http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/03/Toan-Pho-1.jpg

Mateusz w Toan Pho

Dzisiaj znowu Warszawa. Mateusz postanowił odwiedzić Toan Pho, którego to lokalu ja osobiście jestem wielkim fanem. Czy Mateusz również został wyznawcą serwowanej tam pho? O tym przeczytacie poniżej:

Od dawna tęskniłem za pho, chodziła za mną kilka dobrych miesięcy. Szykowałem się do jej zjedzenia, wręcz przygotowywałem mentalnie. Chciałem wybrać najlepszy lokal, żeby nie doznać zawodu co jest wysoce prawdopodobne w przypadku pho. Zakochałem się w niej kilka lat temu , poczęstowany przez Wietnamczyków w Berlinie, od tamtej pory przekładam ją nad nasz polski rosół, który niestrudzenie leczy wszelkie polskie dolegliwości. W poszukiwaniach wygrała warszawska Toan Pho, uznawana przez wielu za jedyną godną opcję. Knajpka w sieci ma ogromną sławę i masę pozytywnych komentarzy dlatego wydawała mi się godną mojego kulinarnego uniesienia opcją.

Spaceruję chłodną Warszawą, bezustannie kierując się w stronę lokalu, jestem odrobinę zniszczony po całonocnym opijaniu starych znajomości. Szczerze wierzę, że pho mnie uratuje, ufam jej, potrzebuję jej ciepła rozlewającego się po całym ciele, chili piekącego usta i cytryny szczypiącej boki języka. Docieram pod wskazane miejsce i wchodzę do środka. Buch ! Uderza mnie szczypiący zapach cebuli, szczypioru i coś jakby nuta skarpet. Jestem świadomy, że smaki Azji potrafią być różnorodne więc to jeszcze nie przekreśla mojej opinii.

Widzę kilka zajętych stolików i ludzi nachylonych nad miskami. Jakoś tak dziwnie, nieprzyjemnie. Zanim dotrę do sprzedawcy do oczu napływają mi łzy zapach jest tutaj zdecydowanie silniejszy. Spoglądam na kartę, jest krótka to plus. Micha pho kosztuje 16 złotych. Obsługa stojąca za ladą jest zbita w kupkę i spogląda na jakiś azjatycki teleturniej w którym ludzie robią głupie rzeczy. Mam nieodparte wrażenie, że mnie ignorują. Zamawiam pho od cholernie burkliwego sprzedawcy (zły chyba, że im przeszkodziłem w tym teleturnieju ) i schodzę na dół popatrzeć na ludzi spacerujących Chmielną. Dopiero po chwili dociera do mnie wszechogarniający syf i bród. Stolik są niepowycierane, tłuste od sosu chili, który stoi w miskach na każdym stoliku. Podłoga jest straszna, zabłocona, w sumie zima rozumiem. Spoglądam na ludzi, szarzy, dziwni wcale nie zadowoleni. Okna nie widziały szmaty ani z jednej ani z drugiej strony.

Moje rozważania przerywa krzyk obsługi, całkowicie niezrozumiały dla mnie, może przez wrzask telewizora może przez język ? Domyślam się, że musi chodzić o mnie. Wspinam się na górę i odbieram tacę z kurewsko ogromną miską zupy ! Tak jest ogromna, pachnie doskonale w nozdrza uderza zapach wołowiny. Ręce mi się trzęsą, zabieram pałeczki i łyżkę.
Chcę zejść na dół, pocieszyć się nią w samotności, rozprasza mnie wrzask telewizora. Odwracam się na pięcie i schodzę na dół,
na schodach słyszę krzyk obsługi, którego nie rozumiem, pieprzę ich, nawet się nie odwracam. Siadam przy stoliku, spoglądam z uczuciem na pełną miskę. Na dobrą sprawę już mi nic nie przeszkadza, ani brud, ani tłustość stolików ani wrzeszczący telewizor jestem zahipnotyzowany, bardzo długo czekałem na tę chwilę.
Czuję kolendrę, bazylię, mięty nie pamiętam.
Kończę zadowolony. Euforia powoli opada. Zaczynam się zastanawiać i notować fakty w notesie. Naprawdę przeszkadza mi upierdolony stół… Była niezła, czy doskonała ? Jadałem lepsze, nie uznam jej za doskonałą ale też nie rozczarowała mnie co jest pozytywnym odczuciem. Spoglądam na plakaty obwieszczające pozytywną opinię znanej osoby. Ciekawe jak było tutaj kilka miesięcy wcześniej. Czy też panował taki syf a obsługa lała na klientów oglądając wrzeszczące teleturnieje.
Może jest to efekt doskonałego przeniesienia Azji na nasze Polskie realia. Wierząc na słowo podróżnikom, warunki są podobne. A może po prostu fejm Toan Pho zaczął być tak duży, że w pewnym momencie odpuścili sobie. Czekam na opinie Warszawiaków jadających tam.
Zupa jest smaczna, porcja ogromna, kosztuje niecałe 20 złotych, syci nas to na długo. Tyle na temat jedzenia. Dość rozważań. W sumie to przyszedłem tylko zjeść pho.
Autorem wpisu i zdjęć jest Mateusz Suchecki.