close
Irlandzka bestia, która znokautowała Qnia

Irlandzka bestia, która znokautowała Qnia

0udostępnień

Dzisiaj znowu burgery, ale nie z Warszawy. Qń odwiedził poznański Molly’s Grill. Zapraszam do czytania:

 

Pamiętam jak dziś swojego pierwszego świadomie skonsumowanego burgera. To był czerwiec 1991r. Wracałem z dni otwartych Liceum Gastronomicznego w Pniewach (Wielkopolska). Czekałem na autobus, w kieszeni miałem małe zaskórniaki, więc zamówiłem hamburgera. Pani wyciągnęła z reklamówki bułkę typu kajzerka, przecięła ją nożem i włożyła do środka kotleta mielonego wyciągniętego z podgrzewacza typu „bemar” i tu uwaga… dołożyła buraczki! Tak, tak, właśnie buraczki. Podając powiedziała: „surówki się skończyły, ale z buraczkami też jest smaczny”.

23 lata później ponownie chcę zejść burgera. W mojej ocenie, w Poznaniu jest trzech poważnych graczy jeśli chodzi o burgery. Dwóch z nich już opisaliśmy na SFP. Dziś zamierzam poznać i pochylić się nad zawodnikiem spoza pierwszej trójki i zastanowić się, czy to że jest mniej znany wynika z tego, że jest słabszy, czy może dlatego że….? No właśnie. Zobaczymy. Odwiedzimy i prześwietlimy Molly’s Grill na ul. Kwiatowej 2 (http://mollysgrill.pl/). Przed lokalem, na tablicy widnieje informacja, że Burgery robione są ze 100% wołowiny i że mięso ma 200 g!. Te informacje wprawiają mnie w miły nastrój. Wchodzimy do środka.

 

[singlepic id=685 w=320 h=240 float=]

[singlepic id=690 w=320 h=240 float=]

No, no… ładnie tu. Lokal klimatyzowany, schludny, czyściutki, ze stolikami i obsługą kelnerską. Chce się tu zostać. Dwie panie stojące przy barze są tak urocze, że moim zdaniem w karcie dań powinna być pozycja: „Bezkonsumpcyjne podziwianie personelu”. Na razie takiej opcji nie ma, więc siadamy przy stoliku, bierzemy menu do rąk i studiujemy.

 

[singlepic id=684 w=320 h=240 float=]

Karta czytelna, prosta, bez udziwnień. Ja mam jeden cel: BURGER. Zamawiam na początek piwo Guinness, bo skoro to irlandzki pub, to nie można wypić niczego innego. Do tego czytam, że wołowina, z której sporządzane są z burgery, jest z wołowiną irlandzkiej jakości. Fiu fiu, a cóż to oznacza? Dopytuje panią, czy jest stamtąd przywożona, czy o co chodzi? Okazuje się, że wołowina pochodzi z Wielkopolski, a chodzi tu o to, że hodowla bydła jest prowadzona na sposób irlandzki, na wolnym wybiegu, a nie jak np. w Polsce w oborach. (Uwielbiam takie sytuacje. Moja wyobrażenia od razu szaleje… jak szczęśliwa musi być krowa, która biega sobie po wielkopolskich łąkach w towarzystwie najbliższych i jedyne co może ją martwić to, że jej znajome krowy które trafiły do innych właścicieli żyją na łańcuchach w oborach). 

 

[singlepic id=689 w=320 h=240 float=]

Mięso jest oczywiście mielone na miejscu, co daje nam pewność, iż jemy produkt najwyższej jakości i do tego świeży. Dzięki uprzejmości szefa kuchni mamy pogląd jak wygląda cały ten proces.


[singlepic id=692 w=320 h=240 float=]

[singlepic id=693 w=320 h=240 float=]

[singlepic id=694 w=320 h=240 float=]

[singlepic id=695 w=320 h=240 float=]

[singlepic id=696 w=320 h=240 float=]

[singlepic id=697 w=320 h=240 float=]

Zamawiamy. Dziś idę na całość, a te wszystkie historie już teraz doprowadzają mnie do jednego wniosku: to będzie cudowny irlandzki wieczór i CHCĘ SIĘ POCZUĆ JAK MARCIN NAJMAN. Chcę być znokautowany, dlatego zamawiam specjalność szefa kuchni, czyli podwójny mollys burger (28zł); 3 rodzaje sałat, świeży pomidor, podwójny burger ze 100% irlandzkiej jakości wołowiny, podwójny bekon, ser, wyrazista cebula i jajko sadzone, całość z pszenną bułką do tego frytki. Drugi zamówiony hamburger z serem blue i świeżą rukolą do tego sałata lodowa soczysty pomidor i krążki cebuli (19 zł). Czekamy z lekką niecierpliwością i ciekawością…. czy oni są naprawdę tacy dobrzy czy tylko się przechwalają? Rozglądam się tu i ówdzie. Za lokalem jest niewielki ogródek. Z informacji uzyskanych od właścicieli wiem, że ogródek będzie powiększany.

