http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2014/02/Burger_Love_2-1050x784.jpg

Jest potencjał, ale kilka rzeczy do poprawy, czyli gladysh w Burger Love

Wiedziony radą Starszego Specjalisty ds. burgerów na SFP, czyli Qnia, postanowiłem po raz pierwszy wybrać się w miejsce, o którym do tej pory wiele dobrego słyszałem, ale jeszcze nie wypróbowałem jego możliwości. Burger Love to prawdopodobnie jedna z najmniejszych burgerowni w całym kraju. Lokal mieszczący się przy ulicy Więziennej to ledwie kilka miejsc przy ladach, zyskuje jednak dzięki temu wielki atut – tak intensywnego, a zarazem genialnego zapachu smażonej wołowiny nie uświadczyłem jeszcze nigdzie, cudo.

Po wspaniałych odczuciach dla zmysłu węchu, przyszedł czas na kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie. Świetna, doradzająca obsługa, z chęcią rozmawiająca na temat podawanego jedzonka. Właśnie po konsultacji z panią z obsługi zdecydowałem się na coś standardowego, czyli Irish Cheddar Burger za 18 zł, z zastrzeżeniem, że mięsko ma być dobrze wypieczone, a majonez zastąpię sosem BBQ. Dodatkowo za 3 zł domówiłem oryginalnie podawane frytki oraz coleslaw.

Burger_Love_1

Fantastyczne zapachy i odgłosy dochodzące z kuchni powodowały narastanie niecierpliwości przed konsumpcją. Ostatecznie czas oczekiwania nie był zbytnio długi, a mając na względzie wzmożony ruch w tym okresie, burgera otrzymałem naprawdę szybko. Tak szybko, że umknęło mi wykonanie zdjęcia zgrabnie podanemu zestawowi. Burger został owinięty w papier śniadaniowy, frytki podane w papierowym kubeczku do kawy, a surówka do plastikowym pojemniczku znanym z pizzerii.

Pierwsze wrażenie? Bardzo pozytywne. Pierwszy gryz?

Burger_Love_2

Mięso wysmażone idealnie, z widocznymi różowymi elementami. Naprawdę dobrze doprawione, z fajnym, ostrawym posmakiem i wyciekającym na deskę sosikiem. Jeśli chodzi o smak wołowiny – zdecydowana czołówka wrocławska, powiedziałbym wręcz, że obok Winnersa – medal srebrny.

Dodatki w burgerze zwykłem traktować jako dopełnienie całości, kropkę na i, pieczętującą smak. W tym wypadku tego dopełnienia niestety zabrakło, wręcz momentami dodatki górowały nad tym pysznym mięskiem. Bułka, którą otrzymałem, owszem, była smaczna, ale zwyczajnie zepsuta. Górna część za miękka, przez co zjedzenie burgera w całości do końca okazało się niemożliwe. Z kolei spód bułki był przesuszony, i choć nie narzekam na uzębienie, to ciężko było go ugryźć.

W skład Irish Cheddar Burgera wchodzą: ok. 200g wołowiny, cheddar, relish, pikle, sałata i pomidor. Jak już wcześniej wspomniałem, w wersji standardowej jest majonez, wymieniony przeze mnie na sos BBQ. Jedząc tego burgera ciągle biłem się z myślami. Niby wszystko jest ok., ale jednak coś z tyłu głowy podpowiada, że smaki są zbyt zamieszane. Relish, jak wytłumaczyła mi pani z obsługi jest robiony na miejscu z pomidorów. Świetny dodatek, którego wcześniej nie miałem okazji spróbować w połączeniu z wołowiną. Szkoda tylko, że mój wół w pewnym momencie zaczął w nim pływać. Gdyby było go nieco mniej, byłoby idealnie, a przy okazji nie rozmiękczyło za bardzo bułki. Największe zło uczyniły jednak wg. mnie pikle. W połowie jedzenia zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie jem samych ogórków, a mięso wyparowało.

Skupiając się na mięsie, niemal zapomniałem o frytkach. Wyglądają jak domowe i smakują bardzo dobrze, ale jeszcze lepszym dodatkiem okazał się Coleslaw, w większości burgerowni wysuszony i bez smaku. Tutaj – świeży i w świetnych proporcjach.

Być może trafiłem na gorszy dzień, a może to zwyczajnie nie do końca moje smaki. Na 100% wrócę jednak do Burger Love, bo miejsc, w których jest tak dobrze przyrządzana wołowina, nie ma zbyt wiele. Na pewno zmniejszyłbym ilość pikli i sosów. Ogólne wrażenie, czyli mięso, obsługa i przyzwoita cena napawają optymizmem. Gdyby dograć jeszcze kilka szczegółów, będzie super.

Burger Love na FB: https://www.facebook.com/BurgerLoveWroclaw

Burger Love nawiedził gladysh