http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/05/DSCF3040-1050x699.jpg

Nie samym chlebem człowiek żyje

Na początku maja doszły nas słuchy, że będzie święto! 19 i 20 maja w Warszawie odbył się Festiwal Wódki i Zakąski. My (jako starzy, ale wciąż młodzi duchem) miłośnicy dobrego jedzenia i picia oraz jako blogerzy w temacie  przede wszystkim jedzeniowym, postanowiliśmy sprawdzić jakie wódki pasują do jakich zakąsek. To zawsze był powód do rodzinnych kłótni przy stole. Czy mama ma rację, że pigwówka do kaczki pasuje? Czy jednak tato, który twierdzi, że nie ma to jak biała, zimna czysta. Musieliśmy też sprawdzić, czy to prawda, że nie tylko Polacy równie pyszne napitki pędzą i warzą. 

Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich – Marcin (slodkokwasna.pl), Maciek (mdobrogov.wordpress.com) i Marcin (streetfoodpolska.pl)

My tam byliśmy i wódkę piliśmy. A raczej smakowaliśmy. 

Przede wszystkim i po pierwsze musimy pochwalić pomysł. Bardzo fajna inicjatywa. Miejsce (Forty Kręglickich) też trafione. Dużo wystawców, można było testować. Każdy opowiadał bardzo ciekawie o swoich trunkach. Szkoda, że  nie było zakąsek (to nie tylko nasza opinia). Kilka stoisk miało coś „na ząbek“. Na ten przykład, na stoisku Bieługi podawany był kawior. I to dobry. Sporo wystawców zachwalało dary z Rosji i były to dobre dary. Wspomniana Bieługa, ale też napój z Syberii Mamont zaskoczyły nas. Wódka syberyjska była trzecim napojem spożytym. Jako drugi, rzucił nam się w oczy napój z Austin w Teksasie – Tito‘s. Drugi największy stan Stanów Zjednoczonych, który oprócz muzyki country kojarzy nam się zdecydowanie z whisky, a nie z wódką. Zatem zaskoczeni byliśmy gorzałką stamtąd. Ale tak się składa, że mamy koleżankę w Austin. Teksańska koleżanka, jak tylko dostała zdjęcie butelki, odpisała – „E tam, to tylko Tito’s. Może być“. No nam zasmakował. Wróciliśmy jeszcze do nich. Tito’s i syberyjska wódka to było jedno stoisko. Dodatkowo w części syberyjskiej pani mówiła po rosyjsku, co wykorzystaliśmy w celach zapoznawczych i poznawczych.

A co było pierwsze pite? Ha, taki „suspence“ (czytaj saspens). Pałac Kultury. Dwaj panowie opowiadali o wódce. Ponoć, jak zapytasz obcokrajowców z czym im się kojarzy Polska, to mówią „Pałac Kultury“. A my myśleliśmy, że z wódką się Polska kojarzy tym za granicą. Hashtag dobra zmiana. Na tym stoisku też zakąska była – wysuszony migdałek.

Organizacyjnie doceniamy chęci i pomysł. Chwalimy i czekamy na kolejne edycje. Z wykonaniem ciut gorzej.

Dobry pomysł to kieliszki na smyczy, czyli zestaw „wolna ręka“. Poręczne i sprytne.

Żenujący był za to pomysł z kuponami na jedzenie i picie (dwa rodzaje kuponów). Żeby coś zjeść, trzeba było zaopatrzyć się w bony. Tanio nie było. biorąc pod uwagę opłatę za wejście (79 zł – dzień lub 99 zł – dwa dni), impreza raczej do najtańszych nie należała. Przykłady żywieniowe – ohydna (ale jak wiadomo de quibus non autem gustum) tortilla z kaszanką (gratulujemy pomysłu i nazwy) – bodajże 4 bony. Bezsmakowy hot dog z białą kiełbasą i kapustą kiszoną – 3 bony. Jeden kupon kosztował 5 zł, ale trzeba było kupić od razu zestaw 5 bonów. W środku na szczęście jedzenie było o niebo lepsze – śledziki (2 bony), smalce i inne zakąski i przekąski. Z napojami też nieporozumienie. 1 bon za colę ale nie możesz nabyć jednego – musisz kupić 5.

Rozumiemy zamysł „kuponizacji“, ale do przemyślenia na przyszłość. Teraz były niepotrzebne dyskusje i nieporozumienia. A przecie to festiwal! Czas radości, śpiewu i pięknych … smaków.

Na głównym placu było i za ciepło, i za głośno. Pan ciekawie o wódkach Chopin opowiadał, ale co z tego jeśli słyszał go tylko jeden kolega. Drugi już nie. Bo jakiś niemrawy pan ze sceny opowiadał o różnych trikach i drinkach barmańskich. I jeszcze ta mechaniczna muzyka. Może lepiej bez głośnego grania na przyszłość. Muzyka może być po prostu tłem do fajnego wydarzenia. Kolejna sugestia do przemyślenia dla organizatorów. W bocznych korytarzach/tunelach było za to kameralnie. Do ciekawych stoisk zaliczyć możemy wódkę o nazwie Pravda. A ze względu na pochodzenie i sentyment, najbardziej przyjemnym towarzystwem okazali się ludzie promujący dary Puszczy Białowieskiej z Lewkowa Starego. I ten czarny bez też niczego sobie. I to różowe bardzo dobre. No i jak to? My nie wiemy, gdzie Lewkowo jest? Wiemy. Obok Narewki.

Festiwal polecamy. Tyle, że na dzień dzisiejszy nazwalibyśmy go albo „Festiwal Wódki i …“, albo „Festiwal Wódki i gdzie są zakąski?“. Ale się nie czepiamy. Czekamy na kolejne edycje.

Tekst: Maciek (mdobrogov.wordpress.com)

Zdjęcia: Marcin (slodkokwasna.pl), Maciek (mdobrogov.wordpress.com) i Marcin (streetfoodpolska.pl)




There are no comments

Add yours