close
Niespełnione oczekiwania, czyli burgery w warszawskim Sheratonie

Niespełnione oczekiwania, czyli burgery w warszawskim Sheratonie

0udostępnień

Postanowiłem pojechać na zlot food trucków, który odbywał się przy stadionie narodowym. Nie było go – ale, że tego dnia miałem chęć na burgera sprawdziłem, że zlot przeniesiony jest na Marywilską. Nie było go. I wtedy przypomniałem sobie, że w SomePlace Else w warszawskim Sheratonie trwa w kwietniu festiwal burgerów. Wszystkie pozycje wyglądają na pierwszy rzut oka dobrze, jednak mnie najbardziej przekonał – Strong Man (podwójny burger 200g) – nie wiem co to znaczy, bo w środku był jeden kawałek mięsa – jedyne co mi przychodzi do głowy to fakt, iż standardowo podają 100 g? Do tego w skład burgera wchodzi również confit z policzków wołowych, pomidor, ogórek konserwowy, ogórek świeży, cebula, roszponka, sos BBQ oraz sos majonezowy. Całość kosztuje w tym momencie 39 zł. Pada pytanie o stopień wysmażenia burgera – wybieram średni i czekam. Po około 15 minutach dostaję upragnionego burgera, który na pierwszy rzut oka niczym nie zachwyca. Nie ukrywam, że najbardziej ciekawił mnie właśnie confit z policzków wołowych – i tak naprawdę była to jedyna rzecz, która ratuje tego burgera.

image-2 image-1

Po kolei parę słów o wszystkim – bułka to najzwyklejsza kajzerka z sezamem, ledwo muśnięta temperaturą, przez co nie była nawet za bardzo chrupka. Dodatki świeże – nie ma się do czego przyczepić, jednak było ich tyle, że tłumiły smak mięsa. Sosy był całkiem w porządku – szczególnie przypadł mi do gustu dymny sos BBQ. Sos majonezowy to w zasadzie był po prostu majonez. Jeżeli chodzi o wołowinę, to również nie ma się zbytnio do czego przyczepić – była lekko krwista, dobrze przyprawiona, jednak nie było to coś co by mnie jakoś wyjątkowo porwało. Na koniec kilka słów o jedynym smacznym elemencie burgera – conficie z policzków wołowych, którego na szczęście było dość sporo. Mnie ten sposób przygotowania mięsa naprawdę zachwycił – mięso było kruche i delikatnie, dosłownie rozpływało się w ustach.

image

Podsumowując, burgery w tej restauracji to idealny przykład przerostu formy nad treścią. Ogólnie burger nie był zły, ale nie był na pewno warty swojej ceny.

SomePlace Else – Bolesława Prusa 2 (wejście od Placu Trzech Krzyży), Warszawa

Testował Marcin Malinowski, nasz człowiek w Warszawie

 

Zdawkowy powrót do „Magury”, czyli Kazek placek po węgiersku testuje

Nowe miejsce, ta sama jakość, czyli Krakowski Grillowany Burger

Dodaj komentarz