close
Mateusz na bazarze, czyli Bun Cha

Mateusz na bazarze, czyli Bun Cha

0udostępnień

Są czasami takie dni, ze nie wiesz co ze sobą zrobic. Jest środek tygodnia, nikogo normalnego nie wyciągniesz na piwo, książka cię nudzi a w telewizorni nie ma nic oprocz „Szkoły życia”, „Szalonego gimnazjum” i „Ugotowanych”. W takie dni najlepiej ubrać sie ciepło i wybrać sie za przykładem szanownego Zoli na któryś z Warszawskich Brzuchów.

Bakalarska może nie jest idealnym przykładem targowiska z żywnością, ponieważ dominują na niej wszelkiego rodzaju stringi, pończochy, skarpety, kurtki, dresy oraz klapki i wszystko w poniżająco niskich cenach. Jednakże znajduje sie tam także kilka wspaniałych zaniedbanych budek z jedzeniem. Przechadzając sie zabłoconymi uliczkami czujemy zapachy przyjemne, jak i te odrzucające. Gdy już zaspokoiłem swoją ciekawość na temat handlujących osobowości, atmosfery, produktów i wszechogarniającego syfu, postanowiłem odnaleźć Bar – Aromat Viet, ktory to sam o sobie pisze tak:

„Bar Aromat Viet był na Stadionie X-lecia. Informujemy ze teraz bar został przenoesiony do lokalu przy ulicy Bakalarskiej 11. Serdecznie zapraszamy do nowego lokalu, aby skosztować dań wietnamskich. Nasz Bar brał udział w festiwalu Kuchni Świata, ktory odbył sie przy Parku Skaryszewskim…opisywany rownież w Gazecie Wyborczej… smacznych dań wietnamskich. Ulubiony przez Polaków jak i Wietnamczyków.” Niech tak bedzie.

Tutaj oczywiscie przychodzi mi z pomocą Marcin ze http://slodkokwasna.pl, nieoceniony przewodnik po azjatycko – warszawskim światku kulinarnym, którego to terroryzuję przez telefon, aby udzielił mi wskazówek, o które dokładnie miejsce chodzi.

Lokal jak to lokal, nie ma za bardzo co opisywać.  Każdy kto bywał w podobnych miejscach wie o czym myślę i jak bardzo anonimowe są takie miejsca. Jedno podobne do drugiego, z krzykliwą tablicą nad barem i obszernie długim menu oraz znudzonym ekspedientem. Przychodzę tutaj w jednym celu: zjeść Bun Cha, które ma za zadanie odrobinę poprawić mój nastrój. Koszt: całe 12 złotych.

Wyglada skromnie, schludnie i aromatycznie. Zaraz większość z Was drodzy czytelnicy zawoła: „hola hola, ale Mateuszu gdzie zioła!?”. Ano wyglada to tak, że nie ma, obsługa też nie ma, goście na sali nie mają, natomiast mają je w sklepie azjatyckim nieopodal i to pełną lodówkę. Niestety nikomu nie chce sie ich kupować.

I chociaż kocham kolendrę, pachnotkę, miętę oraz dymkę – trudno, tym razem będzie bez.

bun cha

Całe danie jest zaskakująco pyszne. Wspomnę o boczku wieprzowym, który rozpływa się w ustach i jest doskonale doprawiony oraz o bulionie, sosie czy czym tam kto woli. Nie chce mi sie wdawać w entymologię słów bulion, sos, wywar, marynata, mieszanina, zostawiam to dla bardziej ambitnych i zajadłych. Dla mnie niech bedzie to roztwór, który w przypadku Aromat Viet jest idealny. Balans słodyczy, kwaśnego, słonego, a po dodaniu ich czarnej mikstury – wręcz piekielnie palącego. Aromat sosu rybnego przebija się tak jak lubię i momentami nadaje daniu ostrego pazura.

Tak że moi kochani, bierzcie po pęczku ulubionych ziół w garść i pędźcie na Bakalarską, póki jest wciąż smacznie i świeżo. Dostałem także potwierdzone info, iż weekendami menu jest odrobinę odświętne i można dostać miedzy innymi banh cuon.

Idźcie chociażby dlatego aby poczuć fantastyczny klimat miejsca, jakim jest samo targowisko. Gdzie przy odrobinie sprytu i dobrej obserwacji człowiek widzi wiecej. Od naganiaczy papierosowych i spirytusowych, poprzez hazardzistów grających w kulkę, niepozorne babcie ciągnące swoje wszędobylskie wózki i białych rozmawiających w narzeczu afrykańskim z kumplami po fachu. Każdy targ ma swoj urok.

Mateusz Suchecki

Kolejna pizza na dowóz w Nowej Hucie.

i-Stefcio i-Hawaii – iBurgery w Ibis Kitchen

Dodaj komentarz