http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2016/08/imggcsi580CAD1369A7CBEF987FB99002DD0E0E1C95F7EDmpid7-1050x788.jpg

Krakowskie doświadczenie kumpiryczne

Pan Kumpir. Stoi sobie dumnie przy św. Warzyńca, niby w rogu, jednak widoczny. A raczej przyciągający zapachem. Obok nazwy widnieje hasło „Ziemniak na bogato”. Skusiłam się, bo akurat to food truckowe miejsce mam po drodze, w pracy nie było czasu, żeby coś sensownego spokojnie zjeść, do domu nie zdążę, a pójście na siłownię na głodnego – to po prostu samobójstwo.

img,gcsi,580CAD1369A7CBEF987FB99002DD0E0E1C95F7ED,mpid,10

Ziemniaka w formie kumpira jakiegokolwiek jeszcze nie jadłam. W ogóle od dawna ziemniaki jadam od przypadku do przypadku, a jak mam jeszcze tracić czas na ich obieranie w domu, wybieram makaron/ryż/kaszę/cokolwiek. Ale mnie naszło. Po przeczytaniu opisu, czym ów kumpir w streetfoodowym wydaniu jest, tym bardziej. Brzmi to tak: „Kumpir to ziemniak pieczony w specjalnym piecu, w smaku przypominający ziemniaka z ogniska. W jego wnętrzu kryje się gładkie puree, z dodatkiem masła czosnkowego, sera żółtego, soli, przypraw oraz bogaty zestaw dodatków”.

Do wyboru jest kilka pozycji, zaczynając od klasyka, czyli kumpira ze śmietaną i szczypiorkiem lub prażona cebulą, przez grecki z „wkładem” jak do uwielbianej przez Polaków sałatki, z twarożkiem – a’la wielkopolskie pyry z gzikiem, przez kumpiry ze szpinakiem, z kurczakiem, meksykański i na bogato. Ceny od 9 do 16 złotych. Wybrałam wersję z kurczakiem. Kosztuje 15 zł. Odczekałam swoje 8 minut wgapiona w ekran telefonu odpisując na jakiegoś maila i… szczęka mi nieco opadła.

W sumie, mogłam się wcześniej rozejrzeć po placu. Ludzi było sporo i na pewno ktoś kumpira jadł. Ale się nie rozejrzałam. Więc zaskoczenie było spore. Wielkościowo spore. Nawet bardzo. Dostajemy bowiem naprawdę solidną porcję. I pisząc solidną, mam na myśli całkiem dużą. Porządna golonka, a przed nią tatar, nie są dla mnie zestawem wywołującym przerażenie i zastanawianie się, jak to zjeść (choć miny niektórych kelnerów przyjmujących ode mnie takie zamówienie zdradzają niedowierzanie, troskę i pewna obawę, czy aby wiem, na co się decyduję i gdzie ja to zmieszczę). Ten ziemniak był wielki. Wyłaził z kadru! A tak na serio – porcja idealna na bardzo duży głód.

img,gcsi,580CAD1369A7CBEF987FB99002DD0E0E1C95F7ED,mpid,7

Ale przejdźmy do konkretów. Bo oprócz wielkości, było tez smacznie. Jeśli ktoś zna smak ziemniaków pieczonych w ognisku na pewno się nie zawiedzie. Fajny w smaku, kremowy środek, a skórka – jeszcze lepsza. Kawałków kurczaka jest sporo. Mięso jest mocno doprawione i fakt, że nie było idealnie soczyste mogę chyba zrzucić na to, że dostałam końcówkę, bo następne porcje były dopiero przygotowywane. Oprócz tego mamy kapustę pekińską. Nie jest to moja ulubiona zielenina, ale w tym przypadku sprawdza się, bo w smaku jest na tyle neutralna, że niczego nie przytłacza. Dodatek choćby odrobiny rukoli zrujnowałby wszystko. Do tego świeży pomidor, ogórek i odpowiednia, niezbyt duża ilość kukurydzy. Całość wieńczy prażona cebulka. Dawno już jej nie jadłam i pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi na myśl, to te dawne okropne hamburgery i hot dogi posypane tym uwielbianym przez wielu specjałem. Do wyboru mamy do kumpira tez trzy sosy: czosnkowy, chilli i 1000 wysp. Wybrałam czosnkowy. Okazał się lekki, aromatyczny, taki w sam raz.

img,gcsi,580CAD1369A7CBEF987FB99002DD0E0E1C95F7ED,mpid,8 img,gcsi,580CAD1369A7CBEF987FB99002DD0E0E1C95F7ED,mpid,9

Podsumowując, kumpir jest faktycznie na bogato. A za tę niezbyt wygórowana cenę dostajemy naprawdę duży, smaczny i sycący posiłek. Dzielnie dotarłam do połowy i poddałam się. Serio! Rzadko się tak zdarza, gdy jestem głodna i cos mi smakuje. Dla panów na pewno jest to porcja idealna. Połówek nie sprzedają. Tak tylko się upewniłam. Resztę szczelnie opakowaną w folię zabrałam do domu. I po podgrzaniu w piekarniku też było niezłe.

Ela Święcka

Pan Kumpir, ul. św. Wawrzyńca 16, Kraków

www: pankumpir.pl

Facebook: facebook.com/pankumpir