http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2014/03/image-9.jpeg

Obiad u cioci, czyli wizyta w Skamiejce

Kontynuując moje spotkania z kuchnią Wschodu, zasięgnąłem informacji u źródła – czyli rodowitej Rosjanki, która powiedziała, że muszę odwiedzić tajemnicze miejsce na warszawskiej Pradze – Skamiejka.

image-11

Lokal mieści przy ulicy Ząbkowskiej, w samym sercu dzielnicy ocalałej po wojnie, w towarzystwie starych, klimatycznych kamienic. Samo miejsce jest mikroskopijne, dlatego jeżeli ktoś ma ochotę się wybrać, to polecam wcześniej zrobić rezerwację. W środku znajdziemy 4 stoliki, chociaż jeden z nich to stoliczek turystyczny oraz mnóstwo różnych bibelotów związanych głównie zarówno z samą Rosją, ale również z innych wschodnimi krajami.

image-1 image-2 image-4

Menu nie jest ogromne – wypisanych cyrylicą na tablicy znajdziemy raptem parę pozycji, przeważnie kilka standardowych wersji pierogów, soliankę, którą akurat podczas mojego pobytu Właścicielka – Pani Tamara gotowała, przez co nie było dane mi jej spróbować, oraz okazjonalnie inne potrawy. Pierwsze co pojawia się na stoliku to własnoręcznie robiona gorczyca, inaczej mówiąc musztarda. Świetna, najlepsza musztarda jaką jadłem w życiu, fantastycznie ostra, przy większej ilości aż wyciska łzy z oczu.

image-8

Musztarda pojawia się w towarzystwie pysznego, ciemnego chleba oraz śmietany.

Jako zupę wybrałem… no właśnie nie napiszę Wam nazwy, ponieważ była strasznie długa i skomplikowana i jak dojechałem do domu, to już zapomniałem :). Niemniej jednak był to rodzaj rosołku z warzywami, ziemniakami oraz mięsnymi kulkami gotowanymi w zupie. Zupa była fantastyczna, prawdziwy, aromatyczny rosół, w którym dodatkowo znajdziemy parenaście wieprzowo-wołowych kulek mięsnych. Tak sycącej zupy za 8zł dawno nie jadłem.

image-3

Na drugie danie decyduje się na Chinkali. Po poprzedniej wizycie w Mimino stałem się prawdziwym fanem tych pierogów, dlatego uznałem, że muszę zobaczyć jak smakują one w tak domowym miejscu. Nie zawiodłem się, ponieważ właścicielka wyjęła je dopiero co ulepione i wrzuciła do gotującej się wody. Za 18 zł dostajemy 5 potężnych pierogów, szczelnie wypełnionych mięsem oraz powstałym przy gotowaniu się tego mięsa w cieście rosole. Chinkali charakteryzują się troszkę grubszym, niż w przypadku innych pierogów ciastem, ponieważ w momencie wrzucenia do wody, mięso jest surowe i gotuje się we własnych sokach. O technice jedzenia Chinkali pisałem w poprzedniej recenzji, więc jak kogoś to interesuje, odsyłam właśnie do niej. Jeżeli chodzi o same pierożki, były one według mnie lepsze niż w Mimino, myślę, że za sprawą świeżej kolendry. Kolendra nota bene to jedna z ważniejszych przypraw kuchni gruzińskiej, dlatego było nią przyprawione zarówno samo mięso, jak również cały pierogi były nią posypane. Ja dodatkowo nie mogłem sobie odmówić dodatkowego przyprawienia mięsa tą fantastyczną rosyjską musztardą, która nadała im prawdziwie mocnego charakteru.

image-9 image-13

Po skończonym jedzeniu zdecydowałem się jeszcze na mały deserek w postaci herbaty, chociaż w tym przypadku lepszym określeniem będzie czaj – przygotowany w samowarze, podanej w towarzystwie konfitury truskawkowej. Fajna mocna, czarna herbata, którą słodzimy sobie wedle upodobań pyszną, domową, truskawkową konfiturą.

image-12

Podsumowując, jest to miejsce naprawdę fantastyczne, zupełnie inne niż wszystkie inne. Nie uświadczymy tam żadnych luksusów, jednak sam klimat lokalu sprawia, że czujemy się tam jak u cioci na obiedzie. Reszta towarzystwa jadła Pielmieni oraz Wareninki, jednak to będą potrawy, któych spróbuje kolejnym razem, ponieważ po zupie i Chinkali po prostu nie byłem w stanie nic więcej w siebie wcisnąć.

Po rosyjsku konsumował Marcin Malinowski.