http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/04/pizza-2.jpg

Raport z ulic Torunia

Znana Wam już para DK&PD świąteczną przerwę wykorzystali na wycieczkę do Torunia, skąd nadesłali obszerną relację. A co jedli i co pili, tego dowiecie się z tekstu poniżej. Zapraszam do lektury:

Wykorzystując okres świątecznego urlopu postanowiliśmy odwiedzić Toruń – jedno z naszych absolutnie ulubionych polskich miast. Miejscowość wielkości naszych rodzinnych Kielc, nieco niższa liczba mieszkańców, miła atmosfera, zabytkowa zabudowa, rynek z prawdziwego zdarzenia i siateczka wąskich uliczek kryjących skarby gastronomii. Zapraszamy do zapoznania się z naszym raportem z ulic Torunia.

Po ponad 7-godzinnej podróży, główny dworzec PKP przywitał nas trzema ustawionymi w jednym rzędzie lokalami z fast-foodem, które utrzymano w klasycznym stylu architektonicznym typu „buda”. Każdy z nich oddalony od następnego o niecałe 2 metry. Bez wyraźnej przyczyny postanowiliśmy zjeść quasi-obiad w budce z numerem 2 (środkowa) w której zamówiliśmy odpowiednio: hot-doga (4,40 zł) oraz zapiekankę z surówkami (4,60 zł).
PD:
Zamiast klasycznej bułki dostałam „chrupiącą” (tak nazwała ją sprzedawczyni). Faktycznie była chrupiąca, ciepła i pomimo mrozu została taka do samego końca. Surówki wewnątrz były raczej standardowe, trochę dziwny wybór jak do hot-doga, ale smakowały w porządku. Parówka również poprawna. Nie jestem pewna z jakiego mięsa ją wykonano (i chyba wolę nie wiedzieć). Wybranego uprzednio sosu czosnkowego było całkiem dużo, jednak jego smak nie odbiegał od standardu w tego typu miejscach. Podsumowując, całość nie była zła i na chwilę zaspokoiła duży głód. Mimo to, trudno mi komukolwiek polecić tę budę.
DK:
Postanowiłem sprawdzić jedną z niewielu wegetariańskich pozycji wymienionych na szyldzie, tj. zapiekankę z pieczarkami. Wersja podstawowa (bułka + pieczarki) kosztowała bodaj około 4zł. Za niewielką dopłatą można było dokupić kolejne „moduły” – surówki, szynkę i dodatkowy ser. Skomponowałem wymyślne danie w postaci zapiekanki z surówkami i sosem czosnkowym. Obsługa była miła i uprzejma a ciepło płynące z piecyków wewnątrz budy sprawiło, że pomimo ostrego mrozu postanowiłem zjeść na miejscu.
Zapiekanka została przygotowana w piecu, za co należy się duży plus. Cała reszta to niestety przykry standard w kiepskim wydaniu. Bułka nie imponowała rozmiarem, a wręcz przeciwnie. Surówki w postaci standardowej, kebabowej mieszanki warzyw były mierne. Jedyne co ratowało tę kompozycję to sos czosnkowy. Ogółem – jakość jedzenia współmierna do ceny.
Po dokonaniu aktu konsumpcji postanowiłem na pocieszenie kupić coś jeszcze w sąsiedniej budce – mój wybór padł na tani „pasztecik” (a raczej zwykłą bułkę drożdżową) z kapustą i pieczarkami (2,50 zł). Nie miałem wysokich oczekiwań i nie zostałem zaskoczony – dostałem średnio ciepłą, miękką przekąskę po kuracji mikrofalowej. Słabo.
Po niemiłym wstępie, udaliśmy się na obiad właściwy zaś kolejnego dnia skierowaliśmy się do punktu A uprzednio zaplanowanej przez nas trasy fastfoodożerców: Pizzeria Piccolo, Ul. Prosta 20, Toruń
Z przestudiowanych przez nas zawczasu informacji o Piccolo wyłaniał się obraz przybytku otoczonego nabożną wręcz czcią przez mieszkańców Torunia. Weszliśmy do środka z pewną rezerwą biorąc pod uwagę możliwość, iż jest to kult zrodzony wyłącznie z długoletniej tradycji. Co może być szczególnego w miejscu, które w menu posiada jedynie pizzę (drożdżowy placek z pieczarkami), barszcz czerwony, kawę i herbatę?
