http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/08/jpg5-1050x683.jpg

Natalia w Little Thai Garden

Pod koniec lipca otworzyła się nowa tajska restauracja Little Thai Garden. Jedyną formą reklamy jaka dotarła do mnie był Facebook. Na próżno jednak szukać tam menu. Za to bardzo zachęciły mnie zdjęcia serwowanych potraw i lemoniad. Tak więc, niby w ciemno, wybieram się, aby spróbować czym zostanę uraczona w owym miejscu.
Mierzymy się ze schodkami na górę, a tu wita nas piękne wnętrze i duży otwarty taras, na którym zajmujemy miejsce.
jpg1
Weryfikując ciekawie skomponowane menu decydujemy się ostatecznie na ofertę lunchową. Zamawiam zupę Tom Yam Tofu i Chuu Chea Plaa, a jako drugi zestaw Kuay Tiaw Pet oraz See Khrong Moo Kra Thiam.
jpg2
Na początku zostają podane lemoniady Kamala Beach oraz Patong Beach. Pierwsza z nich to połączenie trawy cytrynowej, soku z limonki, tajskiej mięty. Uwielbiam napoje w wersji sour i to było właśnie to czego oczekiwałam. Pycha!
jpg3
Patong Beach to już niestety, nie móje smak, lecz współbiesiadnikowi bardzo smakowała – arbuz, maracuja, bazylia, limonka i pomarańcza. Osobiście bazylii przy degustacji nie wyczuwam.
jpg4
15 min i Tom Yam Tofu pojawia się na stole. Porcja ok. 200 ml kryjąca w bulionie tofu, szalotki, papryczkę chilli, grzybki, pomidorka koktajlowego, dymkę i nawet nie zwróciłam uwagi czy zielony garnir to była kolendra czy pietruszka. Zupa była wyśmienita i doskonale ostra. Niestety, nie smakowało mi tofu, które również nie dostało aprobaty przez towarzysza. Zdecydowanie wolę marynowane niż tylko przesmażone (o bezpłciowym smaku) i wrzucone do miski.
jpg6 jpg7
Kuay Tiaw, czyli zupa z kaczki z makaronem ryżowym. Próbuję i jak dla mnie bulion zbyt chłodny, a nawet lekko zimny. Smak przez balans aromatów i pyszną pierś kaczki, jest na dobrą piątkę z plusem.
jpg8 jpg9
Drugie danie zostaje podane, chwilę po zabraniu miseczek, przez miłą kelnerkę.
Chuu Chea Plaa to smażona ryba w panierce ukryta pod czerwonym curry z papryką zieloną i czerwoną, pędami bambusa i tajską miętą. Nie jest to panga czy inny błotny syf. Niestety ryba namiękła pod sosem, ale… niektóre kawałki pozostały doskonale chrupiące i te ratowały danie, które bardzo mi smakowało. Ostrość oznaczona na 3 papryczki, lecz poprosiłam o dodatkowe chilli świeżo mielone z młynka, a też to było jak dla mnie za mało ostre.
jpg10 jpg11
See Khrong Moo Kra Thiam. Marynowane żeberka w słodkim sosie czosnkowym. Nie przepadam za wieprzowiną, więc sceptycznie podchodzę do tematu. Następuje próba smakowa i … no niestety… znów lekko ciepłe. Świninka mięciutka, łatwo odchodzi od kości, lecz czosnku zbyt mało i czuć taki dziwny rdzawy posmak w sosie.
jpg12 jpg13
Dania, jak i lemoniady zostały bardzo ładnie podane. Ryż w obu potrawach był bardzo smaczny, a i też pochwalę surówkę z kapusty – nie jadłam lepszej. Serio. Znikła z obu talerzy na samym początku.


Wracam niebawem ponownie.


