http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/09/547019_163481187181010_2065529061_n.jpg

Jest takie miejsce w Kielcach…

Tytułem wstępu: to nie jest artykuł sponsorowany. Ten wpis to hołd dla miejsca, które zawładnęło moim i Pawła sercem i żołądkiem. Dlatego nie doszukujcie się tu drugiego dna – nie ma go. 

 

Paweł Kotwica:

Anioł tkwi w szczegółach. Rzadko niestety zdarza się w kieleckich lokalach, że dba się o najwyższą jakość produktów, z których się gotuje, o ich domowe pochodzenie, a jednocześnie nie przesadza się z cenami. A ja w literatkowym bigosie czuję prawdziwą kiszoną kapustę, a nie ukiszoną na chybcika środkami chemicznymi, czuję w kiełbasie mięso, w fasolce – prawdziwą wędzonkę, z lubością odczuwam chrupanie domowego, kiszonego ogórka, a nie, jak w większości przypadków, gumowatego, słonego jak diabli kapcia, wyciągniętego z plastikowego wiadra kupionego w hipermarkecie. Dużo o podejściu właściciela knajpy do swojej profesji, do klienta, mówi mi chleb, który jest podawany. Ten w Literatce jest kupowany w niewielkiej, wiejskiej piekarni, z chrupiącą skórką, podsypany mąką, zawsze świeży, jakże różny od napompowanych powietrzem i ulepszaczami produktami z podkieleckiego molocha, które dostajemy w większości lokali. I jeszcze jedno moje literatkowe, oprócz wieprzowych uszu, odkrycie – sok buraczano-jabłkowy. Toż to najpyszniejsza przepitka na świecie!

Podsumowując – czuję serce i staranność włożoną w przygotowanie każdego dania. Michale, Grzegorzu, jeśli utrzymacie poziom, nie znudzi wam się, nie pójdziecie w komerchę, nie stracicie, wierzcie mi.

Jeszcze jedno. Chwała właścicielom, że skutecznie odstraszyli klimatem i brakiem „tyskiego po czwórce” tak zwaną złotą, polską, bezstresowo wychowaną, młodzież. To też kształtuje poziom, powoduje, że knajpa jest idealnym połączeniem elitarności z egalitarnością. Towarzystwo w Literatce jest dość zróżnicowane, ale wkrótce może to być ulubione miejsce kieleckiej bohemy. Sporo dziennikarzy (również z racji profesji wykonywanej przez jednego z właścicieli), zobaczy się aktora, wykładowcę uczelni, artychę, znanego lekarza.

Co bym dodał do Literatki? Szkoda, że jest dość ciasnawo, bo aż prosi się wstawić rozklekotane pianino. To może stary patefon z tubą, winyle z piosenkami Hanki Ordonówny, Eugeniusza Bodo, Charlie Parkera, Duke’a Ellingtona? To dopiero byłby klimat!

 

Żorż Ponimirski:

Jest takie miejsce w Kielcach, gdzie kultywuje się przedwojenne tradycje restauracyjne. Miejsce to, otwarte zaledwie przed miesiącem, przebojem zdobyło serca miłośników dobrej kuchni i dobrej wódki. Literatka – Zakład Gastronomiczny z Wyszynkiem, lokal ambasadorski Baczewskiego. Kiedyś, lata świetlne temu, na początku lat 90-ych XX wieku mieściła się tam knajpa Metro później była tam apteka, sklep spożywczy, bistro i naleśnikarnia. Róg Rynku i ulicy Koziej, samo serce miasta.

 

Napisałem, że Literatka to miejsce w przedwojennym klimacie i nie chodziło mi tutaj o wystrój, ten akurat znaczenie ma najmniejsze, bo nie sztuką jest wywiesić kilka zdjęć z epoki i napisać, że knajpa jest wzorowana na lokalach z okresu Dwudziestolecia. Wystrój Literatki nazwałbym niemal ascetycznym – drewniane stoły, krzesła, długi bar i sentencje z epoki wypisane na ścianach.

 

P1010342 P1010344 P1010337a P1010343

 

 

Ktoś, kto wszedłby tam przypadkiem, mógłby pomyśleć: kolejny klon Przekąsek – Zakąsek. Nic bardziej mylnego! Literatka łączy w sobie bowiem zasady działania P-Z (są zakąski, jest wódka, więc lokal pasuje na afterek i biforek) z restauracją. Zakąski są w wersji małej, klasycznie „na ząb” pod kieliszek Baczewskiego, ale można wybrać wersje większe, „pełnowymiarowe”, pozwalające posiedzieć dłużej i cieszyć się zarówno jedzeniem, jak i towarzystwem. Zanim przejdę do opisu kilku przekąsek, wyjaśnię, czemu Literatka jest wg mnie lokalem kontynuujacym przedwojenne tradycje knajpiarskie.