Mieliśmy szczęście, że tego dnia pogoda nie dopisywała a w pizzerii byliśmy pierwszymi klientami. Ponoć zwykle trudno jest o miejsce siedzące a kolejki do lady ciągną się aż na zewnątrz lokalu. Wnętrze jest urządzone prosto i schludnie. W powietrzu czuć było ciężar historii i tradycji. Atmosfera bardzo specyficzna jak na fast-food.
Zamówiliśmy zestaw w postaci jednej sztuki pizzy z sosem czosnkowym oraz dwóch miseczek barszczu. Za całość zapłaciliśmy niewiele ponad 11 zł. Usiedliśmy przy stoliku (w tym czasie przyszły kolejne dwie osoby) na którym po chwili wylądowały barszcze. Szok. Zupa została ewidentnie przygotowana z naturalnych składników i była wyjątkowo dobra. Wyraźnie wyczuwalne były czosnek i majeranek, barszcz przyjemnie rozgrzewał. Nic dziwnego, że można ją także zabrać na wynos w słoiku (dopłata 1,20 zł).
Zachwytom nad barszczem nie było końca a zanim wypiliśmy połowę na stół trafiła już pizza.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że na zdjęciu nie prezentuje się szczególnie zachęcająco. W końcu podobne posiłki są sprzedawane w piekarniach i sklepach spożywczych pod nazwą bułka wenecka bądź po prostu bułka z pieczarkami. W tym jednak przypadku musicie uwierzyć nam na słowo – smak jest wyjątkowy, niepodrabialny i jedyny w swoim rodzaju. Trudno jednoznacznie wskazać element sprawczy tej wyjątkowości, ale pizza jest tak cholernie smaczna, że trudno się od niej oderwać. Ciasto jest gorące, puszyste i miękkie, składniki odpowiednio przypieczone a sos komponuje się idealnie. Całość jest dosyć tłusta i dzięki temu też bardzo sycąca. Zjedliśmy jedną na dwoje i zastąpiła nam obfite śniadanie.
Podsumowując – toruńska Pizzeria Piccolo jest jedynym w swoim rodzaju lokalem, który podniósł polską nijakość do rangi wyjątkowej sztuki kulinarnej. Gorąco polecamy, miejsce trzeba sprawdzić obowiązkowo przy okazji wizyty w tym pięknym mieście. Pizzę można zabrać także na wynos w kartonowym opakowaniu.
Kawiarnia Lenkiewicz, Ul. Wielkie Garbary 14
Kawiarnia Lenkiewicz słynie z serwowanych na miejscu lodów. Pomimo niesprzyjających warunków pogodowych, postanowiliśmy zmierzyć się z renomą miejsca. Niestety ze względu na problemy techniczne nie wykonaliśmy żadnych zdjęć.
Porcja lodów (gałka) w cenie 3,50 zł może wydawać się nieco droga do momentu w którym zostaje nałożona do rożka. P jako koneser słodyczy zdecydowała się na 4 smaki. Ja ledwo toleruję cukier wobec czego poprzestałem wyłącznie na dwóch.
Smak lodów rzeczywiście jest wyjątkowy – wyraźnie można poczuć naturalne składniki, chociaż jako anty-fan słodyczy nie dostrzegłem powodów do szczególnego zachwytu. Dlatego też dalsza część tekstu należy do P:
Do Torunia przyjechałam z wielkim apetytem na słodkości i odkąd przeczytałam pozytywne opinie o lodach z cukierni Lenkiewicz nie mogłam się doczekać wizyty w tym lokalu. Nic więc dziwnego, że gdy tylko ujrzałam różnorodność smaków lodów dostępnych w cukierni, oczka zaświeciły mi się i poprosiłam aż o cztery gałki. Oprócz klasycznych pozycji, cukiernia proponuje lody o mniej spotykanych smakach. Dla siebie wybrałam whisky, białą czekoladę, piernikowe (a jakże!) oraz orzechowe. D wybrał whisky oraz pina colada. Jakie było moje zdziwienie, gdy po chwili zamiast skromnej porcyjki, jakiej się spodziewałam, zostałam obdarowana olbrzymim rożkiem, którego ledwie mogłam utrzymać. Smak wszystkich był absolutnie obłędny (pina colada także, ponieważ spróbowałam od D), najbardziej jednak polecam białą czekoladę oraz piernikowe, które posmakowały mi najbardziej. Polecam jednak mniejsze łakomstwo, gdyż nawet taki lodożerca jak ja miał problem ze zmieszczeniem czterech sztuk.
