Matka Polka burgery testuje, czyli Mavika w łódzkim Presto

Dzisiaj zapraszam Was do lektury recenzji nadesłanej przez Mavikę. Zadaje ona kłam teoriom szerzonym przez nawiedzonych szamanów, że kobieta w ciąży może jeść tylko ekologiczne korzonki, mięso gotowane na parze czy bezcukrowe ciasteczka. Jak się kobiecie zachce, to ma prawo sobie dogodzić, a co!

Generalnie, staram się ograniczać fast foody z racji ciąży, jednak czasem zdarzy się wciągnąć coś niezdrowego. Mam nadzieję, że z tego powodu mój syn nie urodzi się otyły jak Amerykanin i nie walnie mi od razu tekstem „Mama! Smaruj dżemorem!”
 
Po niedzielnej wizycie w naszej świątyni (czyli po zakupach w Tesco), postanowiliśmy z Szanownym Małżonkiem zjeść obiad w pobliskiej pizzerii. Jednak naszym celem nie była pizza. Już jakiś czas temu słyszałam, że podają tam prawdziwe hamburgery. Nie takie, jakie znamy z budek z gotowym garmażeryjnym kotletem, ale z dużą porcją świeżo przyrządzanego mięsiwa.
Jakoś nigdy nie było nam dane takiegoż spróbować, więc wiedzeni ciekawością (i głodem oczywiście), udaliśmy się do pizzerii Presto przy ul. Beli Bartoka 20. Do wyboru mieliśmy burgery z 200g soczystej wołowiny, fileta kurczaka, lub ryby. Była też wersja z tortillą. Jednak nie po to przyszliśmy na prawdziwego burgera, by zadowolić się substytutem.
Zamówiliśmy więc: Big Texas Cheeseburger czyli, za opisem w menu, soczysty cheeseburger z wołowiny z sosem JIM BEAM BBQ, podawany w chrupiącej bułce z sezamem, sałata, ogórek, cebula czerwona, cebula prażona, sosy (wersja dla SZ.M.) za 12.40zł, dla mnie natomiast Jalapeno Beef Burger, czyli to samo z dodatkiem papryczek jalapeno – 13.40zł. Małżonek znający jedynie hamburgery z budki i Mc Donald`s, nieświadom jak duże są to porcje, zapobiegawczo zamówił również frytki. Po kilkunastu minutach, stanęły przed nami talerze z dwiema wielkimi bułkami wypchanymi po brzegi.
O tak! Tak właśnie wyobrażałam sobie mój pierwszy kontakt z Prawdziwym Burgerem! Szanownemu też lekko oczy wyszły z orbit, ale do rzeczy, czyli do jedzenia. Niezbyt wiedziałam, jak zabrać się za tego giganta. Czy to podanymi sztućcami, czy to rękoma. W końcu postanowiłam zjeść go klasycznie, miażdżąc bułkę palcami i nie potrafiąc opanować dodatków wylatujących z drugiej strony.
Od pierwszego gryza na pierwszy plan wysunęła się ogromna pikantność jalapeno (synu, wybacz!). Jestem wielbicielką ostrości, ale zagłuszyło to nieco smak pozostałych składników. Choć może to i plus, bo mięso, choć soczyste i ładnie wysmażone było lekko niedoprawione. Nie wiem, czy był to celowy zabieg, by w połączeniu z dodatkami utworzyć idealną harmonię, czy kucharz po prostu pogniewał się z solą, ale raczej stawiam na to drugie, gdyż dodatki nie były zbyt wyraźne. Świeży ogórek, pomidor, cebulka i niewielka ilość pikli nie do końca nadawała odpowiedniej słoności. Z resztą Sz.M. którego burger nie był potraktowany kapsaicyną, również stwierdził że kanapka jest nieco mdła. Moją ratowały papryczki, więc gryząc całą bułkę, która nota bene była bardzo przyjemnie przypieczona na grillu, smaki dobrze się uzupełniały. Ale ja nie jestem zbyt sololubna.
Suma sumarum, wyszliśmy najedzeni i w sumie zadowoleni. Ogólnie rzecz biorąc polecam, na pewno zajrzymy tam jeszcze nie raz.
Autorką zdjęć i recenzji jest Mavika.
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



There is 1 comment

Add yours

Post a new comment