 

Komu nieobca jest literatura „fachowa”, taka jak (najlepsza moim zdaniem) książka o przedwojennych lokalach, czyli „To były knajpy” Wiesława Wiernickiego czy „Z pamiętników bywalca” Jerzego Zaruby, ten bez trudu odnajdzie w Literatce echa epoki charlestona, Wieniawy-Długoszowskiego i Franca Fiszera. Barmani „pod muchą”, pyszne potrawy pieczołowicie przyrządzane wg dawnych przepisów (niektóre, jak np. świńskie ucho w chrzanie, wyciągnięte przez Właścicieli z mroków niepamięci), wódka Baczewskiego, przed wojną jeden ze sztandarowych markowych trunków, jazz sączący się z głośników… To nie czas PRL-owskich knajp i szybkiej  „pięćdziesiątki” pod jajko w majonezie, tutaj bardziej poczujemy się jak w legendarnej, przedwojennej knajpie Pod Wróblem (U Wróbla). Proste i smaczne przekąski, takie jak wspomniane ucho, domowe pasztety czy mięsa na zimno, tusze śledzi w oleju lub occie, ale również flaki, bigos czy fasolka po bretońsku. Do tego kieliszek zimnego Baczewskiego i … czujesz, że nie chcesz stąd wychodzić. Żadnych gzików, żadnej oranżady i podłej taniej wódki.

 

Menu jest zmienne. Pewne pozycje, jak zimne przekąski dostępne są na stałe, ale co kilka dni na tablicy znajdziemy nowe pozycje. Fasolka po bretońsku,  policzki wołowe, których z powodu choroby nie dane mi jeszcze było skosztować, bigos z kapusty, którą Właściciele kisili osobiście … Ceny przekąsek wahają się od 5 zł za „kawałek” śledzia do 20 zł za dania „duże”. Aktualne ceny i menu znajdziecie na tablicy zawieszonej nad barem.

 

Śledź w occie. Śledzia zamówić można na dwa sposoby – oleju lub w occie. Mała porcja kosztuje 5 zł (jest to około 1/3 tuszki), duża (cała tusza bez głowy) kosztuje 8 zł. Tak tak – nie podają tu filetów, tylko całe tusze! Mamy więc na talerzu kawałek soczystej ryby, która doskonale współgra z zimną wódką. Śledź jest prawilnie słonawy, ocet nie dominuje, czuć go, ale nie przeszkadza, cebulka chrupiąca, a całość idealnie soczysta i smaczna. Pewną niespodzianką (nie spotkałem się do tej pory z takim zestawieniem) są marynowane patisonki, które stanowią miły i smaczny dodatek do śledzia.

 

P1010346 P1010347 P1010348

 

Galareta. Uwiodła nas smakiem i ilością mięsa. Jakże różna jest od typowo PRL-owskiej „meduzy” z drobiu, w której zwykle znajdziemy groszek, marchewkę i nieco mięsa z nóżek! Podawana w Literatce galareta godnie reprezentuje przedwojenną wersję tej przekąski. Co prawda oryginalna „meduza” to ozory w galarecie, a tutaj znajdziemy krojone mięso wołowe i cielęce, ale podana w towarzystwie cytrynki, octu i chleba stanowi mocny punkt literatkowych przekąsek.

 

P1010351

 

Przepyszny okazał się również pasztet z cielęciną podany na zimno z chrzanem i żurawiną. Soczysty, świetnie doprawiony, rewelacyjnie komponował się z kręconym na miejscu chrzanem (za żurawiną nie przepadam). Czuć tutaj mięso, a nie bułkę czy kaszę mannę. Przegryzany przywożonym z Mąchocic chlebem przywodzi na myśl domowe pasztety robione u mnie w domu na Boże Narodzenie.

 

P1010353 P1010354

 

Dla zwolenników tradycji Zakład oferuje chleb ze smalcem i kiszoniakiem. Chleb prawdziwy wiejski, pachnący, z chrupiącą skórką. Smalec uczciwie przetykany  soczystymi skwarkami. Pozycja obowiązkowa.

