close
Lavas kebab, czyli Troy po raz drugi.

Lavas kebab, czyli Troy po raz drugi.

0udostępnień

Po świątecznym obżarstwie, gdzie dominowały dania bardzo smaczne, acz do bólu klasyczne, ruszyłem w miasto celem sprawdzenia kilku nowych miejsc na fast foodowej mapie naszego miasta. Jak to zwykle bywa, misternie ułożony plan wziął w łeb z powodów ode mnie niezależnych. Gdzie nie poszedłem z chęcią spróbowania a to superburgera, a to mega hot doga, okazywało się, że nie zdążyli dowieźć składników. Nie chciało mi się czekać, więc postanowiłem zjeść w pierwszym miejscu, które nawinie mi się po drodze. I tak dotarłem do Troy Kebap. Poprzednia wizyta (dawno już temu) nie spełniła do końca moich oczekiwań, pomyślałem więc, że nawet dobrze się składa i jest okazja zrobić małe porównanie.
Troy Kebap mieści się na ulicy Paderewskiego 46, tuż przy rondzie, na wprost ZDZ-u. Lokal jest bardzo wąski, przy samym wejściu znajduje się „kuchnia”, a klienci mogą spocząć przy stolikach ustawionych wzdłuż przeciwległej ściany. Stolików jest pięć – 3 dwuosobowe w głównej sali, jeden trzyosobowy i jeden w formie blatu naściennego w drugiej. Poprzednio nie spodobał mi się kebab w bułce, a właściwie sama bułka, tym razem postanowiłem więc zjeść coś innego. Mój wybór padł na lavas kebab. Gdyby ktoś potrzebował wyjaśnienia, lawasz to cieniutkie ciasto, w które zawija się mięso (tak jak tortillę). Kosztuje ta przyjemność 12 zł. Do wyboru mamy lavas barani lub z kurczaka, ja wybrałem barani z sosem mieszanym. Na cieniutkim placku ułożono długaśne paski baraniny oraz sałatki – jedna z czerwonej kapusty i dwie na bazie białej kapusty, do tego sosy. Całość została ciasno zwinięta, z „otwartą” górą – zwróciłem na to uwagę, bo np. w NUR kebab w cienkim cieście zamknięty jest trochę jak pieróg. Zwinięty lavas trafił jeszcze na grill, dzięki czemu nabrał chrupkości i dłużej trzymał ciepło. Zapłaciłem i wyszedłem, by spożyć owo danie jak klasycznego street fooda, tym bardziej, że pogoda wybitnie dziś wiosenna. Tak sobie więc szedłem niespiesznie, chłonąłem ciepełko z powietrza i zajadałem kebab i było mi dobrze. Jak wspomniałem, dzięki podgrilowaniu ciasto nabrało chrupkości, było jednocześnie miękkie, ale chrupkie. Wsad: mięso dobrze przyprawione, soczyste i miękkie, paski naprawdę długie, więc ciągnęły się przez całą długość – w lavas kebab sprawdza się to naprawdę dobrze! Jest go jednak niezbyt dużo. W NUR Kebab dają zdecydowanie więcej. Surówki – smaczne, nie dominowały w smaku i co najważniejsze – nie znalazłem kiszonego ogórka! Już samo to nastawiło mnie bardzo pozytywnie. Kiszoniaka nie było, był za to świeży ogórek, który doskonale się komponował. Sosy – jak pisałem wyżej, zamówiłem mieszany. Ostrość miał odpowiednią (miejscami piekł w język), jednak nie do końca mi pasował. Nie wiem, chyba przez to, że momentami miałem wrażenie, że wyczuwam ketchup.
Reasumując: zjadłem z apetytem i generalnie moje wrażenia w stosunku do poprzedniej wizyty były dużo korzystniejsze, ale… Moim zdaniem maksymalna cena, która byłaby adekwatna do ilości/jakości to 9 zł. Mimo wszystko polecam, bo było smaczne.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

II Kielecka Gastrofariada, czyli Wielkie Żarcie

Magia VooDoo, czyli Po’Boy i gumbo w oparach bluesa

Dodaj komentarz