http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2018/01/IMG_8860-1050x788.jpg

Recenzja książki „Knajpy Lwowa”

Uwielbiam książki opowiadające o przedwojennym życiu knajpianym. Mam już kilka w swoich zbiorach, w tym dwie prawdziwe perełki – niewznawiane od lat, napisane ze swadą  o tym, jak kiedyś jedzono i bawiono się przy jedzeniu. Dziś krótko opowiem Wam o pierwszej z nich. To prawdziwe kompendium wiedzy o lwowskich kawiarniach, cukierniach, hotelach, restauracjach i szynkach. Obfite w treść i ilustracje tomiszcze autorstwa Jurija Wynnyczuka – „Knajpy Lwowa”.

Pierwotnie wydana po ukraińsku w 2001 roku, po polsku wyszła dopiero 7 lat później staraniem wydawnictwa REA z Warszawy. Twarda okładka, szyte kartki, prawie 500 stron, ze wstępem napisanym specjalnie do polskiego wydania przez nieodżałowanego Jerzego Janickiego.

Żeby ją zdobyć przez dwa lata pisałem do antykwariatów, śledziłem aukcje i w końcu pewnego dnia moja kochana żona oznajmiła mi z uśmiechem: „kupiłam na Allegro”. Cena była niemała – 100 nowych złotych polskich, ale ja już wcześniej miałem na tę książkę przeznaczony osobny budżet i to nawet wyższy niż cena, za którą udało nam się „Knajpy Lwowa” kupić. Ale do rzeczy, co takiego oferuje ta książka, że cena jej jest tak wysoka i tak trudno ją dostać?

„Knajpy Lwowa” pełne są anegdot i historyjek poświęconych zarówno lwowskim lokalom, jak i ich bywalcom. Całość podzielona jest na 8 rozdziałów:

W każdym rozdziale znajdziemy krótsze lub dłuższe teksty poświęcone konkretnym zagadnieniom. I tak np. przeczytamy o tym, skąd we Lwowie taki wysyp kawiarenek (pierwsze powstały jeszcze w XVIII wieku), dlaczego stały się tak popularne, kto w nich przesiadywał i co tam podawano. Następnie docieramy do alfabetycznego spisu tych najbardziej znanych. W kolejnych rozdziałach poznamy najsłynniejsze lwowskie hotele i restauracje, a także poczytamy jak na przestrzeni lat zmieniały się knajpiane zwyczaje, jak organizowano bale i reduty itp.

Każdy rozdział okraszony jest także zebranymi pieczołowicie przez Autora ciekawostkami, takimi jak kronika kryminalna (lub kronika samobójstw – sic!), w których wyczytamy m.in. oryginalnie zamieszczane w ówczesnej prasie anonse, ogłoszenia towarzyskie czy komunikaty sądowe, a także anegdoty dotyczące lwowian i znanych osób, które w lwowskich lokalach bywały (np. „Jak spoili Aleksieja Tołstoja”):

Książka, mimo ogromu zawartej tu wiedzy, nie przypomina leksykonu czy encyklopedii, te 500 stron czyta się błyskawicznie i trzeba przyznać, że Autor gawędziarzem jest doskonałym.  Jeżeli wybieracie się do Lwowa to koniecznie wcześniej sięgnijcie do tej książki, ręczę Wam, że spojrzycie na to piękne miasto zupełnie inaczej. I siedząc na śniadaniu w lokalu Baczewskich przypomnicie sobie słowa przeczytane w pierwszym rozdziale: Lwów lubi pić, umie pić i ma co pić… z dumą i nie bez racji oznajmiali lwowiacy. To miasto słynęło wszak z najlepszego browaru w Polsce, luksusowej gorzałki od J.A. Baczewskiego no i oczywiście z niezliczonych kawiarnii.”

P.S. A wiedzieliście np. że przed II WŚ Lwów był pierwszym miastem w Polsce, w którym podawano w knajpach świeże ostrygi, specjalnie co tydzień sprowadzane samolotem?

Jurij Wynnyczuk, Knajpy Lwowa, Wydawnictwo REA, Warszawa 2008, stron 498




There are no comments

Add yours