http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/11/exmarche1.jpeg

Lunch ekspresowy w sobotnie popołudnie… czyli o tym, gdzie poznanianka może jednocześnie zjeść obiad i wpaść w szał zakupów będąc nad Odrą.

Przyszła sobota. A ja sobót nie lubię. Bo dla mnie weekend = studiowanie. Ale nie, nie mogłam jak każdy normalny człowiek iść na magisterkę w moim rodzinnym Poznaniu. Ubzdurałam sobie, że będę się edukować w Szczecinie. Taka jestem ambitna! I tak oto w zimny sobotni poranek idę sobie na zajęcia, po drodze kupuję kilka pasztecików (swoją drogą one są tak słynne jak u nas rogale świętomarcińskie, można je kupić dosłownie wszędzie). Ale nie będę ich przecież jeść przez cały dzień. Trzeba iść na obiad, tylko gdzie? A że wiele rzeczy trafia mi się przypadkiem, więc i z kwestią posiłku zdam się na los.

Godzinka przerwy w trakcie zajęć wystarczy na shopping. A więc Kaskada (CH w Szczecinie)! Obeszłam kilka sklepów, zobaczyłam świąteczne wystawy – lampki, bombki, świeczki , choinki, cuda wianki … i odechciało mi się zakupów. No to do strefy gastronomicznej na lunch. Widzę McDonalds, KFC, Pizza Hut i inne fasfoody no i za cholerę nie mam na nic takiego ochoty. Ale jest też Express Marche! A to akurat lubię (w Poznaniu w CH Stary Browar). No to uderzam. Kolejka jak zawsze długa… ale sprawnie idzie. Biorę tacę, talerz i podchodzę do lady. Bo tu moi drodzy sami sobie jesteście kelnerami! Nakładacie sobie co chcecie i ile chcecie (i nikt Wam nie powie, że do gołąbków frytki nie pasują, albo że trzy rodzaje klusek to zdecydowane obżarstwo). Znajdziecie tu niemal wszystko – od wołowiny, przez kurczaka po ryby i dania wegetariańskie. W wersji smażonej, pieczonej, duszonej i gotowanej. Do tego przeogromny wybór sałatek, warzyw, deserów i napojów. A jaki dobry kompocik. Fani fast foodów się nie martwią – frytki też są :)

 

exmarche3

 

Nie jestem wielce głodna więc nakładam sobie tortillę wegetariańską zapiekaną z serem, kilka sałatek i kopytka ze szpinakiem. Do kasy – zniżka 20% dla studentów (na coś się ta edukacja jednak przydaje) i siadam sobie wśród setek innych zakupowiczów. Te całe strefy restauracyjne to swoją drogą jest niezła masakra. Jakieś 15 punktów z jedzeniem, chyba milion stolików i w dodatku wszystkie zajęte. A w weekendy to dopiero jest koszmar, ludzi zjeżdżają całymi rodzinami i spędzają czas wolny w murach galerii handlowych. Tak tak, wiem… ja też tak robię. Ale zrozumcie i bądźcie łaskawi – nie mam innej wolnej godziny w tygodniu niż ta jedna jedyna w sobotnie południe. A prezenty na święta trzeba jakoś skombinować ;)

Próbuję po trochu wszystkiego, żeby sprawdzić, czy dobrze wybrałam. Tortilla smaczna, fajnie doprawiona, w środku ryż ze szpinakiem i marchewką. Surówki świeże, warzywka chrupiące (takich rozgotowanych nie mogę przełknąć), kluseczki też niczego sobie. Generalnie się najadłam, smacznie i zdrowo, a co najważniejsze – w miarę „domowo”. Pewnie nasuwa się Wam myśl, że taka jadłodajnia to trochę jak second hand z ubraniami. Że wszystko tam jest od dawna wystawione (asortyment od niepamiętnych czasów wciąż ten sam), pakujesz do koszyka, ważysz i płacisz. Że pewnie te potrawy leżakują tam trzecią dobę i zamieszane porządnie przez obsługę będą sprawiały wrażenie świeżych. Ale nic bardziej mylnego! Może kucharz nie tłucze i nie smaży schabowego na Waszych oczach, ale tam przewija się tyle ludzi, że te tace opróżniane są w kilka chwil i zaraz wymieniane na nowe. Ja, stojąc w kolejce, widziałam taką sytuację dwukrotnie. Także nie ma obaw, że mięsko wyjdzie z talerza.

 

exmarche1 exmarche2

 

Tu nie ma tradycyjnego menu. To, co akurat przyrządzą trafia na ladę i można się częstować. Cena 2.99zł za 100g. Mnie ten obiadek kosztował 10.30 zł (ze zniżką). No za takie pieniądze to chyba nigdzie nie dostanę porcji świeżej zieleninki i tortilli. Możecie mi wierzyć, że ta kuchnia przemówi do każdego – są kiełbaski i golonki dla Niemców, makarony dla Włochów, fish&chips dla Anglików, tortille i nadziewane papryki dla Hiszpanów, albo warzywa i sałatki dla tych co są fit. Komponujcie więc swoje dania, łączcie smaki i aromaty, bądźcie wirtuozami kulinarnymi, zaprawdę Wam powiadam!

Tak oto Anka Poznanianka połączyła przyjemnie z pożytecznym. Bo najadłam się do syta, bo miałam szansę na shopping, bo odpowiednio zagospodarowałam swój czas wolny i odkryłam miejsce, w którym mogę jadać w każdy weekend. Oby jednak nie za często… przecież wolę te weekendy spędzać w domu niż na wygnaniu gdzieś nad Odrą.

Pozdrawiam z miasta Wałów Chrobrego, paprykarza szczecińskiego, stoczni … i pasztecików.

 

Jadła i fotografowała dla Was Anka Poznanianka.

 




There are no comments

Add yours