close
Kraków, dzień drugi, czyli Indianie i Szwedzi

Kraków, dzień drugi, czyli Indianie i Szwedzi

0udostępnień

Drugi dzień w Krakowie. Po przejedzeniu sobotnim niedziela miała być odpoczynkiem dla żołądka.

Indianie na Rynku, czyli tex-mex a la Sphinx. Obiad zjadłem w restauracji sieci Sioux. Lokal mieści się na krakowskim Rynku. Pierwsze, co rzuca się w oczy to wystrój, nawiązujący do stylistyki Dzikiego Zachodu. Biorę kartę i przeglądam. Nie wiem czy Sioux i Sphinx są w jakiś sposób powiązane, ale wiele na to wskazuje. Podobnie skonstruowana karta, wiele dań wręcz wydaje się wspólna (karta „egipska”), aczkolwiek większość nawiązuje do kuchni tex-mex (przynajmniej nazwą). No nic, dywagacje na bok, czas coś zjeść. Wybrałem danie figurujące w menu jako Humor Jacka Londona. Kosztuje około 28 zł i składa się z karkówki, frytek i sałatek. Na ogromnym talerzu dostałem swoje zamówienie. Hmmmm, jedzenia było dużo, ale jakichś fajerwerków kulinarnych się nie spodziewajcie. Karkówka, którą dostałem nie była soczystym stekiem, ale dwoma cienko rozbitymi kotletami. Osobiście wolę karkówkę nie rozbitą. Lekko żylasta, ale dobrze doprawiona. Frytki i sałatki standard. Krótko mówiąc – można się najeść, a nawet przejeść, bo porcje rzeczywiści ogromne, ale smak dość przeciętny. Jeśli jednak chcecie zjeść coś innego i jesteście bardzo głodni, to do 30 zł Sioux jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Słowem,  jeśli jedliście w Sphinxie, to wiecie czego się spodziewać. Ja osobiście trochę żałuję, że nie skusiłem się na Siouxowego hamburgera, bo sądząc po cenie musiał być ogromny.

Hot dogi za złotówkę, czyli oszczędna Ikea. Przed wyjazdem udaliśmy się jeszcze na zakupy do Ikei. Nie ukrywam, że mnie najbardziej kusił ikeowski barek, bo o przekąskach tam serwowanych słyszałem, że są smaczne i bajecznie tanie. Zdecydowałem się na hot dogi. No bo hot dog za złotówkę??? Kolega mówił, że w kasie dostaje się „podstawkę”, czyli parówkę i bułkę, po czym samemu dokłada się sosy i dodatki. Odstałem swoje w kolejce, biorę „podstawkę” i szukam reszty. Okazało się, że z tej reszty pozostały tylko sosy (keczup i musztarda), natomiast ogórek czy prażona cebulka już nie są udostępniane. No cóż. W sumie czego można się spodziewać za 1 zł? Sam hot dog składał się z gotowanej parówki i małej bułeczki. Bułka nie jest grillowana tylko podgrzana, co sprawia, że nie jest chrupka tylko mięciutka. W sumie smaczne, ale jak chcecie poczuć, że coś zjedliście to bierzcie od razu 5 sztuk. Moim zdaniem jednak lepiej iść na drugą stronę ulicy i kupić hot doga na stacji Orlenu. Droższy, ale większy i o niebo smaczniejszy.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Kraków, dzień pierwszy: pizza, golonka i zapiekanka

Hipnotyczny Wzrok Oszalałej Kawki. W Lemoniadzie- na ”nie – lemoniadzie”

6 komentarzy

Dodaj komentarz