close
Jak zepsuć dobry pomysł, czyli hamburger i hot dogi z Pizza Fast

Jak zepsuć dobry pomysł, czyli hamburger i hot dogi z Pizza Fast

0udostępnień

Raz na jakiś czas wracam do miejsc, w których może nie do końca mi smakowało, ale wprowadzane są nowości i zawsze mam nadzieję, że może tym razem…

Przechodziłem przez ulicę Śniadeckich, moim celem był lokal Piekarni Pod Telegrafem na Seminaryjskiej, gdzie chciałem spróbować kebaba. Jednak mój wzrok zatrzymał się na tablicy wystawionej prze Pizzerią Fast. Ostatni raz byłem tam na kebabie w czerwcu zeszłego roku. Jaki kebab wtedy dostałem możecie przeczytać TUTAJ. Pomysł mieli świetny, wykonanie fatalne. Tym razem reklamowali hamburgery i hot dogi. Przystanąłem, popatrzyłem, zastanowiłem się chwilę i postanowiłem zaryzykować.

 

[singlepic id=291 w=320 h=240 float=]

 

Ceny zachęcały, by spróbować kilku dań. Na szczęście zanim zaszalałem przypomniałem sobie kebaba i postanowiłem być ostrożny. Zamówiłem hamburgera chili (6,99 zł) i dwa hot dogi – chili i bekon, oba po 4,99 zł.

Pierwszy na stoliku pojawił się hamburger. Kiedy go zobaczyłem, zacząłem dziękować Opatrzności, że nie wziąłem najdroższego za 15 zł (2 kotlety).

 

[singlepic id=284 w=320 h=240 float=]

 

Oczywiście nie spodziewałem się za tę cenę ćwierćfunciaka, jednak uległem magii zdjęcia reklamującego burgery i chyba moja mina na widok tego co dostałem musiała być nietęga, bo miła pani, która przyniosła mi zamówienie do stolika, błyskawicznie zniknęła z pola widzenia.

Pełen złych przeczuć zajrzałem pod bułkę…

 

[singlepic id=285 w=320 h=240 float=]

 

Kotlet wyglądał jak mały placek ziemniaczany, wiedziałem już, że nie mam co liczyć na jakąkolwiek soczystość, bo ani mnie o stopień wysmażenia nie spytano, ani też grubość tego „burgera” nie pozostawiała wątpliwości, że żeby był soczysty to musiałbym dostać go surowego. Nie wiem, czy kotlet miał 100 g mięsa, obstawiam raczej jakieś 75 g.

Pod kotletem 4 plasterki salami. Byłoby to miłe, gdyby nie… No zobaczcie sami – zastanawiałem się przez chwilę, czy nie zostały potraktowane palnikiem acetylenowym.

 

[singlepic id=286 w=320 h=240 float=]

 

Co gorsza kotlet, co odkryłem później, również był na końcu zwęglony. Kilka kawałków odłożyłem na talerz, zabrzęczały na porcelanie jak żwir…

Pod salami kilka skrawków cebuli, bodaj plasterek ogórka z zalewy i nieco sosu chili, który przynajmniej okazał się ostry. Bułka sucha. Wielkość hamburgera oceniam na małą – wielkości mojej pięści.

 

[singlepic id=287 w=320 h=240 float=]

 

Całość tragicznie sucha i niesmaczna. Nie myślałem, że kiedykolwiek to napiszę, ale kotlety mrożone z Makro, jakie pakują do „hamburgerów” w fast foodach miały w sobie więcej soku i smakowały lepiej niż to. Odradzam zdecydowanie, osobiście w podobnej cenie wybrałbym np. Cheeseburgera Max w Kebabie, a na prawdziwego hamburgera pójdę do American Home.

Przyszła pora na „drugie danie”. Jak pisałem we wstępie, mój wybór padł na hot doga bekonowego i hot doga chili.

Nie ukrywam, że po hamburgerze bałem się tego co dostanę. Kiedy hot dogi wjechały na stolik nieco mi ulżyło, bo wyglądały normalnie.

 

[singlepic id=290 w=320 h=240 float=]

 

Hot dog bekon – w klasycznej hot dogowej bułce znalazła się parówka, sosy, prażona cebulka, świeży ogórek, świeży pomidor i kawałeczki bekonu z serem.

 

[singlepic id=288 w=320 h=240 float=]

 

W smaku wsad naprawdę niezły. Parówka w porządku, soczysta. Składniki jak najbardziej pasowały, sos również. Parówkę i warzywa wyjadłem, bułkę w połowie odłożyłem na bok, bo niestety – okazała się sucha jak wiór. I zimna. Podobnie zresztą, jak parówka i cała reszta.

Hot dog chili. Właściwie ta sama kompozycja, tylko zamiast bekonu z serem mamy sos chili w dużej ilości. I tutaj też ta sama historia: gdyby to było ciepłe mógłbym polecić, bo wsad naprawdę smaczny, sos ostry i cena dobra. A tak…

 

[singlepic id=289 w=320 h=240 float=]

 

Podsumowując: hamburgery odradzam stanowczo. Hot dogi mógłbym polecić, o ile uda Wam się dostać je ciepłe. Szkoda, naprawdę szkoda, bo miałem nadzieję na fajny burger joint blisko domu. Okazało się po raz kolejny, że nie wystarczy mieć pomysł i iść za modą, trzeba jeszcze umieć ten pomysł wprowadzić w życie i sprawić, że klient będzie wracał. Ja raczej nie wrócę.

 

Festa in Tavola, czyli jak Paweł w Skarżysku pyszną pizzę zjadł

III Wieczór Tatarowo – Golonkowych Jawnożerców – Restauracja Parkowa

Dodaj komentarz