http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/06/burger1.jpg

Nie dla hispterów, czyli wspomnień czar. Szybka Szama.

Dzisiaj zapraszam Was do Szybkiej Szamy. Nasi warszawscy korespondenci: Egon Olsen, Brat Jarosław oraz Kaszpir,  odwiedzili lokal na Tarchominie, skąd wyszli … zachwyceni to mało powiedziane. Przy okazji załatwili dla Was vouchery na burgery w Szybkiej Szamie. Jak je zdobyć? O tym przeczytacie poniżej:

 

Mam prośbę. Zamknijcie oczy i przenieście się do Warszawy połowy lat 90-tych. Przypomnijcie sobie zapiekanki z przyczepy Niewiadów czy z nowoczesnych jugosłowiańskich budek… Polska wersja zachodnich dań – hot dog, hamburger i swojska zapiekanka… A teraz otwórzcie oczy i pomyślcie gdzie coś takiego można dzisiaj zjeść. W centrum Warszawy chyba nigdzie – każdy prześciga się w coraz to wymyślniejszym menu i nawet proste danie ma dorobione równie wyszukane ideolo. Natomiast w Szybkiej Szamie ideologia jest prosta – mają być odtworzone smaki dzieciństwa. Przy użyciu bardzo dobrych składników i przy włożonej w to, co się robi, pasji. Dwóch młodych ludzi i mama w kuchni, wszyscy zaangażowani w stu procentach, jest w tym wypadku receptą na sukces. Tak więc jeśli chcecie hipsterii to jest to zdecydowanie zły adres. Jeśli natomiast chcecie sobie wspomnieć czasy marmurkowych jeansów, kaset sprzedawanych po 20 koła ze stolika w Pasażu Wiecha (który nim rzecz jasna wtedy nie był) to jest to adres obowiązkowy. Nie do przecenienia jest również fakt, że także ceny są dalekie od hipsterskich a zatem przyzwoicie niskie.

 

 

W teście spożyliśmy hamburgera – 125 gram dobrej wołowiny. Na uwagę zasługuje bułka – mimo dużej ilości dodatków i sosu pozostała taka jak być powinna – z zewnątrz sucha i nierozpadająca się, w środku elastyczna. Na języku pojawia się lekka nuta słodkości, przypomina trochę bułkę maślaną ale nie psuje to bynajmniej wizji samego burgera. Dobór składników klasyczny jak to drzewiej bywało – sałata, pomidor, ogórek konserwowy, cebula świeża i prażona. Ale, ale. Dobra wiadomość dla tych, którzy mają własną wizję hamburgera – może być podany z czym tylko sobie życzycie. Jest naprawdę pyszny bekon, są papryczki jalapeno i co warto dodać w standardzie – ser. Wybór nader zacny.

 

 

Podczas jedzenia właściciele zapoznają nas z tajnikami swojej pracy. Bułka to efekt kilkunastu prób wybrania dobrego produktu – swoją drogą jest to niesamowite jak bardzo pogorszyła się przez ostatnie dziesięć lat jakość chleba. Mięso również brane jest od małego, sprawdzonego dostawcy z dala od Warszawy… (Egon)

 

 

Na drugi ogień poszedł hot-dog. Właściwie to wierna kopia burgera, w przeciwieństwie do teorii o przekładach (wierne albo piękne) jest i wierna i piękna. Wierzę że bułka została wyprodukowana w tym samym piecu, jest równie elastyczna i smaczna. Dodatków nie trzeba przedstawiać (wierna kopia) za to podkreślić trzeba fenomen parówki. Nie jest to przemysłowa celuloza z dużym dodatkiem tłuszczu lecz w przeważającej ilości mięso poddane lekkiemu wędzeniu – miękkie i aromatyczne.

 

 

Jak w tajemnicy zdradził właściciel: „te parówki wygrywają branżowe konkursy”. Właściwie jedyną rzeczą do której można się z czystym sercem doczepić są sosy. Będąc już przyzwyczajonym do jednolitego sosu koktajlowego wypełniającego burgera, osobno polany majonez i ketchup nie zrobiły na mnie wrażenia, i tak właściwie w temacie ketchupu jest jeszcze nad czym popracować bowiem… (Brat Jarosław)

 

(Tak się zagadaliśmy, że na zdjęcie załapała się jedynie końcówka hot-doga)

 

… sosów jest spory wybór, ale wszystkie od jednego producenta. Fanex. Stoją bezwstydnie na ladzie, patrzą na Ciebie i proszą się o samodzielne dosmaczenie. Znacie moje podejście i wiecie, że nie znoszę chemii i gotowych sosów, ale akurat w wypadku Szybkiej Szamy uznaliśmy to rozwiązanie za optymalne. W malutkiej kuchni nie ma po prostu warunków, by przygotowywać na bieżąco kilka sosów – oferta musiałaby zatem być dużo skromniejsza no i klient nie dostawałby niczego do wyboru a jedynie to, co szefowa kuchni przygotuje zawczasu. A zatem – plus dodatni za sosową wielokulturowość, plus ujemny za tę odrobinę chemii.

