http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2014/06/p3.jpg

Polyk wołowy, czyli druga wizyta w Szerdelku

Jako, że Zorż pojechał do Radomia oglądać ładne panie, to mi przypadł zaszczyt odwiedzenia kolejnej edycji Żarcia na Kółkach. Tym razem zlot odbył się na Placu Budowy, na warszawskim Mokotowie. Ze sporą pomocą przyjaznych mi ludzi, udało mi się sprawdzić kilka food trucków do tej pory nie opisywanych na blogu, oraz kilku potraw, ze znanych nam już ciężarówek. Na początku parę słów o Polyku wołowym z Szerdelka (16zł). Szerdelka opisywaliśmy już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz udało mi się spróbować tak wspaniałego mięsa, jakim są policzki wołowe. Przy okazji czekania na jedzenie udało mi się zamienić z właścielami pare słów, z których dowiedziałem się, że ich policzki są przygotowywane przez ponad 15 godzin w marynacie z wina, octu balsamicznego i wielu przypraw. Do tego dochodzi specjalnie pieczona bułka oraz domowej roboty sosy. Ale po koleji. Zaczynając od bułki, do której mieliśmy troszkę zastrzeżeń – teraz nie mogę jej niczego zarzucić. Smaczna, oprószona mąką bułka, z wyglądu i smaku troszke podobna do włoskiej ciabatty. Jeżeli chodzi o mięso – delikane, kruche, rozpływające się w ustach wołowe policzki. Smak tego mięsa jest naprawdę ciężko opisać, tego po prostu trzeba spróbwać. Mięso pojawia się w towarzystwie zaledwie paru dodatków – liścia sałaty, karmelizowanej cebuli oraz pomidora. Jak dla mnie w sam raz, nie widzę najmniejszej potrzeby duszenia smaku tego mięsa.

p3 p4 p1

Na koniec kilka słów o sosach, które sprawiają, że cała kompozycja jest tak smaczna. Ja zdecydowałem się na mieszankę dwóch sosów: śliwkowego, na bazie powideł oraz charakternego, czyli sosu przygotowanego z wędzonych ostrych papryczek. I powiem Wam, że był to strzał w dziesiątkę. Oba sosy świetne się balansują, idealnie podkreślająć smak mięsa. Podsumowując, jest to kolejna potrawa, której spróbowałem w tym food trucku oraz kolejna, która bardzo przypadła mi do gustu. Ode mnie wyrazy szacunku oraz uznania dla chłopaków za to, że wprowadzają coś nowego na dość jednolitą mapę warszwskiego street foodu. Z mojej strony polecam.

Marcin Malinowski, nasz człowiek w Warszawie




There are no comments

Add yours