close
Klasyka w czystej postaci, czyli Philly Cheese Steak w Soul Food

Klasyka w czystej postaci, czyli Philly Cheese Steak w Soul Food

0udostępnień

Jadłem tę kanapkę przy okazji kręcenia odcinka SFP TV, ale wtedy padły nam już aparaty i nie zrobiłem zdjęć. Smakowała mi jednak tak bardzo, że obiecałem sobie koniecznie do niej wrócić przy najbliższej okazji.

 

Okazja trafiła się teraz – wyjazd do Makowych fabryk (przypominam, że ktoś z Was również może na taką wycieczkę pojechać). Wyjazd w poniedziałek rano, więc w Warszawie zameldowałem się w niedzielę około południa. Bardzo chciałem zrecenzować dla Was nowego food trucka Jakie Taco, który wystawia się nad Wisłą na Pomoście 511, ale kiedy dotarłem na miejsce okazało się, że jeszcze ich nie ma i nie wiadomo o której dotrą. Czarne chmury zbierały się na niebie, więc postanowiłem nie czekać tylko wrócić do Centrum. I wtedy uświadomiłem sobie, że jestem przecież jakieś 15 minut spacerem od Stacji Balon, gdzie stoi przyczepa Soul Food.

 

Soul Food, jak wiecie, ma dwie miejscówki: food truck, którego spotkać możecie na Mokotowie i różnych imprezach plenerowych, a także przyczepa na Stacji Balon. O ile w food trucku dostaniecie tylko (przepyszne) hamburgery, o tyle w przyczepie zjeść możecie dodatkowo quesadillas, burrito, hot dogi czy właśnie kanapkę Philly Cheese Steak. Kosztuje ona 18 zł, więc niemało. Co dostaniemy za tę cenę?

 

[singlepic id=587 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=588 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=589 w=320 h=240 float=]

 

Grillowaną bagietkę wypchaną  grillowanym rostbefem i potrójnym (!) serem Edam. Bagietka rewelacyjna, opieczona na płycie pozostała mięciutka i dobrze trzymała nadzienie. Rostbef skrojony w długie paski trafił na tę samą płytę, gdzie został poddany intensywnemu, acz krótkiemu grillowaniu. Zachował całą swoją soczystość i potwierdził prymat wołowiny nad innymi mięsami. Pod sam koniec na rostbef rzucono ser, który pięknie się roztopił i posklejał kawałki mięsa. Całość smakowała bosko i nie dziwię się, że w Filadelfii jest to danie niemal święte – naprawdę mają z czego być dumni!

 

Podsumowując: Czy warto? Bardzo warto. Kanapka nie wyglądała na dużą, ale po zjedzeniu czułem się nasycony. Można sobie dobrać jakieś sosy lub dodatki, ale ja najbardziej lubię taką właśnie szlachetną prostotę i tę wersję polecam dla tych, którzy jeszcze tej kanapki nie jedli.

 

 

Włoskie uniesienie z Monicą Bellucci w Bar a Boo, czyli Qñ który dotarł do ziemi obiecanej

Potrójna przyjemność, czyli Mateusz w Warburger

Dodaj komentarz