 

 

 

Gdyby do lokalu weszła Magda Gessler, złapałaby się za głowę i zażądała natychmiast rewolucji. Spójrzcie na menu.

 

    

 

Jak to możliwe, że w niewielkim lokalu mieszczącym w środku raptem kilka osób ktoś śmiał zrobić tak rozbudowane menu? Od razu jednak prostujemy. Menu jest zmienne, tak naprawdę ciągle dopasowuje się do sezonu i do upodobań klientów, właściciele próbują nowych smaków (zapiekanka ze szpinakiem) lub realizują codzienne życzenia najmłodszych klientów (parówka z frytkami dla wracających ze szkoły dzieciaków). Końcowa część menu rozbraja i rozczula oto bowiem okazuje się, że bez potrzeby poszukiwania cukierni prawdziwego gofra i prawdziwą rurkę z kremem można zjeść na miejscu. Brat Jarosław pisze: Wisienką na czubku tortu jest deser w postaci gofrów polanych obficie bitą śmietaną. W przeciwieństwie do bułek są lekko wytrawne, lecz nic nie stoi na przeszkodzie w polaniu ich słodkimi sosami czy sezonowymi owocami.

 

 

Dodam, że rurki z kremem to również autorskie wypieki, łagodnie kruszące się i niezbyt słodkie, wypełnione naturalną śmietaną (36% – z odrobiną cukru), pozwalające skusić się na drugą i trzecią i… Dopiero po takim deserze można spokojnie opuścić miły lokal.

 

Ale nie tak prędko.

 

Flagowym, sztandarowym i kultowym już dla mnie daniem Szybkiej Szamy będzie zapiekanka. Wracająca ostatnio do łask dzięki busom, zapiexom i innym hipsterskim wynalazkom. Ale tutejsza zapiekanka to esencja lat 90-tych. Idealnie chrupiąca, z rozpływającym się serem delikatnie złamanym drobno pokrojonymi pieczarkami (tak się to właśnie serwowało drzewiej) i oczywiście potężnie smagnięta grubym pasem keczupu. To tu zabiorę na pewno moje córki, by pokazać im jak rodziła się w końcówce PRL-u rodzima uliczna gastronomia, której nieodłącznym elementem była właśnie zapiekanka. Ze względu na upodobania lokalnych klientów zapiekanki podawane są tu na kilka sposobów – z boczkiem (poezja), salami czy nawet z warzywami.

 

(I znów się zagadaliśmy)

 

Na koniec szybki rzut oka na kuchnię, którą bez problemu można obejrzeć i w której na oczach klientów przyrządzane są wszystkie dania.

 

 

Od razu widać, że prowadzona zdecydowaną ręką. Żadnych niepotrzebnych sprzętów, brak mikrofalówki, czysto, stalowo… Myślę, że tu nawet Gordon Ramsey by się nie przyczepił ;-) Szacunek. Widać, że to już prawie restauracja a na pewno o wiele klas wyżej niż typowy bar fast-food.

 

Pora się zbierać, ale z tak gadatliwym właścicielem nie jest to wcale proste. Dowiadujemy się jeszcze, że wraz ze znajomymi jego pasją jest piłka nożna a lokal ma nawet własną drużynę piłkarską. Zresztą stołującą się w Szybkiej Szamie. Obok lokalu znajdują się dwa orliki, więc po obfitym posiłku jest gdzie zrzucać ewentualne kilogramy. A zatem znaleźliśmy poważne podstawy by zacząć tworzyć ligę gastronomiczną. Co Ty na to, Żorż? (Kaszpir)

 

 

Podsumowując: lokal pomimo że skromnie niepozorny i znajdujący się daleko od centrum miasta pokazuje, że dzięki zaangażowaniu właścicieli prosty fast-food może być miłą odskocznią nawet dla zatwardziałych gurmandzistów i kulinarnych szafiarek. My na pewno wrócimy tu jeszcze nie raz.

 

Tekst i zdjęcia: Egon Olsen, Brat Jarosław oraz Kaszpir

Aby wygrać jedną z siedmiu kart uprawniających do darmowego burgera lub innej serwowanej w Szybkiej Szamie potrawy należy odpowiedzieć do czego może służyć przedmiot przedstawiony na zdjęciu. Podpowiedź znajdziecie w tekście recenzji. Odpowiedzi wpisujecie w komentarzach pod postem, rozwiązanie konkursu jutro o 15:00.

 

 

Szybka Szama, Erazma z Zakroczymia 19a, Warszawa Tarchomin, czynne codziennie 11-23

 

EDIT: WYNIKI KONKURSU Z Szybka Szama. Dzięki programowi random.org karty na burgera lub dowolne danie z oferty SzSz wygrywają: Mateusz Suchecki, Agnieszka Chlodzinska, Maciej Łukasz Pe, Wojtek Kula, Mania Woźniakowska, Mateusz Demus i Piotr Jusiński. Gratulujemy, piszcie na priv celem ustalenia odbioru kart!