http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/08/Taca-obfitosci1.jpg

Na niemieckiej licencji, czyli osiris zajada w Cieszynie.

Dzisiaj wpis nadesłany przez osirisa. Odwiedził on w Cieszynie miejscówkę otwartą na niemieckiej franczyzie, serwującą kanapki do złudzenia przypominające te znane Wam z różnych sieci. Zapraszam do lektury:

 

Byłem ostatnio w Cieszynie, aby w trochę innych, „pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnych” spędzić upalny weekend. Po około 4 godzinnej podróży z Kielc do serca Sląska Cieszyńskiego postanowiliśmy wraz z moją narzeczoną coś zjeść, byle szybko bo czas nagli. No a skoro szybko to fast-food – semantyki nie oszukamy. W Cieszynie nie uświadczymy przybytków typu McDonald’s, KFC, etc. A więc uderzamy do innej  sieci, mocno dla mnie egzotycznej. Lokal nosi nazwę „conieco”. Punktów tej sieci znajdziemy w Polsce tylko 6 i wszystkie w zachodniej części kraju, począwszy od Cieszyna, skończywszy na Opolu. conieco nie jest naszą rodzimą marką, a jedynie franczyzą niemieckiej firmy Kochlöffel (co bynajmniej nie oznacza sygnału do rozstrzelania, a jak wierzyć słownikowi oznacza – łyżkę). Co do samego lokalu trzeba przynać, że jest duży, przestronny i umiejscowiony w świetnym miejscu na mapie Cieszyna – mianowicie w narożniku rynku, gdzie dochodzi do niego ul. Głęboka. Lokal posiada również ładny ogródek tuż przy wejściu z widokiem na owy rynek.

 

Piekny Cieszynski Rynek

 

Tyle tytułem wstępu, z menu wybraliśmy kanapki: Best – Chicken (8,49 PLN), Star – Burger (8,49 PLN), rożek frytek (5,99 PLN) oraz duży napój, którego ceny nie pamiętam.

 

Taca obfitosci

 

Frytek było naprawdę dużo, zapewne zanim wpadły na olej leżały sobie spokojnie w zamrażarce z podobnymi sobie w jakiejś 10 kilogramowej torbie. Niemniej jednak były smaczne, chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku. Dodatkowego smaczku dodawała posypka jeśli wierzyć moim kubkom smakowym paprykowa. Do frytek dostaliśmy w małej miseczce ketchup. Nie był on może produktem z najwyższej półki, ale też daleko było mu do najtańszych, niejadalnych produktów z niższych półek w dyskontach spożywczych.

 

Pierwsza kanapka, którą postanowiłem bliżej poznać to Best – Chicken. Z wyglądu przypomina Longera z KFC, ale to co odróżnia go od flagowego produktu pułkownika to przede wszystkim fakt, że dostajemy tu kawał kurczaka, który wypełnia całą bułkę, nie ma tu „pustych przelotów”. Zdecydowany plus, zwłaszcza, że kurak był wyborny, doskonale przyprawiony, rozpływający się w ustach! Fantastyczna panierka, łagodna w smaku (może nawet za bardzo, ale to kwestia gustu). Obok głównego bohatera nie było wielu „drugoplanowców”, była sałata lodowa, która przyjemnie chrupała i ser cheddar, który po prostu był i nie zatrząsł moim światem. Co jednak zatrzęsło i to mocno to sos, którym cała ta mieszanka została potraktowana. Sos jak rzekła pani ekspedientka nazywa się curry, lecz dla mnie to żadne curry, to sos, który przypomniał mi pierwsze spotkania z fast-foodem. Kiedy to jeszcze w wieku jednocyfrowym jadałem od doskoku jakieś hamburgeropodobne cuda w budach z tanim żarciem ten sos tam był! Rozmarzyłem się, bo nie dość, że sos wyborny, wspaniale komponujący się z kurczakiem to na dodatek niemal jak powrót do dziecięcych lat. Gwoli uzupełnienia wszystko to było zapakowane w delikatnie stostowaną bułkę, 100% masówka, ale ciepła i smaczna – nie ma się do czego przyczepić.

 

Best - Chicken

 

Rozanielony przystąpiłem do konsumpcji Star – Burgera. Pierwsze co mnie poruszyło to zapach! Kurde – rzekłem – toż to pachnie jak Whopper! I powiem więcej, bułka, ketchup, majonez, ser cheddar, sałata, pomidor (którego dostałem tzw. „dupkę” co nie bardzo mi się spodobało) smakowały tak, że przywoływały na myśl flagowy produkt mojej ulubionej sieciówki Burger King. Są jednak trzy rzeczy, które różnią Star – Burgera od Whoppera, a mianowicie: nie ma tu pikli oraz cebuli i nie ma niestety istoty burgera, czyli dobrze usmażonego kawałka krowy. O ile brak pikli i cebuli przeżyję, to to co zrobili z tym biednym kotletem to już nie zdzierżę! Kotlet naprawdę ładnie się prezentował, widać było ślady grillowania (coraz więcej podobieństw z królem), jego zapach pozwalał mi wierzyć, że to mięso widziało z bliska krowę, ale… No właśnie, ale został tak spłaszczony, że równie dobrze można byłoby go włożyć do napędu CD i spróbować coś na nim wypalić (hmmm, może to nie były ślady grilla, tylko lasera?). Przez ten barbarzyński czyn stracił on jakąkolwiek soczystość, stał się suchy i gumowaty. O smaku nic nie napiszę, bo go po prostu nie było. Smutne, że tak to wygląda, bo byli naprawdę blisko dobrego sieciowego hambuksa, śmiem stwierdzić, że gdyby ktoś rozsądnie postąpił z tym mięskiem to Star – Burger mógłby spokojnie deklasować produkty chociażby sieci kojarzonej z klaunem.

 

Star - Burger Star - Burger - obanazony

 

Tytułem podsumowania: jeśli będziecie kiedyś w którymś z 6 polskich miast w którym swoje lokale ma conieco to wpadajcie spróbować fantastycznego kurczaka (przynajmniej tego w kanapkach, bo tego z rożna, którego również oferują nie jadłem), natomiast od burgerów wołowych trzymajcie się z daleka, bo szkoda waszych zębów na szarpanie się z kotletem o konsystencji starej podeszwy.

 

Autorem recenzji jest osiris, autorką zdjęć eN.




There are no comments

Add yours