[singlepic id=683 w=320 h=240 float=]

Nad restauracją znajduje sie hotel (to informacja dla tych, którzy przyjadą spoza Poznania). Samo miejsce ma ogromny urok, ale moje spostrzeżenia zostają przerwane pojawieniem się Irlandzkiej Bestii!

 

[singlepic id=688 w=320 h=240 float=]

Żadnych słodkich bułeczek! Żadnych sezamkowych posypek! Bestia otulona jest pszenną, chrupiącą bułką. Wygląda imponująco.

 

[singlepic id=687 w=320 h=240 float=]

Hmmm…. Od czego zacząć opis doznań smakowych?

Całość podana na talerzu (nie wyobrażam sobie by było inaczej, bo ogrom tego dania nie pozwala podać tego w inny sposób). Wołowina genialna! Bardziej wyrazista i jakby w swym smaku bardziej urzekająca, niż w innych poznańskich burgerowniach. Świetnie zmielona. Podczas konsumowania rozpada się jak puzzle. W środku krwista z zewnątrz idealnie przypieczona. Widać, że ktoś kto to przygotowywał robi to z taką samą pasją z jaką np. koncertuje U2. Bekon świetny, pomidor cebula i ser są bardzo dobrym dopełnieniem tej irlandzkiej bestii. Fajne jest włączenie 3 rodzajów sałat. Bardzo urozmaicają smak i podkreślają piękno tego dania. A na samym szczycie jajko sadzone, które jest jakby uwieńczeniem całości. Jak dla mnie jest to wyjątkowe danie, a smak taki, że zapiera dech w piersi. Mego pozytywne doznanie. Z każdą minutą odkrywam szerszą paletę smaków tej bestii. Zjadłem juz 3/4 porcji… czuję, że może nie być klasycznego nokautu. Oj! Czy podołam? Czy przypadkiem nie stanie się tak, że poddam się przed czasem pukając dłonią w podłogę (a to w moim przypadku nie zdarza się często). Nie, jednak ostatkiem sił docieram do ostatniego kęsa i wiem, że te 400 gr. wołowiny z dodatkami potrafiłoby znokautować niejednego.

Drugi burger również świetny. Delikatnie rozpuszczony ser pleśniowy nadaje charakteru. Jest grubo powyżej średniej. Sos BBQ świetnie aromatyczny. Całość doskonała. 

 

[singlepic id=686 w=320 h=240 float=]

Frytki bez szału. Na mnie wrażenia nie zrobiły – takie jak w wielu lokalach, więc nie będę o nich pisał i na przyszłość nie zamówię chyba, że sie zmienią a wiem, że menu w lipcu ma być delikatnie zmodyfikowane i ma być dodane ciemne pieczywo do burgerów. Duży plus! Wieczór uznaje za BARDZO UDANY.

Obudziłem się następnego dnia rano i zacząłem się zastanawiać, czy to wszystko przypadkiem mi się tylko nie przyśniło. Postanawiam więc wieczorem sprawdzić, czy moje wspomnienia są czymś co naprawdę przeżyłem, czy był to tylko sen. Udaję sie ponownie do Molly’s Grill i zamawiam burgera z bekonem, dokładam papryczki peperoni, by było bardziej wyraziście.

[singlepic id=681 w=320 h=240 float=]

Jest jeszcze lepiej niż wczoraj! Dziś potwierdzają, że są solidni i ich „wielkość” nie jest wypadkiem przy pracy, tylko efektem pasji i wyrazem szacunku dla klienta. Burger jest wyrazisty, z pazurem i w każdym detalu doskonały.

Reasumując. Stosunek cena – jakość – ilość; jakość rewelacja! Ilość naprawdę robiąca wrażenie, a cena? Biorąc pod uwagę fakt, że siedzimy w przyjemnym lokalu z obsługą kelnerską, w centrum miasta to cena jest jak najbardziej uczciwa.

Myślę, że lokal to pozycja obowiązkowa dla Burgerożerców. Dwa lokale z burgerami opisywane wcześniej na SFP powinny odczuwać niepokój i czuć na sobie oddech konkurencji, bo Molly’s Grill to naprawdę poważna propozycja na kolację czy spędzenie miłego czasu z przyjaciółmi. Ja zostałem znokautowany jakością i ilością. Myślę że wielu ucieszy też informacja, że w każdy czwartek grana jest tu muzyka na żywo.

Ps. Jeśli ktoś zna Panią, która w 1991 roku pracowała w bistro w Pniewach niech jej przekaże, że po Jej burgerze miałem traumę przez wiele lat. Przez nią zamiast zostać sławnym szefem kuchni, zostałem mechanikiem maszyn i urządzeń elektrycznych.

Świetny kebab po libańsku, czyli pita w Fenicji

Wschodni street food, czyli czebureki i czuczwara

Dodaj komentarz