Meta! Ul. Szeroka 34, Toruń
Po drodze do Browaru Staromiejskiego (punkt C wyprawy) złapała nas paskudna śnieżyca wobec czego postanowiliśmy zaliczyć krótki postój w mijanym przypadkowo lokalu Meta! który mieści się przy ul. Szerokiej.
Knajpa utrzymana w klimacie typowo alkoholowo-libacyjnym, wystrój i udźwiękowienie nawiązujące do pijackiej tradycji PRL. Atrakcyjne ceny piwa lanego zaczynające się od 5 zł oraz przekąski w cenie 9 zł można zaklasyfikować jako atrakcyjne. Nie zdecydowaliśmy się jednak na jedzenie wobec czego na tym opis zakończymy.
Browar Staromiejski Jan Olbracht Ul. Szczytna 15, Toruń
Po świetnej pizzy, lodach i pit-stopie w Mecie dotarliśmy do kolejnego punktu wycieczki za który obraliśmy Browar Staromiejski gdzie serwowane jest piwo warzone na miejscu. Nasz pierwotny plan zakładał, iż będzie to jedynie krótki przystanek przed dalszą wyprawą ale z przykrością doszliśmy do wniosku, że po odwiedzeniu poprzednich lokali nie podołamy wyzwaniu. Zastanawialiśmy się też, czy opis naszych wrażeń po wizycie w tym miejscu pasuje do charakteru SFP. Żelazna logika podpowiedziała nam jednak, ze skoro istnieje możliwość zamówienia piwa na wynos to jak najbardziej jest to street food ;)
Lokal zajmuje bodaj trzy kondygnacje wobec czego miejsca nie brakowało. Usiedliśmy jednak przy stoliku nieopodal baru. W karcie poza szeregiem alkoholi i daniami typowo restauracyjnymi znajdują się cztery piwa warzone na miejscu – Śmietanka Toruńska, Bursztyn Toruński, Olbracht – Pils oraz Piernik Toruński. P. bez wahania wybrała Piernik Toruński. Ja miałem ochotę na Bursztyn, ale okazało się, że ten rodzaj piwa się skończył wobec czego wziąłem Śmietankę Toruńską. Dodatkowo zamówiliśmy jeszcze krążki cebulowe smażone w cieście piwnym.
Mimo, iż oboje jesteśmy oddanymi fanami piwa to do specjalistów nam daleko wobec czego nasze zdanie o smaku podchodzi od laików. Śmietanka Toruńska łudząco przypomina w smaku jasny Paulaner czyli jest piwem jak na nasz gust bardzo dobrym. Po Pierniku Toruńskim oczekiwaliśmy więcej słodyczy, ale okazał się być ciemnym piwem z nutą goryczy i wyczuwalnym aromatem korzennym. Niewątpliwym plusem jest także możliwość spróbowania wszystkich czterech rodzajów piwa podawanych w szklaneczkach o pojemności 125 ml w cenie 10 zł za zestaw. Po chwili na stole wylądowały także krążki cebulowe – za 12 zł otrzymujemy 6 sztuk w chrupiącym cieście. Krążki były puchate i oczywiście nieco tłuste, cebulka w środku była miękka i ciepła, a ciasto wyjątkowo chrupiące. Do krążków podany został sos, na bazie musztardy, z lekką kwaskowatością w tle, całość tworzyła zgrany duet. Przekąska świetnie współgrała z zamówionym przez nas piwem. Jeszcze kilka słów o samym lokalu: w browarze panuje przyjemna atmosfera, obsługa jest przemiła, a całość, począwszy od wystroju, poprzez kartę a kończąc na sztućcach sposobie podania piwa/potraw jest dopracowany w najmniejszych szczegółach. Naszym zdaniem zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce przy okazji wizyty w Toruniu.
Na tym niestety kończymy naszą relację. Nie udało nam się zahaczyć o Restaurację Luizjana (ul. Mostowa 10), która słynie z kuchni kreolskiej oraz popularne knajpy z kebabami mieszczące się w okolicach rynku, ale nadrobimy to przy kolejnej wizycie.
Autorami tekstu i zdjęć są PD & DK.