http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2014/11/20141106_200032.jpg

Mój pierwszy raz, czyli ramen w Tekeda Sushi-Ramen

Żorż: Na tę chwilę czekałem cały dzień. Dużo o ramenie słyszałem, ale jako że danie to kojarzyło mi się wyłącznie z makaronem, jakoś nie spieszyło mi się by spróbować. No nie poradzę, ale makarony, podobnie jak sushi, mogę zjeść raz na rok i nie czuję potrzeby częstszego po nie sięgania. Jednak Kaszpir bardzo mnie namawiał, przekonywał, że skoro lubię pho, gdzie makaron jest obecny to i japońskiej wersji rosołu powinienem spróbować. A więc wieczorem podjechaliśmy do lokalu Tekeda sushi-ramen.

20141106_191919

Lokal jest dwupoziomowy, wybraliśmy stoliki na piętrze by spokojnie móc fotografować to co jemy, poza tym niewątpliwą atrakcją jest podglądanie z góry pracy kucharza:

20141106_192257 20141106_192305 20141106_192315

Zasiedliśmy i sięgnęliśmy po kartę:

20141106_192357 20141106_192400 20141106_192404 20141106_192645 20141106_193204

Na start wybraliśmy kurczaka w panko i edamame, czyli fasolki sojowe.

Edamame to surowe strączki fasolki sojowej, posolone, chrupiące i zaskakujące smaczne.

20141106_195018

Bardzo dobrą przystawką był kurczak w panko. Chrupiąca, dobrze doprawiona panierka okrywała gorącego i soczystego kurczaka. Jak na zakąskę za 10 zł sprawdziła się więcej niż idealnie:

20141106_195337 20141106_195342 20141106_195358

I przyszła pora na Telesfora na gwiazdę wieczoru, czyli ramen. Ja zamówiłem wersję pikantną (Tonkotsu Ramen Aka), Kaszpir zas wybrał wersję łagodną (Tonkotsu Ramen Kuro).

20141106_200032

Moja wersja wzbogacona była olejem chili, który miał nadać pikantności, ale chyba tego dnia przesadziłem z ostrością w pho w Co Tu, bo ramen nie wydawał mi się przesadnie pikantny. W bardzo (ale to bardzo) esencjonalnym wieprzowym rosole znajdziemy świetny, robiony na miejscu makaron, plastry wieprzowiny chasu, płat wodorostów, jajko ajitsuko, grzyby, kiełki i zioła.

20141106_200037 20141106_200041 20141106_200053

Rosół jest niemal kleisty, efekt ten uzyskuje się poprzez dłuuugie gotowanie wywaru z wieprzowiny, następnie schładza się go, dzięki czemu z kości wydobywa się kolagen. Następnie rosół jest ponownie podgrzewany. Jest tłusty, esencjonalny i pyszny. Jego smak długo jeszcze utrzymuje się na ustach i podniebieniu. Doskonałe dodatki, jak jajko ajitsuke, które choć ugotowane na twardo, nadal ma płynne żółtko, czy wodorosty podkręcają smak. Jeśli o mnie chodzi, to nie mam zastrzeżeń.

Na koniec zostaliśmy zaskoczeni (bardzo pozytywnie) gratisem w postaci lodów z zielonej herbaty. Cierpko – gorzkawy smak lodów został przełamany słodką bitą śmietaną. Jak zielonej herbaty w postaci płynnej nie trawię kompletnie, tak w postaci lodów sprawdza się doskonale.

20141106_203009

Podsumowując: najedliśmy się i wyszliśmy zadowoleni. Jedzenie pyszne, obsługa bardzo przyjemna, a lokal bardzo ładnie urządzony. 107 zł za taką ucztę to także niewygórowana cena, bo jakość i ilość jedzenia jak najbardziej adekwatne do cen. Ja chętnie do Tekedy wrócę, a ramen wpisuje na listę moich ulubionych zup.

P.S. Na paragonie widnieje także sushi, które zamówiła sobie córka Kaszpira, ale ponieważ nie próbowałem, to nie opisuję.

20141106_203408

Kaszpir: Fakap? To nie był fakap.

To już moja druga wizyta w Tekedzie. Po pierwszej na parę dni utkwił mi w pamięci smak bulionu i nie chciał wyjść z głowy. A ponieważ nadarzyła się okazja i Żorż pojawił się w Warszawie, nie omieszkaliśmy podjechać na Gocław do jednego z trzech lokali serwujących ramena.

Za pierwszym podejściem było jak z pierwszym seksem. Zabierałem się za to niezdarnie i powoli, obserwując współbiesiadników, którzy najpierw ostrożnie pałeczkami wyjadali zawartość ogromnego talerza a jednocześnie porcelanową łyżką poprawiali gorącym bulionem, doprawiając go jeszcze obłędnymi sosami. Porcja była wielka i w zupełności wystarczająca jako główne danie bez żadnych przystawek.

20141106_200420

Shio Ramen (25 złotych) z bulionem z wiejskiej kury (gotowanym dwukrotnie po kilka godzin) i kurczakiem z wolnego wybiegu przyrządzonym w chashu (maryowanym, zwiniętym w rulon i wolno pieczonym) i oczywiście jajkiem z półpłynnym żółtkiem (ajitsuke). Ilość smaków w tym jednym daniu była oszałamiająca. Doszły do tego jeszcze: kukurydza, kiełki fasoli, kawałek nori i innej wschodniej zieleniny :-)

Drugie podejście było już czystą ucztą zmysłów. Tonkotsu Ramen Kuro (27 złotych) z kurą nie miał nic wspólnego. Bulion na bazie wieprzowiny tym razem z wieprzowym chashu doprawiono czarnym olejem z pora. Tu orgazm dla kubków smakowych był już kwestią minut. Czegoś tak dobrego nie jadłem od dawna i choć dla degustacji postanowiłem na chwilę przerwać moją dietę wege to nie żałuję ani sekundy konsumpcji.

20141106_200141

O dziwo, na danie nie czeka się długo. Według zapewnień właścicieli załoga szkoliła się ponad pół roku, wygotowała setki litrów bulionu, zagniotła dziesiątki kilogramów ramena i w kółko ćwiczyła kompozycję smaków, w tym oczywiście umami, który istnieje i ma się dobrze. Czy im się udało?

Jako amator nowości twierdzę, że absolutnie tak. A czy ramen to potrawa skończona? Na pewno jeszcze długo nie (przynajmniej dopóki makaron nie pojawi się w hambuksach) ;-) A Tekeda i jej przemiła obsługa jest otwarta na wszelkie uwagi i sugestie.

Witamy nowego króla gastronomicznej Warszawy. I ogłaszam, że od dziś burgery są już passe ;-)

Tekeda sushi & ramen, Meissnera 1/3 oraz Freta 18, Warszawa

Strona www i menu: http://www.sushitekeda.pl