http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/03/bun-cha-1050x788.jpg

Mateusz na bazarze, czyli Bun Cha

Są czasami takie dni, ze nie wiesz co ze sobą zrobic. Jest środek tygodnia, nikogo normalnego nie wyciągniesz na piwo, książka cię nudzi a w telewizorni nie ma nic oprocz „Szkoły życia”, „Szalonego gimnazjum” i „Ugotowanych”. W takie dni najlepiej ubrać sie ciepło i wybrać sie za przykładem szanownego Zoli na któryś z Warszawskich Brzuchów.

Bakalarska może nie jest idealnym przykładem targowiska z żywnością, ponieważ dominują na niej wszelkiego rodzaju stringi, pończochy, skarpety, kurtki, dresy oraz klapki i wszystko w poniżająco niskich cenach. Jednakże znajduje sie tam także kilka wspaniałych zaniedbanych budek z jedzeniem. Przechadzając sie zabłoconymi uliczkami czujemy zapachy przyjemne, jak i te odrzucające. Gdy już zaspokoiłem swoją ciekawość na temat handlujących osobowości, atmosfery, produktów i wszechogarniającego syfu, postanowiłem odnaleźć Bar – Aromat Viet, ktory to sam o sobie pisze tak:

„Bar Aromat Viet był na Stadionie X-lecia. Informujemy ze teraz bar został przenoesiony do lokalu przy ulicy Bakalarskiej 11. Serdecznie zapraszamy do nowego lokalu, aby skosztować dań wietnamskich. Nasz Bar brał udział w festiwalu Kuchni Świata, ktory odbył sie przy Parku Skaryszewskim…opisywany rownież w Gazecie Wyborczej… smacznych dań wietnamskich. Ulubiony przez Polaków jak i Wietnamczyków.” Niech tak bedzie.

Tutaj oczywiscie przychodzi mi z pomocą Marcin ze http://slodkokwasna.pl, nieoceniony przewodnik po azjatycko – warszawskim światku kulinarnym, którego to terroryzuję przez telefon, aby udzielił mi wskazówek, o które dokładnie miejsce chodzi.

Lokal jak to lokal, nie ma za bardzo co opisywać.  Każdy kto bywał w podobnych miejscach wie o czym myślę i jak bardzo anonimowe są takie miejsca. Jedno podobne do drugiego, z krzykliwą tablicą nad barem i obszernie długim menu oraz znudzonym ekspedientem. Przychodzę tutaj w jednym celu: zjeść Bun Cha, które ma za zadanie odrobinę poprawić mój nastrój. Koszt: całe 12 złotych.

Wyglada skromnie, schludnie i aromatycznie. Zaraz większość z Was drodzy czytelnicy zawoła: „hola hola, ale Mateuszu gdzie zioła!?”. Ano wyglada to tak, że nie ma, obsługa też nie ma, goście na sali nie mają, natomiast mają je w sklepie azjatyckim nieopodal i to pełną lodówkę. Niestety nikomu nie chce sie ich kupować.

I chociaż kocham kolendrę, pachnotkę, miętę oraz dymkę – trudno, tym razem będzie bez.

bun cha

Całe danie jest zaskakująco pyszne. Wspomnę o boczku wieprzowym, który rozpływa się w ustach i jest doskonale doprawiony oraz o bulionie, sosie czy czym tam kto woli. Nie chce mi sie wdawać w entymologię słów bulion, sos, wywar, marynata, mieszanina, zostawiam to dla bardziej ambitnych i zajadłych. Dla mnie niech bedzie to roztwór, który w przypadku Aromat Viet jest idealny. Balans słodyczy, kwaśnego, słonego, a po dodaniu ich czarnej mikstury – wręcz piekielnie palącego. Aromat sosu rybnego przebija się tak jak lubię i momentami nadaje daniu ostrego pazura.

Tak że moi kochani, bierzcie po pęczku ulubionych ziół w garść i pędźcie na Bakalarską, póki jest wciąż smacznie i świeżo. Dostałem także potwierdzone info, iż weekendami menu jest odrobinę odświętne i można dostać miedzy innymi banh cuon.

Idźcie chociażby dlatego aby poczuć fantastyczny klimat miejsca, jakim jest samo targowisko. Gdzie przy odrobinie sprytu i dobrej obserwacji człowiek widzi wiecej. Od naganiaczy papierosowych i spirytusowych, poprzez hazardzistów grających w kulkę, niepozorne babcie ciągnące swoje wszędobylskie wózki i białych rozmawiających w narzeczu afrykańskim z kumplami po fachu. Każdy targ ma swoj urok.

Mateusz Suchecki




There are no comments

Add yours