http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/05/IMG_1972-1050x788.jpg

Hot dogi jak w USA, langosze jak na Węgrzech, pierogi jak u mamy i flaczki jak w Toskanii – przegląd oferty food truckowej

Dopiero dwa zloty zrobiliśmy w maju, a już mamy tyle materiałów, że moglibyśmy napchać nimi wielbłąda. 

Michał pisał wczoraj o kanapce z Lampredotto, dołożę kilka słów od siebie. Lampredotto to street foodowy klasyk z Toskanii. Hit lunchówek, robią go tam i jedzą niemal wszyscy. W odróżnieniu od naszych flaków, do lampredotto używa się tzw. 4 żołądka. Problem polega na tym, że ta akurat część musi być czyszczona ręcznie, więc i cena jest tego smakołyku jest u nas dość wysoka. Niemniej smak rekompensuje cenę (20 zł), bo dostajemy małe arcydzieło street foodowe.

Kapitalna bułka, a w niej długo gotowane do miękkości flaczki, posiekane i doprawione łagodną salsa verde i ostrzejszą salsa picante. Zdecydowanie jedno z moich odkryć w tym roku i jeśli tylko będę miał okazję to będę na to wracał.

Warto także spróbować Trippa alla Fiorentina, czyli klasycznych flaczków po florencku. Zupa jest pyszna, aromatyczna, czerwona od pomidorów i papryki, a flaczki, podobnie jak te serwowane w bułce, mięciutkie. Świetna rzecz!

Jeśli rzuci Wam się w oczy stojący gdzieś food truck z napisem Lampredotto i lubicie podroby, albo chcecie spróbować czegoś nowego – walcie do nich jak w dym. Warto!

W Krakowie miałem okazję spróbować wreszcie langoszy robionych przez pochodzącego z Szeged Rolanda. Na co dzień stoją w Łodzi, nam zarekomendował ich Jacek z Momo Smak. „Zaproś ich na zlot, nie pożałujesz, najlepsze langosze, jakie jadłem” mówił. No więc zaprosiliśmy Traditional Hungarian i bardzo się z tego cieszę, bo to co serwują urywa głowę. Ich ciasto jest bardzo lekkie, mimo iż smażone w głębokim tłuszczu, to po zjedzeniu nie czuje się żadnego ciężaru na żołądku.

Do tego bardzo wysokiej jakości składniki, przyprawy i zioła i mamy do czynienia z najlepszą wersją węgierskiego street foodu. Chodząc między truckami usłyszałem dialog dwóch panów, którzy pełni zachwytu twierdzili, że robione przez Rolanda langosze są lepsze… niż jedzone przez nich w Budapeszcie. To chyba najlepiej świadczy o jakości tego trucka. Czy będzie to klasyczny langosz z serem, czosnkiem i śmietaną…

… czy pikantny, bardzo węgierski Ostry Stefek, oparty o paprykową pastę i pikantną kiełbasę z Szeged…

… czy też aromatyczny Herbalist z szynką serrano, koperkiem i szczypiorem.

Jeśli do tej pory nie przepadaliście za langoszami, to koniecznie spróbujcie tych z Traditional Hungarian, przekonacie się, że błądziliście :)

Bardzo intrygował mnie truck YNO Hot Dog. 

„Prawdziwe amerykańskie hot dogi” brzmiało bardzo buńczucznie, a ponieważ miałem okazję jeść hot dogi w Chicago, które są najlepsze na świecie, miałem skalę porównawczą i postanowiłem spróbować, jak też te polskie wersje wypadną na tle amerykańskich oryginałów. Na początek więc Chicago Classic.

Miękka bułka z makiem, grillowana kiełbasa wołowa, musztarda, chicago neon relish, cebula, ogórek piklowy, pomidor, papryczki pepperoni i sól selerowa. Oj, wróciły wspomnienia z tripu po USA! Doskonały, klasyczny hot dog! Mógłbym go jeść na okrągło.

Spróbowałem jeszcze New York Classic z kiszoną kapustą i karmelizowaną cebulką:

Też był pyszny, ale jednak Chicago rządzi :) Szukajcie YNO Hot Dog na zlotach, jeśli chcecie spróbować hot dogów, które naprawdę przypominają te w USA.

Oferta Robimy Pierogi przypadnie do gustu miłośnikom bardziej tradycyjnej kuchni. Znajdziecie u nich zarówno klasyczne smaki, jak pierogi z mięsem czy ruskie:

ale także takie rarytasy, jak pierogi z bobem, boczkiem i parmezanem (to te z zielonym nadzieniem), które mnie pozamiatały, albo wyraziste pierogi z fasolą i chorizo (czerwone):

Bardzo dobre, sprężyste ciasto, świetnie doprawione nadzienia, bardzo nam smakowały i jednogłośnie stwierdziliśmy, że chcemy więcej. Wszystkie pierogi dostępne są w dwóch wersjach: małej (6 sztuk) i dużej (10 sztuk). Wybór smaków naprawdę spory, każdy znajdzie coś dla siebie:

Na dzisiaj tyle, kolejne trucki opiszemy w następnych postach.

Zdjęcia: własne oraz Ela Święcka.




There are no comments

Add yours