 

P1010357 P1010359

Kilkoro z nas uwiodła zakąska prosta i wyrafinowana zarazem. Świńskie ucho w chrzanie okazało się czymś, co sprawiło, że szczęki nam opadły i długo nie wróciły na swoje miejsce. Wygotowane w aromatycznym rosole przesiąkło jego smakiem, mięciutka tkanka rozpływa się na podniebieniu, a chrząstki delikatnie chrupią w tle. W połączeniu z chrzanem dostajemy przekąskę niebanalną i niesamowicie smaczną. O ile ktoś lubi chrząstki i nie ma oporów przed spróbowaniem :) Dla mnie jedno z kulinarnych odkryć roku.

 

P1010360 P1010361

 

Coś, czego w szanującym się Zakładzie Gastronomicznym serwującym wódkę zabraknąć nie mogło, czyli tatar. Świeża, delikatna wołowina, żółtko, musztarda, cebula, ogórek i grzybki. Oliwa, musztarda i maggi podawane osobno. Dla chętnych Zakład dodaje do tatara sardynkę. Kolejny mocny punkt Literatki i pozycja obowiązkowa, jeśli zamierzamy posiedzieć przy wódeczce.

 

P1010363

Zwolennikom przekąsek gorących powinny przypaść do gustu flaki. Gęste, aromatyczne, mięciutkie i kapitalnie doprawione. Nie ma co się rozpisywać – trzeba spróbować!

 

P1010364 547019_163481187181010_2065529061_n

Można również (a nawet trzeba) posmakować kiełbasy na gorąco podawanej solo lub w żurku. Ta druga opcja świetnie sprawdzi się „dzień po”. Żurek ukiszony świetnie, kwaskowy jak należy, aromatyczny, stawia na nogi. Kiełbasa soczysta i czuć, że robiona głównie z mięsa, a nie wypełniaczy.

 

P1010365

Alkohole. Last but not least :) Jako lokal ambasadorski Baczewskiego, Literatka serwuje głównie wódkę i nalewki z tej historycznej rozlewni. Duży kieliszek czystego Baczewskiego kosztuje zaledwie 6 zł, co jest ceną wręcz zachęcającą do konsumpcji. Jakościowo to jedna z najlepszych wódek na świecie, kto próbował, ten wie :)

 

P1010340P1010341

 

Dostępne są też trunki popularne w knajpach, czyli 3 rodzaje Żołądkowej i różne piwa. Jednak odwiedzając Literatkę warto spróbować Młodego Ziemniaka – wódki robionej w ilości zaledwie 4 000 butelek rocznie. Kieliszek kosztuje 10 zł, co nie jest kwotą małą, ale zdecydowanie warto się skusić.

 

P1010355 P1010356

Literatka – Zakład Gastronomiczny z Wyszynkiem to miejsce, którego bardzo w Kielcach brakowało. O ile lubię PRL-owskie klimaty knajpiane, o tyle cierpiałem, że nie ma lokalu w którym unosić się będzie duch przedwojennej Ziemiańskiej. Teraz z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że luka ta na kieleckim rynku gastronomicznym została wypełniona z nawiązką. Dla mnie to miejsce, które nie tylko oferuje doskonałą kuchnię w świetnych cenach, ale też dobre towarzystwo i rewelacyjną obsługę. Warto wspomnieć, że bardzo zadowolony z wizyty w Literatce był Ambasador USA w Polsce, pan Stephen D. Mull (mamy z kolegą Krzysztofem O. swój udział w tej wizycie ;) )

 

1209341_160350177494111_262045530_n

 

Świetnie czuli się tam Francuzi, którzy kosztowali typowo polskich zakąsek i których uczyliśmy śpiewać „Sto lat!” ;)

 

wp_004627-1

 

Czasami wpadnie Lech Skawiński, by dźwiękami wydobytymi z akordeonu przywołać na sale klimat przedwojennych tang czy ragtime’u:

 

935944_164647943731001_601964692_n

Podsumowując: jeśli lubisz dobrą kuchnię, jeśli lubisz dobrą wódkę, jeśli szukasz miejsca z kapitalną obsługą i niepowtarzalną atmosferą, jeśli cenisz sobie biesiady z przyjaciółmi – koniecznie wpadnij do Literatki, nie zawiedziesz się. Ja znalazłem swoje miejsce na ziemi i trzymam kciuki, by lokal na stałe wpisał się w krajobraz naszego miasta. Czy muszę dodawać, że Literatka wpisana jest na listę Street Food Polska Poleca? ;)

 

LITERATKA na mapie Google

Fotografie z „dwoma Baczewskimi i flaczkami”, z panem Ambasadorem i Lechem Skawińskim pochodzą z fan page Literatki, zdjęcie na którym śpiewamy Sto Lat z bloga http://claires-blog.com

 




There are no comments

Add yours