close
Ramen by Yatai. Robią to dobrze

Ramen by Yatai. Robią to dobrze

0udostępnień

Ekipa Yatai już dawno skradła serca wielu ludzi swoimi świetnymi rolkami. Jakiś czas temu do menu dołączyło danie, które rozgrzewa obecnie tłumy. Ramen się ono zowie. A ramen yataiowy, aktualnie w trzech odsłonach, pozytywnie tą zimową porą, rozgrzeje każdego, kto się na niego skusi.

Przejdźmy do konkretów. Najpierw, jakiś czas po wprowadzeniu do oferty, spróbowaliśmy Kuro i Kokoro. Dwie zupełnie odmienne propozycje – dla mięsożerców i dla wegetarian, zaskakują bardzo wyważonymi smakami. Zamawiamy Kuro Ramen (26 zł) i dostajemy makaron w towarzystwie bulionu wołowo-drobiowego, do tego solidną porcję boczku chashu i pozostałe dodatki, czyli: narutomaki, dymkę, kukurydzę, szpinak, glony wakame, kiełki, pomidorka koktajlowego. Całość oprószona jest sezamem i chili. Aromatyczny, głęboki w smaku wywar świetnie komponuje się z makaronem. Dla tych, którzy przyzwyczaili się do streetfoodowej wersji makaronu serwowanej przez powszechnie znaną ekipę z Warszawy, lekkim zaskoczeniem może być jego grubość. Jest nieco cieńszy, ale idealnie gra ze wszystkimi dodatkami. Boczek chashu – zdecydowanie na plus. Mięciutki, zacnej grubości plasterki. Po prostu świetnie zrobiony. Reszta pasuje do tej kompozycji jak ulał. I nawet kukurydza mi tu nie przeszkadza, choć osobiście zakazałabym używania jej we wszystkich daniach, które nie pochodzą z Meksyku. Sztos.

Ale sztosem chyba większym był dla mnie wegetariański Kokoro Ramen (24 zł). Makaron zanurzony jest w fenomenalnym bulionie sojowo-grzybowym. FE-NO-ME-NAL-NYM! O jakie to dobre było. Dla mięsożercy ten bulion to był mega pozytywny szok. Jest tak urzekająco smaczny, że nie można się od niego oderwać. Serio. Do tego idą: porządnie zamarynowane jajko ajitsuke, dymka, kukurydza baby, grzyby shitake, groszek cukrowy i reszta fantów, czyli glony wakame, rzodkiew, pomidor, sezam i chili. Chyba jestem skłonna powiedzieć, że wersja bezmięsna smakowała mi nawet bardziej. Tego po prostu trzeba spróbować.

Yatai kusili też w Nowy Rok ramenem i gratisową rolką z tatarem z łososia w tempurze. Dla każdego, kto potrzebował ratunku z powodu syndromu dnia następnego albo ataku wczorajszości nie miał, a jedynie apetyt na coś wyrazistego, ramen spadł jak z nieba. Aromatyczny, odpowiednio tłusty (mięsko na wypasie), sycący… Poezja. Sushi też było świetne. Zamówiliśmy pięć ramenów, więc dostaliśmy pięć rolek. Nawet nie zdążyłam wyjąć aparatu zanim zniknęły.

Najnowsza odsłona dania zagościła w menu w miniony piątek. Creamy Spicy Ramen to makaron zanurzony w pikantnym kremowym wywarze wołowym z dodatkiem szarpanej wieprzowiny, szczypiorku, kukurydzy, grzybów mun, groszku cukrowego i chili. Od razu czuć, że to bardzo przemyślana propozycja. Z klasycznym alkalicznym makaronem ramenowym – petarda. Wywar jest cięższy, bardzo wyrazisty i ostry. Tak, wiem, cześć ludzi zaraz mnie wyśmieje, że to nawet koło ostrego nie leżało, ale nie mówimy tu o właścicielach zahartowanych w bojach kubków smakowych, a przeciętnych konsumentach. Chcesz ostrzej – dopraw sobie. Przechodzimy płynnie do szarpanej. Delikatnej, mięciutkiej, rozchodzącej się pod pałeczkami i rozpływającej w ustach… Rozmarzyłam się. Lekkim przełamaniem jest tu kukurydza (choć dla mnie całkiem zbędnym z racji wyznawanej ideologii „kukurydza tylko w tex-mexie”. Albo zupie-kremie z kukurydzy. (Skąd wzięła się kukurydza w ramenie przeczytacie TU). Ja bym tu po prostu poszukała jakiegoś innego dodatku rodem z kuchni japońskiej). Całość (na zdjęciu nie ma groszku, nie pytajcie jak to się stało) po prostu świetnie i smacznie ze sobą gra. Próbując Creamy Spicy Ramen dostaliśmy do „przetestowania” wersję z cieńszym makaronem. Po szybkiej wymianie opinii w miskach wylądował ten, który znajdziemy w pozostałych daniach. Po prostu bardziej pasuje. I jeszcze jeden plusik na konto Yatai – odpowiedź na pytanie „jak wam smakuje?” nie pozostaje bez odzewu. A to bardzo dobry znak.

Podsumowując, ramen w wykonaniu Yatai mogę z czystym sumieniem polecić każdemu. Najpierw wprowadzili dwa dobrze dopracowane dania, które przekonują swoim smakiem. Kolejne jest ciekawym uzupełnieniem oferty i na pewno przypadnie do gustu miłośnikom mięsa i odrobiny ostrości. Jest smacznie, sycąco i rozgrzewająco. W każdym kęsie czuć, że wszystko jest tu dobrze przemyślane i w najmniejszych szczegółach dopracowane.

Ela Święcka

Yatai Food Truck – Św. Wawrzyńca 16, Kraków (Skwer Judah)

Facebook – https://www.facebook.com/yataifoodtruck/

Jerozolima – książka kucharska. Recenzja

Lavash Bar – nie tego się spodziewaliśmy

Dodaj komentarz