http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/07/20150703_131430-1050x788.jpg

Jedzenie na trasie – Zajazd Ranczo czyli kuchnia polsko – gruzińska

Dawno już nie miałem takiego problemu z opisem miejsca, w którym jadłem. Ale po kolei. Jadąc do Słupska na Street Food Polska Festival w CH Jantar zgłodnieliśmy i postanowiliśmy zatrzymać się w jakimś zajeździe. Było nas kilka osób (podróżowaliśmy z ekipą EvenThat.pl i dziećmi), więc szukaliśmy miejsca, które nie tylko ma w karcie dania odpowiadające nam wszystkim, ale także miejsce, gdzie dzieciaki rozprostują kości i trochę pobiegają. W pewnym momencie jechaliśmy przez miejscowość Rychnowo w powiecie ostródzkim, a naszą uwagę przyciągnęła reklama Zajazdu Ranczo oferującego m.in. kuchnię gruzińską. Jestem ogromnym fanem tejże kuchni, szczególnie chinkali, więc wybór miejsca postoju stał się oczywisty, tym bardziej, że Zajazd oferował duży ogródek i plac zabaw dla dzieci.

20150703_130818 20150703_123524 20150703_123534 20150703_123545

W oczy rzuca się duży wybór przypraw gruzińskich, które można zakupić oraz przetworów i soków:

20150703_125006

Ale to potem, najpierw trzeba coś zjeść. Patrzymy więc na menu:

20150703_123724 20150703_123729

Tradycjonaliści wybierają żurek w chlebie, filet z kurczaka z ziemniakami, placek po węgiersku, pstrąga oraz rosół dla najmłodszych.

Rosół smaczny, z domowymi kluseczkami, w sam raz dla dzieci, ale i dorosły myślę zjadłby chętnie:

20150703_124911

Żurek w chlebie bardzo smaczny, kwaskowy, z jajem na twardo i dodatkami, uzupełniany chlebem sycił bardzo.

20150703_125731 20150703_125734 20150703_125805

Pstrąg zamówiony przez mojego syna również smaczny, dobrze usmażony, zastrzeżenia Juniora budziły jedynie ziemniaczki. Spróbowałem, wg mnie ciekawy dodatek, bo talarki ziemniaczane zostały obficie posypane gruzińskimi przyprawami, co dla mnie stanowiło atut. Może tylko powinny być bardziej zesmażone, bo niektóre tylko chrupały, większość była miękka.

20150703_131745 20150703_131752

Aprobatę jedzących zyskał także filet z kurczaka podany z mizerią. Choć uczciwie mówiąc, ziemniaki jak to w takich miejscach, raczej z bemara i atrakcyjne nie były.

20150703_132208 20150703_132218

Zamówiliśmy także Souz, czyli gulaszową zupę gruzińską z ziemniakami i mięsem wieprzowym:

20150703_125907 20150703_130033

Zupa bardzo sycąca, świetnie doprawiona, aromatyczna, mięsa mogłoby być więcej, ale smakowo naprawdę bardzo dobra.

Oprócz zupy zamówiłem dla siebie także Czachobili, czyli kaszę gryczana z gulaszem po gruzińsku:

20150703_131133 20150703_131137W sumie danie smaczne, sycące i aromatyczne, ale… gulasz smakował niemal identycznie, jak zupa. Gdybym zdecydował się tylko na Souz albo tylko na Czachobili byłbym bardzo zadowolony. A tak miałem wrażenie totalnej powtarzalności smaku. Zamiast Czachobili powinienem był od razu wziąć np. chinkali:

20150703_131430 20150703_131433 20150703_131447

Ogromne, wypełnione mięsnym farszem i rosołem pierogi gruzińskie. Wnętrze cudowne, świetnie doprawione, jednak ciasto pozostawiało wiele do życzenia. Zdecydowanie bardziej chinkali smakowały mi w radomskiej Matrioszce.

Kolejnym daniem z Gruzji jakie zamówiliśmy były Laguni, pierogi z farszem ziemniaczanym. Jednak z wyglądu kompletnie inne od typowych pierogów:

20150703_132525 20150703_132529

Dwa ogromne pierogi usmażone w głębokim tłuszczu budziły u próbujących mieszane uczucia, mnie jednak smakowały – nadzienie niemal rozpływało się na podniebieniu, koperek nadawał bardzo fajnego posmaku, a smak wzmacniał sos paprykowy z gruzińskimi ziołami:

20150703_132533 20150703_132550

Najwięcej emocji wzbudził placek po węgiersku. Nie próbowałem, ale zamawiający zgodnie stwierdzili, że nie tylko nie chrupał, ale także sos był tym samym gulaszem, jaki dostaliśmy w zupie Souz, tylko zagęszczony.

20150703_130446 20150703_130449

Podsumowując: z jednej strony fajne miejsce z dużym ogródkiem i placem zabaw, więc idealne miejsce na postój z dziećmi. Właściciel pełen pasji, wielbiciel smaków Gruzji i czuć to w daniach, bo doprawiane są przywożonymi stamtąd mieszankami i ziołami. Z drugiej pozostaje wrażenie nie wykorzystanego potencjału i powtarzalności smaków.

Czy wstąpiłbym powtórnie? Raczej tak, bo zupa mi bardzo smakowała, nadzienie do chinkali i laguni także. Gdyby poprawić ciasto do pierogów, gdyby gulasz nie smakował tak samo jako zupa, placek po węgiersku i czachobili… Jednym zdaniem – potencjał jest, ale jest też kilka rzeczy do poprawienia. Niemniej uważam, że warto do Zajazdu Ranczo wstąpić i samemu wyrobić sobie zdanie. Porcje sycące, ceny zachęcające, obsługa miła. Warto spróbować także soków i kiszonek, jakie właściciel przywozi z Gruzji (metkowane już w Polsce).

Zajazd Ranczo – Rychnowo 18, Grunwald