close
Rewolwerowcy w Poznaniu, czyli Qń w Burger House

Rewolwerowcy w Poznaniu, czyli Qń w Burger House

0udostępnień

Jak już wiecie, do nowego burger baru w Poznaniu niezależnie od siebie wybrało się dwóch naszych korespondentów. W piątek mogliście przeczytać recenzję Kamila, dziś pora na relację Qnia.

 

 Od jakiegoś czasu po Poznaniu krąży plotka, że pojawił się nowy gracz w dziedzinie burgerów, i że nie chodzi mu tylko o to by dogonić konkurencję, ale wręcz o to, by być na tym podwórku LIDEREM! Nie lubię plotek, a zwłaszcza tych połączonych z przechwałkami typu: „jesteśmy najlepsi w mieście”. W związku z tym, postanowiłem nie umieszczać na swojej mapie kulinarnej tego lokalu. Byłem twardy, trwałem w swym postanowieniu dość mocno i długo aż do momentu, gdy zadzwonił do mnie kumpel mówiąc: „Zapraszamy cię z moją kobietą na kolację, jedziesz? (kumpel dość dziwnie się ostatnio zachowywał, rzucił palenie, zaczął się bardzo zdrowo i racjonalnie odżywiać. Podejrzewałem, że zaczęli się starać ze swoją partnerką o potomka). Myślę sobie, że może dziś począł się ich syn i będą świętować, więc nie mogłem odmówić, odpowiedziałem: „Jadę”.

Przybyliśmy na ulicę Długą 11, pod lokal o nazwie:BURGER HOUSE. Zadrżałem, zrobiło mi się jakoś niewygodnie i dziwnie (skojarzyłem tą nazwę z lokalem aspirującym do tego by być wspomnianym LIDEREM w świecie poznańskich burgerów, to tutaj miało mnie nigdy nie być) cóż, odwrotu nie było.

[singlepic id=937 w=320 h=240 float=]

Wchodzimy po kilku schodach do środka. Przy wejściu unosi się obezwładniający zapach świeżej bazylii – przyjemny duży plus!! Dalej wyłonił się niewielki, przytulny, czysty lokal na jakieś 10- 15 osób.

[singlepic id=938 w=320 h=240 float=]

Menu bardzo dobrze widoczne, a do tego słusznie proste i krótkie (http://www.burger-house.pl/menu.php). To 6 pozycji, z czego 5 zostało nazwanych pseudonimami słynnych, amerykańskich rewolwerowców a szósty to po prostu burger sezonowy. Przed zamówieniem dowiadujemy się co dokładnie zjemy. I te właśnie informacje sprawiają, że zaczynam czuć, iż jednak jestem we właściwym miejscu; bułka (własna receptura) wypiekana w małej rodzinnej piekarni (ważna informacja: trwają prace nad ciemnym pieczywem, które ma pojawić się niebawem). Wołowina –to antrykot i rostbef z polskich ras bydła i francuskiej rasy limousine, mielona na miejscu! Sos BBQ – jest ściągany na zamówienie; amerykańska, solidna produkcja, którą właściciele zauważyli w wielu dobrych burger barach. Qń jest już spokojny, spokojny jak ciężarówka tybetańskich mnichów.

Postanawiamy złożyć zamówienie i z racji fajnej pogody, zjeść na zewnątrz przy tzw. ladzie w pozycji stojącej.

 

[singlepic id=936 w=320 h=240 float=]

Nasze kubki smakowe zapoznają się dziś z panami: Dzikim Bill’em Hickok’iem, Butch’em Cassidy i sezonową panią Calamity Jane.

Pierwszy z tego towarzystwa toDziki Bill Hickok (Chilliburger, 17 zł). W trakcie jego zamawiania padają pytania o stopień ostrości (w skali 1-3) i stopień wysmażenia mięsa. Jest późno, więc podaję liczbę 2 i odpowiadam: „Medium”. Dostaję na glinianej podstawce mały pojemniczek Nachos z pikantnym sosem (miła przegryzka), a reszta miejsca zarezerwowana jest dla Króla wieczoru.

 

[singlepic id=939 w=320 h=240 float=]

Odpakowuję i wbijam łapczywie zęby w to CUDO. Duży plus za to, że burger jest szerszy niż wyższy, co znacznie ułatwia jego spożywanie. Zaczynam czuć dużą wdzięczność do kumpla, że mnie tu ściągnął, a do siebie żal, że tak długo się upierałem, by tu nie przyjść. Bo to tutaj jest najlepsza burgerowa bułka w Poznaniu; chrupiąca, delikatna, niezbyt słodka, jak dla mnie dokładnie tak powinna wyglądać i smakować bułka w burgerach. Mięso wyśmienite, plasujące się w pierwszej trójce najlepszych w mieście; świetnie wysmażone, delikatne w smaku i co ważne, czuć świeżość. Poziom ostrości „2” jest naprawdę ok., daje poczucie mocnego uderzenia jednocześnie nie zabijając smaku mięsa i dodatków. Całość naprawdę świetna, robi na mnie ogromne wrażenie.

Drugim zamówionym burgerem jest lady Calamity Jane (21 zł) ze świeżą rukolą, kremem balsamicznym, truskawkami, 150 gr wołowiny, boczkiem, dojrzewającym serem i prażonym słonecznikiem.

[singlepic id=940 w=320 h=240 float=]

Dla mnie to lekko dziwne połączenie składników, nie mój świat, nie moje klimaty, na szczęście nie ja ją/go zamówiłem. Osoba konsumująca stwierdziła, że ogólnie fajny pomysł na ciepłe dni, ale wszystko razem troszkę za kwaskowate. Od razu skojarzyłem, że gdzieś w komentarzach, na profilu tego lokalu czytałem podobne opinie. Padła nawet propozycja by krem balsamiczny zastąpić słodszym sosem o nazwie teriyaki. I choć Jane wyglądała pięknie, nie odważyłem się jej spróbować…

Trzeci z zamówionych przez nas burgerów, to Butch Cassidy (BBQ Burger, wersja klasyczna 18zł, wersja z podwójnym mięsem 27 zł); to grillowana wołowina z plastrami chrupiącego bekonu zatopiona w dymnym śliwkowym sosie.

[singlepic id=941 w=320 h=240 float=]

Gdy go ujrzałem, pomyślałem : to było to! Totalny odlot. Rewelacyjny, aromatyczny i na pewno ocierający się o doskonałość, sos śliwkowy, który sprawił, że wgryzając się w bułkę przymknąłem oczy z rozkoszy. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto ceni smak i delikatność! Mniam. Jedynie bekon mógłby być bardziej wysmażony, ale i tak jest grubo powyżej średniej.

Podsumowując. Burger House to niewielki punkt z ogromną duszą. Tam się czuje, że ktoś wkłada dużo serca w to co robi. To nie jest budka z fast food’em, to naprawdę SLOW FOOD. Wyjście na tą kolację, pokazało mi, że warto w życiu nieraz coś zmienić, warto nie być tak zagorzale upartym. Ja jednak dopiszę to miejsce do swoich ulubionych lokali na mapie Poznania i będę je szczerze polecał innym.

Jeżeli jedzenie dla Ciebie to nie tylko konieczność, ale też swego rodzaju pasja – odwiedź to miejsce koniecznie.

 Autorem wpisu i zdjęć jest Daniel „Qń” Konieczny.

Dobry burger nie jest zły – Burger House w Poznaniu

O mój Rozmarynie rozwijaj się, czyli trudne początki