close
Maho Sushi & Restaurant – magia na talerzu

Maho Sushi & Restaurant – magia na talerzu

0udostępnień

Rzadko decyduję się uczestniczyć w kolacjach degustacyjnych, na które jestem zapraszany. Zawsze mam wątpliwości, czy etycznie jest opisywać dania zjedzone na proszonej kolacji. Nie raz zdarzyło się, że podczas takiego posiłku otrzymałem potrawy o zupełnie innym smaku, wyglądzie i gramaturze, niż wtedy gdy pojawiłem się w danym miejscu ponownie, jako zwykły gość. Czasami jednak daję się skusić organizatorowi. Tak było i tym razem. Zaproszono mnie na kolację degustacyjną w Maho Sushi&Restaurant, istniejącym od stycznia tego roku lokalu przy Rakowickiej 11 w Krakowie. Nie jestem wielkim znawcą kuchni Dalekiego Wschodu. Mówię tu o prawdziwej kuchni z tamtych rejonów, a nie o tym co serwują wciąż jeszcze popularne bary polsko-wietnamskie. Oprócz sushi, którego trochę w życiu zjadłem i miałem okazję parokrotnie podpatrywać przy jego przygotowaniu prawdziwych fachowców, moja wiedza na temat tamtejszych smaków nie jest zbyt rozległa. Ale to nie znaczy, że nie mogę jej poszerzyć. Kolacja miała być do tego okazją. 

Niewielki lokal prezentuje się bardzo schludnie, jest dość jasny, a do tego przyjemnie oświetlony. W środku gra nastrojowa muzyka. Klasyka, ale widać, że ktoś poświęcił temu wnętrzu nieco czasu.

Kolacja rozpoczęła się od tatara z tuńczyka. Piękne ciemne mięso w towarzystwie schiso i świeżego wasabi robiło duże wrażenie. Dodatki były tutaj tylko po to, aby uwydatnić smak ryby. A ta była naprawdę świetnej jakości. Świeże wasabi to doświadczenie zupełnie inne niż to, do którego przyzwyczaiły mnie sushibary. Smak jest dużo bogatszy niż w przypadku past z suszonego chrzanu. Pierwsze danie bardzo przypadło mi do gustu i zaostrzyło apetyt na kolejne.

Jako druga na stole pojawiła się sałatka z robionego na miejscu kim chi. Próbowałem już w swoim życiu kilku kim chi i ta z Maho plasuje się z ścisłej czołówce. Świeży, intensywny, ale nie przeciągnięty smak, wyraźna choć nie paraliżująca języka pikantność. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu. A potrawa prezentuje się obłędnie kolorowo.

Po kilku chwilach na stół trafił set sushi składający się między innymi z rolek z sezonowaną osiem tygodni polędwicą wołową. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z wołowiną jako dodatkiem do sushi i byłem bardzo ciekaw, jak będzie mi ten mariaż smakował. Zacząłem od pochłonięcia kilku kawałków, spośród których szczególnie przypadły mi do gustu te z przepiórczym jajem oraz uramaki w czarnym ryżu z krewetką w tempurze. Następnie przystąpiłem do spróbowania uramaki z krabem w tempurze i wołowiną. Prezentowało się pięknie. A teraz wyobraźcie sobie, że smakowało jakieś sto razy lepiej niż wyglądało. Wołowina o charakterystycznej dla sezonowanego mięsa konsystencji, głębokim, pełnym smaku, a do tego idealnie przygotowany krab w tempurze. Połączenie, na które nigdy bym nie wpadł, ale efekt finalny naprawdę oczarowywał. Na koniec zostawiłem sobie nigiri z krewetką. To była najlepsza krewetka, jaką w życiu jadłem. Idealnie sprężysta, pełna smaku, soczysta. Ta krewetka otworzyła mi oczy, pokazała jak bardzo może się różnić nawet najlepszej jakości produkt, kiedy zostanie przygotowany w perfekcyjny sposób. 

Po doskonałym zestawie sushi przyszedł czas na ramen, z gotowanym na kościach wieprzowych przez około trzy dni wywarem. Boczek rolowany doskonały, jajko ugotowane w punkt, makaron smaczny, wywar tak esencjonalny, że niewiele brakowało, a można by go było kroić. Dobre i sycące danie.

Następna w kolejce była kaczka w pomarańczach. Pamiętam to danie z połowy lat 90. Panowała wówczas moda na łączenie mięs z owocami. Z tamtą kaczką w pomarańczach, ta z Maho, wspólną miała jedynie nazwę. Mięso kruche i niezwykle delikatne, przez bejcowanie i gotowanie w bejcy nabrało dodatkowego charakteru. Nie zgubiły się cechy charakterystyczne dla tego rodzaju drobiu, doszły natomiast idealnie pasujące smaki i aromaty korzenne i cytrusowe. Opieczenie w tempurze tuż przed podaniem sprawiło, że pojawiła się chrupiąca skórka zmieniająca fakturę całości. Lepszej kaczki nie jadłem nigdy.

Przedostatnim daniem, którego mogłem spróbować, było sashimi z tuńczyka. Genialnej jakości, delikatne i pełne smaku mięso. Po prostu. Najlepszy tuńczyk w moim życiu.

Na koniec jako deser otrzymaliśmy lody z moreli japońskiej ze smażonym pierożkiem gyoza nadzianym jabłkami, a wszystko to posypane obficie pudrem z buraka. I tutaj następuje dysonans poznawczy, bo lody są słone i delikatnie kwaśne, przykryte słodkim pudrem z buraka i pierożkiem ze słodkim nadzieniem. Podejrzewam, że nie wszystkim taki deser przypadłby do gustu, ale na pewno był bardzo ciekawy i po raz kolejny szeroko otwierał oczy. Był też idealnym zakończeniem obfitej i smacznej kolacji degustacyjnej.

Podczas posiłku mogliśmy również spróbować dwóch rodzajów znakomitego sake. Jednego w wersji na ciepło i jednego na zimno. Nie specjalizuję się i nie znam się za bardzo na winach, ale smak sake na zimno przypominał mi właśnie dobre białe wino. Trzeba również przyznać, że alkohole były doskonale dobrane do dań. Szczególnie spodobało mi się sparowanie słodkiego musującego wina ze słonym deserem. Smaki dopełniały się wprost idealnie.

Podsumowując mogę stwierdzić, że była to jedna z najsmaczniejszych kolacji degustacyjnych na jakich miałem okazję być. Dopracowane potrawy, przygotowane z najwyższej jakości składników i podane w piękny sposób. Wszystko tutaj do siebie pasowało. A na tatara, sashimi, sushi i kaczkę na pewno będę wracał.

Michał Turecki

Maho Sushi&Restaurant – ul. Rakowicka 11, Kraków

Maho Sushi&Restaurant na Facebooku: https://www.facebook.com/mahosushikrakow/

From London to Bytom, czyli Fish & Chips

Wiosna 2019 w North Fish

Dodaj komentarz