close
Kuchnia góralska w (świetnym) street foodowym wydaniu

Kuchnia góralska w (świetnym) street foodowym wydaniu

0udostępnień

Zapewne każdy z Was przynajmniej raz zjadł coś na deptakach w górskich miejscowościach i klął w żywy kamień obiecując sobie, że nigdy więcej. Nigdy więcej cuchnącej łojem starej baraniny, nigdy więcej pseudo-oscypka i niedobrej żurawiny. Nigdy więcej góralszczyzny sprowadzonej do poziomu najniższego z możliwych, nastawionej wyłącznie na wyciąganie dutków od głupich ceprów.

Na szczęście są wyjątki od reguły. Opisywałem tu już kilka miejsc z dobrą kuchnia w Zakopanem, dziś typowo street foodowo.

Sichlańskie Pierogi Jagnięce. Przyczepka prosto z Murzasichla. A w niej pierogi z jagnięciną, kwaśnica z żeberkiem i gulasz jagnięcy z hałuskami. Kwaśnicy niestety nie udało mi się spróbować, ale pozostałe potrawy – palce lizać.

 

Pierogi z miękkiego ciasta, obficie faszerowane mięciutką, soczystą i delikatnie doprawioną jagnięciną, do tego kapitalny sos śmietanowo – borowikowy. Grzyby cięte drobniutko, ale w smaku i aromacie wyczuwalne doskonale. Oj, dobre to było. 

Pierogi z bryndzą polane masłem również wyrywają z butów. Delikatna i wyrazista bryndza w połączeniu z dobrym masłem smakuje po prostu świetnie. I to ciasto! Trzy składniki a tyle smaku!

Gulasz podają w wydrążonym chlebie. Kawałki delikatnej jagnięciny przeplatają się z warzywami i sprężystymi hałuskami (lanymi kluskami). Sos aksamitny i wyrazisty. Bardzo mi smakowało.

Podejście drugie. Kwaśnicy brak, ale są moskole. No to jazda.

Moskole to placki z gotowanych ziemniaków, oryginalnie smażone na blasze. Wziąłem opcję z sosem z grzybów leśnych i nie żałowałem. Puchate, zwarte, mięciutkie z lekko podpieczoną „skórką”. Do tego pachnący lasem sos z kawałkami grzybów i… obłęd w ustach. Niby banalne i proste danie, a ile w tym smaku!

Oscypek z żurawiną. Brzmi banalnie? Na pewno. Ale… zapomnijcie na chwilę o tym badziewiu serwowanym z grilli na deptakach i promenadach. Popatrzcie na to:

Solidny kawał najlepszej jakości oscypka, ciągnący się jak brazylijski serial a do tego doskonała kwaskowo-słodka konfitura z żurawiny domowej roboty. Poezja!

Zupa borowikowa z hałuskami. Obłędna! Pełna smaku i aromatu grzybów, zaprawiona śmietana i masłem, kremowa, pyszna! Do tego solidne kawałki grzybów i takież hałuski, czyli kluski z lanego ciasta. Mógłbym to jeść na okrągło!

Podsumowując: świetni ludzie karmiący świetnym jedzeniem. Jest kuchnia pseudo-góralska dla turystów i są Sichlańskie Pierogi Jagnięce. Jeśli nie uda Wam się trafić na nich na zlotach, to możecie odwiedzić ich hotel z restauracją, link poniżej. Ja bardzo propsuję i zdecydowanie polecam. To kapitalny street food na ludową nutę, w całym tego najlepszym słowa znaczeniu. Czyżby nadchodził czas, kiedy polska kuchnia w food truckach wreszcie pokaże swoje najlepsze oblicze? Po wizycie w SPJ i Gumiklyjzach mam taką nadzieję. Bo to jest naprawdę dobre, proste jedzenie. Takie, jak pamietam z dzieciństwa. Takie, jakie chcę spotykać na ulicy jak najczęściej. Takie, które z ręką na sercu mogę Wam polecić. Amen.

http://www.sichlanski.pl

Grillowanie zupełnie inaczej w wykonaniu Polish BBQ Team

Bajgle po śląsku, czyli śniadanie w Tychach

Dodaj komentarz