http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/07/4-1050x591.jpg

Sajgon w Lublinie

W niedzielę pogoda spłatała figla i zamiast na grilla nad wodą trafiliśmy na obiad do kuchni azjatyckiej – baru Sajgon przy ul. Nadbystrzyckiej w Lublinie. Lokal to typowy „chińczyk”: 3 stoły na krzyż w środku oraz całkiem spory ogródek. W lokalu panuje samoobsługa, zmówienia składamy przy barze, za którym przy parnikach kuchennych pracują Azjaci. Sami również odbieramy dania i sami odnosimy naczynia. Typowe sosy chińskie oraz pojemniki ze sztućcami stoją w dużych dzbanach na ladzie oraz stołach klientów.

0

Czasem o dzbanek trzeba prosić się innych klientów, to tworzy radosną i rodzinną atmosferę. Szczególnie na kacu.

Po wnikliwej analizie karty składającej się naprawdę z wielu dań różnego rodzaju – zdecydowaliśmy się w pierwszym rzucie na sajgonki.

0a

Czerwona karta dań nakręca apetyt :)

Po paru minutach od zamówienia pani zza baru krzyczy do mikrofonu „sajgooonki z surówkooom” – odbieram talerz –a na nim 3 sajgonki i surówka – wszystko w cenie 6 zł. Surówka z białej kapusty – świeża, chrupka, typowo przyrządzona w sposób nam znany i lubiany jak w innych lokalach tego pokroju. Same sajgonki wyglądały bardzo apetycznie, super chrupiące, fajny farsz z ryżem, marchewką, kapustą, grzybami mun i mielonym mięsem. No właśnie, mielone mięso. Najprawdopodobniej to jeden z najtańszych produktów typu garmażeryjnego. Trącił starym wieprzem przez co zepsuł całość. Osobiście wolałbym dołożyć te dwa złote i skonsumować produkt lepszej jakości, który mniej „donośnie chrumka” w kubki smakowe.

1

Sajgonki wyglądały smakowicie, ale rozczarowały.

1a

Klawo zapowiadający się farsz.

Kolejne danie jakie usłyszeliśmy z głośnika to „zupaaa Sajgon proszę!” w cenie 8zł, składająca się z bulionu, kawałków bambusa, grzybów mun, mięsa mielonego, całość zaprawiona rozbełtanym białkiem jajka, a przynajmniej mieliśmy taką nadzieję. Smaczna i pachnąca orientem, gdyby nie… mięso mielone. Ten sam posmak niszowego produktu co w sajgonkach. Donośne „chrumkanie” skutecznie niwelowało nawet aromat imbiru.

2Ścięte białe, bliżej niezidentyfikowane coś, powodujące dreszczyk emocji.

Następnie na nasz stół zawitała cielęcina na gorącym półmisku – 17zł – dla lubej oraz owoce morza z grzybami mun – 14zł – dla mnie. Do każdego dania dostaliśmy ryż i surówkę. Ryż jak i surówka bardzo poprawne, świeże, pachnące w ilości niemałej.

3Danie dla wegan, ryż z surówką. Można się najeść. A i polać sosem też można.

Danie z cielęciny ochoczo wygląda i smakowicie pachnie, niestety gorzej jest gdy już spróbujemy. Używanie półproduktów w postaci gotowej mieszanki warzyw robi jednak swoje. Jak o smaku mięsa nic złego powiedzieć nie można – dobrze doprawione, smaczne, soczyste i radośnie skwierczą na rozgrzanym półmisku – tak karbowane talarki marchewki i równe różyczki brokułu oraz kalafiora skutecznie nas rozczarowały smakiem wiatru z chłodni. No i ta cebula prażona… niczym szczypiorek na hot-dogu albo cebula w mizerii.

4Podanie na „gorącym półmisku” gwarantuje radosne skwierczenie mięska przez dłuższą chwilę.

Dużo gorzej prezentowały się moje owoce morza. Przyznaję się, iż więcej oczekiwałem od tego dania, a na pewno nie spodziewałem się „mamałygi dla dzieci” jak to moja współtowarzyszka skomentowała. Swego czasu bardzo często stołowałem się w barach takiego pokroju, ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie dostałem. Całość była oblepiona w gęstym czerwonawym kisielu. Spodobało mi się, iż owoców morza było sporo, grzybów również nie musiałem szukać między kawałkami warzyw z tej samej zwietrzałej w smaku mieszanki warzyw. Jednak konsystencja sosu – kisielu, w którym całość była podana skutecznie odebrał mi apetyt.

5

Wygląd bierze górę nad smakiem.

Lokal mieści się nieopodal miasteczka studenckiego. Przejeżdżając nieopodal, zawsze można zauważyć część zajętych stolików przez młode osoby. Wydaje się być dobrym rozwiązaniem dla osób, które chcą niewielkim kosztem zjeść solidną porcję „azjatyckich smaków po polsku”. Część osób zachwala zbawienny wpływ tego baru na stan zdrowia dzień po zakrapianej imprezie. Zarówno moja luba jak i ja chętnie dopłaciłbym do każdego z tych dań, by jednak dostać potrawę stworzoną na produktach lepszej jakości. Czy wrócę? Tak, ale na kacu i zamówię zupełnie coś innego niż dotychczas.

https://www.facebook.com/pages/Sajgon/493435874042838

http://www.sajgon.cba.pl/kontakts.html

Edek Ziel Aż