Wróciłam. A stało się to szybciej niż myślałam. Wieczorową porą wybraliśmy się spróbować dań z karty. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że mamy wielką chęć na curry, więc wybieramy Kaeng Keow Waan Goong, Kaeng Gra Ree Moo Grob oraz Pad Med Mamuang Himmaparn Gai.
jpg14 jpg15 jpg16
Analogicznie do pierwszej wizyty na początek dostajemy napoje.
Ko Samui – bardzo ładnie udekorowany mock-tail – sok imbirowy uzupełniony ananasem, imbirem, syropem cukrowym, chilli oraz sokiem z limonki. Dodanie chilli do takiej kompozycji oceniłam jako ciekawy pomysł. Gorzej jednak wypada z realizacją, ponieważ nie czułam tej ostrości.
jpg17
Lamai Beach – lemoniada z dodatkiem lychee, syropu cukrowego, trawy cytrynowej i sokiem z limonki. Niezbyt słodka, doskonale orzeźwiająca.
jpg18 jpg19 jpg20
Ogródek pełen gości, więc czas oczekiwania na dania wydłuża się nieco. Na taką ewentualność jestem jednak przygotowana, więc cieszę się na myśl o daniach wykonanych ze świeżych składników. Pół godzinki i jedzenie na stole.
Jako pierwsze próbuję Gaeng Gra Ree Moo Grob. Żółte curry z mlekiem kokosowym, cebulką, batatami i chrupiącą wieprzowiną. Pięknie podane kawałki, obsmażone w głębokim tłuszczu z chrupiącą panierką w towarzystwie dipu. Tak jak pisałam wcześniej, nie lubię tego rodzaju mięsa, więc tylko próbuję. Wieprzowina rzeczywiście nie jest dla mnie, nie mój smak i zbyt twarda. Z plusów – panierka, rzeczywiście bardzo chrupiąca. W miseczce z gęstym curry odnalazłam wspaniałą kompozycję tajskich smaków i sam sos ? zawiesina? była fantastyczna. Reszty dodatków nie próbowałam, lecz wszystko zostało zjedzone ze smakiem przez towarzysza.
jpg21 jpg22
Druga pozycja Pad Med Mamuang Himmaparn Gai. Jak menu przedstawia, to tajski klasyk z orzechami nerkowca, papryką i grzybami Shitake, a na talerzu w wersji z kurczakiem. Chrupiący pomimo hojnego okraszenia sosem, którego dolałam sobie do ryżu (tak wiem…), ale był tak przepyszny, że nie mogłam się oprzeć. Grzybki mają swoją drugą historię ponieważ moczone w sosie do wieprzowiny stanowią dla mnie istną rozkosz podniebienia. Moje spostrzeżenie – lepszą wersją byłoby podawanie tego dania w talerzu półpłaskim, ponieważ danie zachowało by dłużej swoją ciepłość.
jpg23 jpg24
Kaen Keow Waan Goong, który zajął pierwsze miejsce w smakowitości. Zielone curry z mlekiem kokosowym, papryką, tajskim bakłażanem i bazylią. Nie pamiętam kiedy jadłam ostatnio tak dobry, gorący i fantastyczny bulion. Ostrość perfekcyjna, czyli taka, że dobrze daje „popalić”. Dodatków na bogato i nie ma tu dwóch krewetek przekrojonych na pół, aby sprawiały wrażenie czterech. Na miseczkę ok. 200-300 ml dostajemy pełen bukiet warzyw, sześć krewetek i to nie tych „robaków koktajlowych”. Mistrzowskie danie – chapeu bas.

Polecam restaurację, ponieważ każda złotówka tam wydana jest warta tego co dostajemy, zarówno jak w daniach jak i obsłudze. Nie ma tam zwykłych „podawaczek”, a prawdziwe kelnerki, które potrafią doradzić wybór dania i z jakich składników zostaną przygotowane.

PS. Wybierając się przygotujcie papierkowe pieniążki, ponieważ plastikowymi nic nie zdziałacie – na chwilę obecną.

PS2. Jeżeli chcecie zaspokoić pragnienie %, zakupcie w sklepie ulubiony trunek, zabierzcie paragon zakupu i delektujcie się nim na letnim ogródku . Zezwolenie na alkohol restauracja dostanie mniej więcej na początek września.
jpg25
Wizyta 1
Zestaw:
Tom Yam Tofu + Chuu Chea Plaa – 25 zł
Kuay Tiaw Pet + See Khrong Moo Kra Thiam – 25 zł

Lemoniady:
Kamala Beach – 12 zł
Patong Beach – 14 zł

Wizyta 2

jpg26
Zdjęcia ogródka i lokalu pobrane z fanpage.

fanpage: https://www.facebook.com/littlethaigarden?fref=ts

Наталья Мирослава




There are no comments

Add yours