http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2016/10/3-Mi©sa-caąe.jpg

Nice To Eat You motheeeerfuckeeeeer!!!

Żorż: gwoli wyjaśnienia. W Polsce mamy dwa food trucki o nazwie Nice To Eat You. Oba serwują kanapki, ale zupełnie różne. Jeden truck jest z Warszawy, a drugi, opisany dziś przez Arka, z Pomorza. A teraz zapraszam już do czytania:

Biję się w pierś. Naprawdę biję się mocno w pierś, aż mi czasami oddechu brakuje. To taka moja mała pokuta, że głupi byłem i tak tylko w tych burgerach się zadurzyłem, zamiast biegać po food truckach, pchać w siebie ramen, zażerać tex-mex, próbować kuchni azjatyckiej, czy smakować porządnej polskiej świnki z rożna. Całe szczęście główny DJ w tym klubie w postaci Ojca Założyciela czuwał nad mą duszą, by zbawić kulinarnie i skierować na inne tory. Tak też po imprezach pod Galerią Łódzką z których wracałem jako kulka, zaszczepił mnie Żorż na nowe smaki. Teraz przyszedł czas sprawdzianu – samotna wyprawa na Piotrkowską 217, gdzie kusiła mielona, czy tam siekana wołowina uformowana w krążek, otulona warzywami, sosami i zamknięta w bułce. Całe szczęście niedaleko wejścia od Piotrkowskiej przywitał mnie Kill Grill, skutecznie rozbrajając moje burgerowe pożądanie. Przynajmniej na jakiś czas. Przeszedłem się po terenie, rzuciłem okiem po food truckach. Większych kolejek brak. Zresztą, przy temperaturze rzędu sześciu stopni i odbywających się derbach Łodzi, gdzie pół miasta wypełniła policja, a ruchem kierowała drogówka nie dziwię się, że ludzie nie zgromadzili się jakoś tłumnie na Street Food Festival, mimo niedzielnej pory obiadowej. Dla mnie plus, bo nie musiałem przeciskać się wśród poruszającej się ospale ludności, tylko mogłem od razu przypuścić atak. Tak się złożyło, że od jakiegoś czasu bardzo chciałem spróbować smakołyków z Nice To Eat You, którzy zgarniają bardzo dobre opinie, ale zawsze mi było do nich nie po drodze. Tym razem stali się głównym celem mojej podróży. Podszedłem do food trucka, rzuciłem okiem na rozpisane kredą menu i już wiedziałem, jakie zamówienie padnie z moich ust.

rzut-food-truck-nice-to-eat-you menu-nice-to-eat-you

Łyda wołowa, bekon, kiełbasa Chorizo, grillowany ananas, ser, sos BBQ, a wszystko zamknięte w bułce. Żadnych pomidorków, sałat, pierdyliarda sosów. Po prostu 3 MIĘSA. Banalna, męska kompozycja, aż mi cholesterol z radości podskoczył. Jako że brak było kolejki, czekałem na zamówienie może z pięć minut. Odebrałem, spojrzałem na tę kanapkę w tak zwanym stylu bostońskim , jak to określają twórcy, choć ni cholery nie wiem, co to za styl i jakoś mnie tak wątpliwości wzięły. Przywykłem do dużych, wypełnionych dodatkami hamburgerów, które ledwo obejmowałem paszczęką, a tu moje 3 MIĘSA zmieściły się bez problemu w jednej dłoni.

3-misa-caae 3-mi%ef%bf%bdcha-gryz-gryz

Drugi raz zacząłem rozmyślać o wielkości kanapki, gdy zniknęła w moim żołądku. Nawet nie wiem, kiedy się to dokładnie stało. Pierwszy odważny kęs i po moich kubkach smakowych rozlał się delikatny smak wołowiny, wzmocniony ostrawym Chorizo, złamany wysmażonym na chrupko, wyraźnie słonawym bekonem, wtulonym w ramiona rozpuszczonego, tłustawego plastra sera, a w tej wytrawnej grze słodkiego tonu dodawał ananas wraz z sosem BBQ. Wisienką na torcie, ambrozją gładzącą podniebienie i przyjemnością zamykającą różnorodny klimat wnętrza, okazała się bułka. Początkowo myślałem, że jest ziemniaczana, tak jaką ma u siebie Bacon Smack, lecz chłopaki z food trucka obalili moje przypuszczenia. Pure fucking bułka maślana. Przekozacka. Seriaszka! Raz jeszcze powtórzę – istna wisienka na torcie. Trochę tylko żałuję, że za późno dojrzałem na food trucku adnotację o możliwości dodania ognia do żarełka. Gdyby pojawił się jakiś ostry sos lub papryczki jalapeno, miks smakowy zapewne wywaliłby mnie na plecy. Było pysznie. Było, bo się szybko skończyło albo po prostu wpadłem w dziurę czasoprzestrzenną i gdzieś uleciał mi czas spędzony z 3 MIĘSAMI. Właściwie nie wiem nawet, jak ocenić kanapkę, bo nie mam doświadczenia w tej kwestii. Nigdy wcześniej nie jadłem czegoś podobnego i trochę brakuje mi porównania. Podsumowanie musi jednak być, bo jak to tak. Za doznania związane z konsumpcją kanapki, fajną ekipę z Nice To Eat You, proste, lecz zajebiste menu dam 9,5/10. Gdzie umknęło pół punktu skoro było tak zajebiście? Nie napisałem tego wcześniej, ale wołowina, mimo swojego smaku, była dla mnie odrobinkę za sucha. Być może taki urok łydy, a że się dopiero poznaliśmy, nie udało mi się do końca z nią porozumieć. Nie zmienia to faktu, że Nice To Eat You jest TOP ekipą, która skutecznie odwiodła mnie od burgerów i pozwoliła odkryć nowy świat smaków. No dobra! Byłem potem na burgerze, ale to już materiał na osobną opowieść kulinarną.

Arek Tysiak

Nice To Eat You na Facebook: https://www.facebook.com/N2EatU/