close
Jak dobrze napchać wora, czyli Luizjana Cheeseburger w VooDoo.

Jak dobrze napchać wora, czyli Luizjana Cheeseburger w VooDoo.

0udostępnień

Po powrocie z Warszawy do Kielc najbardziej brakowało mi hamburgerów. Dużych, soczystych, podanych w pieczonej na miejscu bułce. Dlatego kiedy padł pomysł, by w sobotę spotkać się na wódeczce w VooDoo, od razu wiedziałem co sobie do jedzenia zamówię. Wybór mógł być tylko jeden – Luizjana Cheeseburger. Tak też uczyniłem.

Kiedy po kilku minutach kelner postawił przede mną talerz, łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. To było jak spotkanie po latach z przyjacielem, jak spłata ostatniej raty kredytu, jak pierwszy seks – coś, czego się nigdy nie zapomina.

Ogromna, pieczona na miejscu bułka kryła w sobie 200 g (na oko) soczystej wołowiny, bekon, ser, pomidora, ogórka, sałatę i… majonez.

Całość wieńczyły chrupiące fryteczki, które od razu posoliłem i posypałem pieprzem. A potem wgryzłem się… I odjechałem. Eksplozja smaku i soczystości.

Bułka pyszna. Chrupiąca skórka i mięciutkie wnętrze. Zdziwiło mnie trochę, że zamiast klasycznych sosów posmarowana była obficie majonezem, ale po kilku kęsach przekonał mnie ten zabieg. Majonez ciekawie zmieniał smak burgera, a jednocześnie dobrze całość nawilżał. Świeże warzywa chrupały w ustach i dobrze się komponowały zarówno z sosem, jak i mięsem. Roztopiony ser krył pod sobą soczysty i wyrazisty bekon. I to co najważniejsze – burger. Jak pisałem – na oko kotlet miał ze 200 g. Wysmażony perfekcyjnie – wierzch ścięty, środek różowy:

Mięso soczyste i doskonale doprawione, dawało ogromną radochę z jedzenia. Sok i sos spływały mi po palcach i brodzie, więc często sięgałem po serwetki, zagryzałem chrupiącymi frytkami, które posypane pieprzem i solą rewelacyjnie uzupełniały smak cheeseburgera. Jadłem i byłem szczęśliwy, a o to przecież chodzi. I ta cena… 15,70 zł to wręcz śmieszne pieniądze za taką ucztę.

Żałuję bardzo, że właściciele VooDoo nie rozszerzają oferty hamburgerów. Chciałbym by mieli do wyboru z 5 – 6 różnych burgerów, miałbym wtedy swój mały raj na ziemi, a przypuszczam, że amatorów na dobre burgery znalazłoby się w Kielcach całkiem sporo (mam rację, Mocny?).

U moich współbiesiadników królowała pizza, więc skubnąłem kawałek. Ta, której próbowałem była komponowana samodzielnie, na margheritę dorzucono pomidorki koktajlowe, świeży szpinak, czerwoną cebulę i tarty parmezan. Mimo iż bezmięsna, bardzo mi smakowała. Zauważyłem, że w VooDoo powiększyli wielkość placków:

Ciasto rewelacyjne, pizza z pieca opalanego drewnem smakuje po prostu o niebo lepiej niż pieczona w piecu elektrycznym. Bardzo smaczna kompozycja, polana oliwą z ostrymi papryczkami nabrała dodatkowego smaczku. Po burgerze byłem jednak tak najedzony, że wcisnąłem tylko jeden kawałek.

Podsumowując: kolejna wizyta w VooDoo Steakhouse & Pizza potwierdziła, że jeśli chodzi o burgery, to w Kielcach konkurencji nie mają (nie jadłem jeszcze burgerów w Gin Gerze),  śmiało mogą konkurować pod względem smaku i wielkości z tymi warszawskimi. Cena wręcz nieproporcjonalnie niska w stosunku do wielkości i jakości burgera. Kto jeszcze nie jadł, niech koniecznie spróbuje!

Na koniec jeszcze raz dodam, że domagam się większego wyboru burgerów! VooDoo – nie dajcie się prosić!

EDIT: video recenzja TUTAJ

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Gruzja w Krakowie, czyli Aszka w Chaczapuri

Halo, Halo, jest tu kto? Czyli jak zamówić metr pizzy w dobrej cenie

8 komentarzy

  1. jak dla mnie konkurencja i to duża dla burgerow z VooDoo sa Bekonburgery z RoyBena. Wieksza porcja niż ta prezentowana w poście, do tego kolba kukurydzy i surówka. Porcja naprawde godna polecenia i warta grzechu w tej samej cenie. W VooDoo natomiast miałam okazje próbować pizze, lasagne i właśnie burgera. O ile Burger i pizza były w porządku, tak lasagne była ewidentnie odgrzewana, jeszcze nie do końca ciepła i bardzo pikantna. To zniechęciło mnie do kolejnej wizyty w tym lokalu.

    1. Tu się nie zgodzę. W Roy Benie frytek było dużo więcej, natomiast burger był dwukrotnie mniejszy (kotlet) niż w VooDoo i suchy. Lazani ani makaronów w VD nie jadłem, bo makaronów generalnie nie lubię :)
      Moje wrażenia z Roy Bena tutaj: http://streetfoodpolska.blogspot.com/2012/02/w-samo-poudnie-czyli-bekonburger-w-roy.html

      Fakt, że było to przed otwarciem VooDoo, ale jakoś nie kusiło mnie żeby powtórzyć.

  2. 16 zł za taki posiłek, zazdroszczę :)
    Gdyby faktycznie mieli kilka rodzajów mógłbyś nie tęsknić do naszych warszawskich za 26 zł ;)
    Mnie się powinno jutro udać wybrać do Soul Food Busa (jeśli będą stali u mnie ), z chęcią sobie porównam z Burgeratorem, który od czasu zjedzenia chodzi za mną i chodzi…
    Żeby to jeszcze nie trzeba było wydawać blisko 50 zł na dwa burgery…
    Wiem, kupię sobie dobrej wołowiny u rzeźnika i zrobię sama, może chociaż na chwilę ten Burgerator się odczepi :D

Dodaj komentarz