ser, pomidory koktajlowe, świeża bazylia, parmezan) w cenie 25,00zł. Różnice w cenie między dużą „32cm” a małą „22cm” to tylko ok. 2zł, więc wiadomo, lepiej smaczne rzeczy wziąć na wynos do domu niż wyjść niezaspokojonym. Wymiar specjalnie daję w cudzysłów, bo to przybliżona wielkość, placki są nieregularnych kształtów, więc i „średnica” w przybliżeniu podawana.

Po ok 25 minutach dostajemy nasze zamówienie. Ciasto faktycznie cieniutkie, krągłe bąbelki od spodu miejscami przypieczone prawie na węgiel. Takie lubię. Piękny zapach. Ale halo? Co jest? Czemu składniki są tylko na środku placka?

4

Moja Capricciosa jeszcze jako tako wygląda, ale Cossaca to totalna porażka.

 

6 7

Spory, cienki placek posmarowany sosem pomidorowym, ku środku „zabrudzony” serem, na to 4-5 małych pomidorków koktajlowych pokrojonych w ćwiartki, rzuconych na sam środek, 3 listki bazylii na krzyż, wszystko z lekka, a wręcz z bardzo lekka oprószone parmezanem. To wszystko w cenie 25zł. Lubię na pizzy minimalizm i wolę mniej dobrej jakości składników niż wypasiony placek z marketowym serem z promocji. Ale w tym przypadku mamy do czynienia bardziej z „nicyzmem” niż minimalizmem. Parmezan gdzieś zniknął między kwaskowatymi pomidorkami, słodkawym sosem i zapachem pieca. Fakt, środek był smaczny, ale zajmował on ok 30% całości. Reszta to suchy czerwonawy chrupki brzeg.

Zdecydowanie lepiej prezentowała się i smakowała moja Capricciosa.

5

W tym przypadku tu też skupienie składników jest na samym środku. Jednak jest ich więcej. Niestety pieczarki pocięte w tak cienkie plasterki, że spokojnie można byłoby oglądać zaćmienie słońca. Cienka warstwa sera skupiona centralnie, 8 oliwek w całości, 8 maciupkich kaparów z zalewy, do tego 3 plasterki smacznej szynki i serdelek – parówka w plasterkach. Halo, a gdzie anchois? Ano było, najprawdopodobniej jeden filecik rozerwany na trzy kawałki – tyle udało się znaleźć. W tym przypadku również mogę z czystym sumieniem napisać, iż całość może w 30 procentach była bardzo dobra. W tych 30 procentach tam gdzie były składniki.

8

Za całość wraz z piwem i wodą mineralną zapłaciliśmy 60zł.

9

Wyszliśmy rozczarowani, ale za to z lekkim żołądkami, z ochotą na lody oraz sałatkę na kolację. A chyba nie o to chodzi w wyjściu na obiad, by pozbyć się gotówki i chodzić nienajedzonym. Zarówno mnie jak i moją Towarzyszkę zastanawia fenomen tego lokalu i tak skrajne opinie.

Moim subiektywnym zdaniem w pełni świadomy odmiennego zdania od rzeszy wielbicieli i obrońców lokalu Il Rifugio: z jednej strony cudowny aromat pizzy z pieca, z drugiej strony szef, który najprościej w świecie oszczędza na ilości składników. Da się też odczuć jego niechlujstwo na samym placku w postaci bardzo nierównomiernie rozłożonych składników w ilości znikomej jak i w wyglądzie fizycznym menu. Może mieliśmy pecha i trafiliśmy na zły humor szefa, a może wymagamy zbyt wiele. Dla mnie dobra pizza to jednak delektowanie się każdym kęsem, gdzie wszystkie składniki łączą się w całość tworząc kompozycję, która tkwi w pamięci na długie chwile, a nie zabawa w okrawanie brzegów zajmujących ¾ pizzy, doszukując się smaku składników w każdym kawałku. My raczej nie wrócimy w najbliższym czasie do tegoż lokalu.

Nieaktualne menu: http://pl.scribd.com/doc/63645951/Pizza-Menu-Il-Rifugio-Pizzeria-Lublin-Oczki-3#scribd

Nieoficjalny miejsce na FB: https://www.facebook.com/pages/Il-Rifugio-Pizzeria/211316458885845

Edek Ziel Aż