close
Meksyk w rytmie Hip Hopu, czyli wizyta w Gringo Bar

Meksyk w rytmie Hip Hopu, czyli wizyta w Gringo Bar

0udostępnień

Żorż Ponimirski:

Kuchnię meksykańską bardzo lubię. Szczególną estymą darzę quesadillę. Kiedy więc Kaszpir zaproponował byśmy udali się do nowego baru serwującego „tex-mex z polską nutą”, nie miałem żadnych oporów. A więc wskoczyliśmy w samochód i pojechaliśmy na ulicę Odolańską 15, gdzie mieści się Gringo Bar:

20140717_164708

Lokal malutki, na zewnątrz raptem dwa stoliczki, w środku około 8 miejsc siedzących. Rzut oka na menu:

20140717_172221 20140717_172224

Krótko i na temat. To mi się podoba. Ponieważ za tacosami nie przepadam, a Brat Jarosław i Kaszpir od razu mówili o burrito, to nie pozostało mi nic innego, jak zamówić sobie moją ukochaną quesadillę. Wybrałem wersję dużą (25 zł) ze średnim poziomem ostrości. Wsad – za radą obsługi zdecydowałem się na następujące składniki marynowany kurczak w limonce, kolendrze, świeżym tymianku i zielonym pieprzu, ser cheddar, wybrane warzywka, podawana z jogurtem i wybraną salsą. Wybór warzyw i salsy pozostawiłem obsłudze, ufając, że zrobią mi quesę, jaką sami chcieliby zjeść.

Czekając na jedzenie zwróciliśmy uwagę na kilka istotnych szczegółów:

1. jedzenie robione jest na naszych oczach, a ekipa bardzo chętnie opowiada o swoich inspiracjach i pomysłach

2. na stolikach stoją na bieżąco uzupełniane serwetniki

3. sztućce (drewniane, jednorazowe) można sobie brać bez ograniczeń z półki przy stolikach

4. na stolikach znajdziecie bardzo przydatną rzecz – żel do mycia rąk

20140717_171313

5. i last but not least – mimo dużego wyboru napojów, w Gringo Barze dzbanki z wodą z miętą i cytryną/limonką stoją za friko na stolikach

20140717_164901

Małe rzeczy, a cieszą, bo widać, że ekipa GB podchodzi do swojej działalności bardzo profesjonalnie. Dobra, pora na jedzenie. Zanim otrzymaliśmy nasze potrawy, dostaliśmy do spróbowania samplerki zupy kukurydzianej. Nie jestem przesadnym fanem tej zupy, która do tej pory kojarzyła mi się tylko z kremem o słodkim posmaku. Tutaj jednak Gringo Bar mocno zaplusował – zupa nie jest kremem, kukurydza jest raczej przetarta niż miksowana, dodatkowo wrzucony jest słony popcorn i podana jest z salsą malinową. Ta salsa to pomysł genialny, zupa nabiera zupełnie innego smaku – słodkie maliny przełamane ostrym chili robią tutaj naprawdę dobrą robotę. Normalna porcja kosztuje 15 zł i na pewno skuszę się na nią podczas kolejnej wizyty.

20140717_165131

A teraz pora na dania główne. Moja quesadilla podana została w pudełku:

20140717_165357

Oprócz quesy jogurt dla złagodzenia ostrości i genialna salsa z kukurydzy z miętą. Dobra, pora jeść.

20140717_165450 20140717_165634

Wyraźnie wyczuwalny w smaku, ciągnący się cheddar, soczysty, świetny kurczak i chrupiące ciasto, to pierwsze wrażenia. Po chwili skupiam się na przyprawach, które w Gringo Barze mocno odbiegają od tych, do których byłem przyzwyczajony. Przede wszystkim dużo kolendry, co dla mnie jest zaletą. Za ostrość natomiast odpowiada jalapeno (w wersji hard dostaniecie bardzo pikantną salsę):

20140717_165741

Świetne połączenie bardzo dobrej jakości składników, rewelacyjna salsa – jednym zdaniem quesa idealna. Polecam.

P.S. Porcje nie są jakoś przesadnie duże, ale doskonałe składniki i smak sprawiają, że nie miałem poczucia iż przepłaciłem.

Tu Kaszpir. Zajawka i pyszka to nie są wyrazy z mojego słownika, ale muszę być obiektywny- jest świetnie i gastronomicznie i estetycznie. Moje chilli con carne (mała porcja 20 złociszy, duża – 25) w fajnej (oczywiście robionej ekskluzywnie dla Gringo Baru) tortilli a w środku obficie nafaszerowane wołowiną i fasolą z dodatkiem pomidora, awokado i czerwonej cebuli posklejane ładnie dobrym cheddarem. Kolendra i pietruszka – dla mnie ciut za dużo (wszak warzywa to trucizna), ale zawsze można poprosić o redukcję i dopasowanie składników. To, co mnie uderzyło i rozczuliło to pedantyczna wręcz (i niespotykana wśród przedstawicieli innych gatunków muzycznych) dbałość o czystość w lokalu, na ladzie i na stole dla gości, ciągłe sprzątanie, używanie dużej ilości ręczników papierowych, podawanie do wypróbowania nowych dań w malutkich pojemniczkach. Od dziś zmieniam zdanie o ludziach w czapce z daszkiem i chcę zostać hiphopową panią domu.

20140717_165433 20140717_165436

Brat Jarosław: Kolendra, ach ta boska kolendra! Dotychczas zaznawana tylko w chińczyku lub kuchni indyjskiej, tu rozkwita i dominuje jako główna przyprawa. Podobnie jak Żorż jestem jej fanem, więc się bardzo cieszę.

Nie lubię kukurydzy, w żadnej postaci. Nie trawię, wydłubuję, zostawiam, omijam, wyrzucam – aż do dzisiaj. Kucharz z GB pokazał jak się łamie stereotypy. Krem z kukurydzy po prostu masakra, miażdżona kukurydza spotkała na swej drodze maliny z chilli, kolendrę i odrobinę popcornu – miazga, masakra, potęga. Chylę czoło.

Salsa salsie nie równa, ta standardowa z pomidorami lekko za mdła – a przecież powinna podkreślać smak, a nie go rozmywać, za to salsa z mango – poezja, jak to fajnie rześko smakuje, można jeść na łyżki lub polewać wszystkie potrawy jak leci. Salsa w formie śmietany albo musu z malin na ostro? I approved!

20140717_170452Spróbowaliśmy również samplerka Blue Taco, czyli tortilla z niebieskiej kukurydzy, robiona dla baru na zamówienie – twarda, wyrazista, efektowna!20140717_171657_1 20140717_171709_1Moje „Burrito Gringo Chicken” niestety nie miało tak charakterystycznego smaku jak cheddar w quesadilly. Ale była kolendra i avocado i kukurydza i groszek. Całość broni się na silne 8/10. Ciasto idealne, farsz zrównoważony, chociaż trafiłem znacząco mniej kurczaka niż koledzy :/ Przede wszystkim jest to potrawa sycąca, warta swojej lekko wygórowanej ceny – tak, wiem wynika ona z doboru składników najwyższej świeżości i jakości – chcesz zjeść godnie wysupłaj grosiwo! 20140717_165426_1 20140717_165519_1

Gringo Bar, Odolańska 15, Warszawa

Piękne kobiety i pyszny catering, czyli Radom Fashion Night

Bite Club Mitte, czyli berliński street food

1 Comment

Dodaj komentarz