http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/12/IMG_0070-1050x788.jpg

Kurczak Buffalo i Drwal na ostro, czyli pikantne kanapki w sieciówkach

Mimo mojego umiłowania golonki i tatara, mimo iż hołd składam jedzeniu z food trucków, od czasu do czasu po prostu MUSZĘ zjeść coś w sieciówce. Taka karma, co poradzę. No lubię i już. Tym razem obsesyjnie naszło mnie na coś z Subwaya, bo dawno tam nie gościłem. Do tego stopnia mi się zachciało ich sandwicha, że zamiast jak zwykle wziąć połówkę, bez mrugnięcia okiem zadysponowałem wersję dużą, czyli jak to mówią Amerykanie – footlong. Od jakiegoś czasu prześladowały mnie reklamy nowego suba w ofercie Sybwaya – Kurczaka Buffalo. No to poproszę. Pieczywo miodowa posypka, dodatkowy ser, czerwona cebula, świeży ogórek i ostre papryczki. Oraz sos jogurtowo – ziołowy. Koszt – 19.80 zł (w tym 2 zł za dodatkowy ser). A ponieważ trwa promocja – jeszcze kubek Coca Coli na napoje gratis:

IMG_0065 IMG_0066

Rozwijam papier, pstrykam fotki…

IMG_0067 IMG_0068 IMG_0069 IMG_0070

… i biorę się do jedzenia. To co mi w Subwayu bardzo pasuje, to to, że składniki dobieram sam. Dostaję więc dokładnie takiego suba, jakiego chcę. I jeśli mi nie pasuje – pretensje mogę mieć tylko do siebie. Ale zwykle nie narzekam. Tym razem także byłem bardzo zadowolony – składniki, które wybrałem nie tylko dobrze grały z mięsem, ale i nie przytłumiały jego smaku. Sos bardzo fajny, podkreślał smak i orzeźwiał, papryczki nieco zaostrzały całość, a cebulka i ogórek chrupały w ustach. Słowo „Buffalo” w gastronomii kojarzy mi się z bardzo pikantną marynatą, reklamy tego suba też sugerowały ostrość mięsa. Powiem szczerze, że gdyby nie papryczki, to tej pikantności pewnie bym nie poczuł. Albo nie tak wyraźnie. Dlatego jeśli chcecie naprawdę poczuć pieczenie w ustach – zamówcie papryczki albo ostry sos. Z drugiej strony moje kubki smakowe są już tak przyzwyczajone do ostrości, że być może dla kogoś, kto na codzień pikantnie nie jada ostrość tego suba będzie w sam raz.

Kurczak Buffalo bardzo mi posmakował i pójdę spróbować go jeszcze w pieczywie „flatbread”. P.S. naprawdę warto dopłacić za dodatkowy ser, to jak bekon – nadmiar na pewno nie zaszkodzi.

A skoro już byłem w food courcie, to wpadłem też do Maka. O Kanapce drwala pisaliśmy tutaj już kilkukrotnie, to bodaj najbardziej wyczekiwana kanapka w Maku, jej pojawienie się w menu zawsze wywołuje radość i emocje. W sumie nic dziwnego, bo obok podwójnego McRoyala to faktycznie najlepsza kanapka sezonowa. Skusiłem się na wersję pikantną w zestawie z zakręconymi frytkami z sosem i colą. Wg paragonu Kanapka drwal na ostro – 13.90 zł, zakręcone frytki – 5.70 zł, średnia cola – 1.70 zł.

IMG_0073 IMG_0074 IMG_0075 IMG_0076 IMG_0077 IMG_0078 IMG_0079

Od klasycznego Drwala różni się tym, że … jest ostrzejszy :) Odkrywcze, prawda? Ale tak jest – mamy kotleta, mamy panierowany ser, nieco sałaty, bekon (mogłoby być więcej), sos i ostre papryczki. I naprawdę czuć pieczenie w język, co bardzo mnie cieszy. Całość sycąca i smaczna. No w końcu Drwal to Drwal :) Więc jeśli klasyczny Wam smakował (są tu tacy, co nie lubią tej kanapki?!), a chcielibyście spróbować na ostro – nie wahajcie się. Wersja pikantna jest moim zdaniem równie smaczna, jak klasyczna. Ba, nie wiem czy nie lepsza? Ale ja wolę pikantne kanapki, więc najlepiej sami spróbujcie i oceńcie.

Obie kanapki kupiłem w kieleckiej Galerii Korona.




There are no comments

Add yours