close
Ostry Gringo, czyli znowu Chabo (co ja poradzę, że lubię)

Ostry Gringo, czyli znowu Chabo (co ja poradzę, że lubię)

0udostępnień

Znowu tam polazłem. Miałem testować ofertę śniadaniową w Kielcach, ale plany te wzięły w łeb przez przeziębienie, które sprawiło, że wstawanie przed 10 rano okazało się ponad moje siły.

No więc znowu tam polazłem. Polazłem z dwóch powodów. Po pierwsze bardzo mi smakuje to, co w Chabo robią. Po drugie – Chabo jako jedyne chyba w Kielcach ma w menu kebab, który można porównać do kebaba w KFC  – oba oferują panierowane mięso z kurczaka w bułce kebabowej. Dlatego też zamiast kontynuować przygodę z rewelacyjnym Gyrosem Special w innej wersji, zdecydowałem się na Gringo.

Gringo figuruje w Chabo jako kebab, ale podobnie jak kebab w KFC chyba dlatego, że sprzedawany jest w kebabowej bułce. No bo kebab z panierowanym mięsem?

Dotarłem więc na miejsce i zamówiłem Wielkiego Gringo w bułce (11,90 zł – kolejne co łączy oba kebaby) w wersji na ostro. Bułka została zgrillowana w elektrycznym opiekaczu, następnie napełniona warstwowo (od dołu): sałata lodowa, kukurydza, pomidor, papryczki i mięso (panierowane polędwiczki z kurczaka) sosy, znowu warzywa, znowu mięso i znowu sosy. Odebrałem i wyszedłem jeść.

Bułka – klasyczna kebabowa. Zgrillowana na chrupko. Kiedyś takich bułek nie znosiłem, okazuje się, że dużo zależy od tego, jak ją podgrzewają i od wsadu. Tutaj zastrzeżeń nie miałem. Nie była kluchowata tylko, jak pisałem wcześniej, ujmująco chrupiąca.
Warzywa – sałata lodowa, kukurydza, czerwona ostra papryczka i pomidor. Sałaty nie jest dużo, co dla mnie stanowi zaletę, szczególnie od czasu zjedzenia kebaba w Fast. Kukurydza, jak kukurydza, pomidor świeży i jędrny, papryczka przyjemnie pikantna. Warzywom nie można nic zarzucić, nie przeważają i dobrze się komponują zarówno z sosami, jak i z mięsem.
Sosy – zabijcie mnie – po raz kolejny nie spytałem, jakie noszą nazwy. Ponieważ prosiłem o wersję ostrzejszą, zakładam, że mogły to być hiszpański i meksykański. Mniejsza o nazwy –  sosy są bardzo dobre, wyraziste i dobrze podbijające smak całej potrawy.
Mięso – panierowane polędwiczki z kurczaka. Pocięte w dość duże kawałki stanowią clou całej potrawy. Jak zwykle w Chabo – mięsa nie żałują, panierka ich autorstwa nieodmiennie mnie zachwyca, dobrze doprawiona zamyka w środku perfekcyjnie soczystego kurczaka.

Podsumowując: Gringo w Chabo to bardzo dobra… no właśnie, kanapka? Kebab? W każdym razie – bardzo dobre danie. Polecam spróbować na ostro. Ceny: mały 7,90 zł, standard 9,90 zł, wielki 11,90 zł.
Jeśli jesteście ciekawi, jak na tle Gringo wypada kebab w KFC – śledźcie bloga, recenzję wrzucę po niedzieli. Poniżej jeszcze kilka zdjęć – przepraszam za jakość, ale robiłem je nowym telefonem i jeszcze nie rozgryzłem aparatu.

p.s. Ukłony dla Obsługi – zawsze uśmiechniętej i pomocnej.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Gdzie na wesele, czyli menu weselne w Stangrecie

O matko! Poezja, czyli dawno nie jadłem tak dobrej zapiekanki

2 komentarze

Dodaj komentarz