http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/05/Qn-i-kura-6.jpg

Qń i jego niedzielne spotkanie z kurą.

Dzisiaj Qń opisze Wam swoje zmagania z kurą w Bistro Dromader. Po tym emocjonującym wstępie zapraszam do lektury:

 

A jeśli reinkarnacja istnieje i w przyszłym życiu będę kurą, świnką, Qń’em albo krową? Może powinienem zostać wegetarianinem lub weganinem? Czuję potrzebę zmian, ALE NIE DZIŚ! Dzisiaj postanawiam żyć chwilą i nie myśleć o tym, dokąd mnie moje postępowanie doprowadzi. Mam plan. Będę myśliwym i „upoluję” ptaka. Dla mnie to tak rzadkie, jak dla Michael’a Jordana gra w hokeja. Na „polowanie” wybieram się z Kimś, kto pochodzi z miasta, gdzie „najlepszą” restauracją jest Orlen i serwowane przez nich hot dogi. Stoi przede mną nie lada wyzwanie; lokal musi mieć konsumpcję na zewnątrz, bo wspomniana osoba musi mieć dostęp do świeżego powietrza (chwilami brakuje Jej go bardziej niż jedzenia). W takim razie gdzie pojechać? Gdzie zjeść? W związku z tym, że rzadko jadam kurczaki z rożna, muszę troszkę pomyśleć… Wiem! Może Tesco? O nie, nie, nie, to musi być miejsce gdzie oprócz tzw. ptaka, zjem też sałatkę i ma być miło – czyli Tesco odpada.

Wybór nie jest prosty. Jako wielki Miłośnik Detektywa Monka niezwykle dbam o szczegóły, ale moja współtowarzyszka to połączenie Monka, Magdy Gessler, Perfekcyjnej Pani Domu i całość pomnożona razy 5. Jeżeli okaże się, że kurczak będzie słaby, albo naczynia niedokładnie umyte, wtedy może obudzić się w Niej bestia i obsługa będzie musiała przez kilka miesięcy korzystać z pomocy psychoterapeuty.

W związku z powyższym, starannie „przemieliłem” temat i wybór padł na Dromadera w Przeźmierowie (ul. Rynkowa 89). Lokal ma swoja renomę, mnóstwo stałych klientów. Fajne, czyste, klimatyzowane pomieszczenie. W karcie duży wybór pizzy, kebabów, sałatek, dań obiadowych i zup.

 

[singlepic id=526 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=528 w=320 h=240 float=]

 

My dziś mamy jeden cel: upolować ptaszka. Dla mnie jest to jedno z trzech najlepszych miejsc z kurczakiem w Poznaniu i okolicach.

Dlaczego akurat tu przybyliśmy? A no dlatego, że są tu talerze i sztućce ;) a nie papierowe tacki i białe „sztućcowate” plastiki, co i dla mnie jest niezwykle istotne.

Wchodzimy. W lokalu kilka osób i ten nieeeeeesamowity zapach skwierczących, apetycznych kurczaków z rożna…

W oczekiwaniu na zamówienie przyglądam się im bacznie i nagle dopadają mnie znów, dwa szybkie przemyślenia:

  1. gdybym urodził się kurą, przez całe życie znoszącą jaja na fermie, to marzyłbym o tym, by po śmierci trafić właśnie tu, do Dromadera. Tutaj ludzie patrzą na kręcące się na „karuzeli” kurczaki, z niespotykanym pożądaniem ;)

  2. kiedy kupuję jajka na targu, pani pyta czy życzę sobie od kur z wolnego wybiegu, zielononóżek, czy tych uciemiężonych, fermowych? I tak sobie myślę, że jeśli w przypadku jajek to, jak żyją kury i czym się je karmi ma znaczenie, to ciekawe dlaczego nikt nie zwraca uwagi na to jak kura żyła przed tym, gdy oddala pierś czy skrzydełka. Chcę wierzyć, że kurczak, którego zaraz zjem żył szczęśliwie i biegał z przyjaciółmi tam gdzie chciał, a dom jego właściciela leżał nad jeziorem ;)

 

Zamówiliśmy po ćwiartce kurczaka. Jedną z surówkami

 

[singlepic id=535 w=320 h=240 float=]

 

a drugą z frytkami i sałatką firmową (z mięsem z kebaba drobiowego).

[singlepic id=529 w=320 h=240 float=]

[singlepic id=530 w=320 h=240 float=]

Jedzenie jest takie jak lubię. Bardzo dobrze przypieczona skórka, odpowiednia (nieprzesadzona) ilość majeranku i słodkiej papryki. Mięso cudnie kruche. Wręcz poezja smaku. Jestem pewien, że te kurczaki przed trafieniem na rożno spędziły odpowiednią ilość czasu w dobrze skomponowanych przyprawach.

 

[singlepic id=531 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=532 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=533 w=320 h=240 float=]

 

Krytyk, który miał „zdemolować” lokal, również wcina z ogromną rozkoszą. Nie musi nic mówić, widzę to po Jej minie. Jeśli chodzi o frytki, to są ok, ale takie jak w wielu lokalach, więc nie ma co się rozpisywać. Sałatki świeże i smaczne.

[singlepic id=534 w=320 h=240 float=]

Szybko okazuje się, że obok kurczaka, drugim równie dobrym bohaterem dzisiejszego posiłku jest: sos czosnkowy. Rewelacyjna konsystencja i mega mocno czosnkowy smak (jak dla mnie ok, podejrzewam jednak, że dla 95% klientów będzie zbyt ostry). Sałatka z kebabem ok, ale szału nie ma. Powiedziałbym, że przeciętna w smaku, no i do tego bardzo zimne mięso. Jak dla mnie, dużym minusem jest papryka konserwowa (wolę świeżą). I tu znów sos czosnkowy (Petarda), ale nie każdy uzna to za wartość tego dania. Sos po prostu lekko zabija smak całości.

[singlepic id=527 w=320 h=240 float=]

Współtowarzyszka mojej dzisiejszej kulinarnej przygody, nie dość że nie krytykuje, to jeszcze nie potrafi się rozstać z ptakiem i zabiera kolejnego na wynos;). I tak się skończyło. Spodziewałem się obiadu pełnego piorunów, filmu akcji w stylu „Wejście smoka”, a zrobił się z tego film pełen pięknych emocji i dobrego smaku. Cóż, niby proste danie, ale bardzo mocno czuć rękę fachowca z doświadczeniem, które je przyrządził.

Podsumowując: kurczak – rewelacja w każdym calu (cena 21 zł za kg). Kebab (jak dla mnie) bez szału. Sałatki ok, ale też bez jakiegoś szczególnego uniesienia. Więc jeśli chcesz zejść kurę, która po śmierci staje się orłem lub sokołem smaku, to jedź do Dromadera. Zamów połówkę, pomiń frytki i inne bzdury, wtedy będzie ok.

Ja tu wrócę na pewno.

Tekst i zdjęcia: Qń.




There are no comments

Add yours