close
Gdzie na wesele, czyli menu weselne w Stangrecie

Gdzie na wesele, czyli menu weselne w Stangrecie

0udostępnień

Opisałem kiedyś imprezę w Zajeździe Dyminy.  Dostałem potem kilka mejli, w których piszecie, że takie recenzje to dobry pomysł, szczególnie dla osób, które w najbliższym czasie będą szukać sali na dużą imprezę. Korzystając więc z okazji, że byłem na przyjęciu weselnym w ośrodku Stangret, zamieszczam kolejny tego typu wpis. Mam nadzieję, że i tym razem okaże się pomocny.

Stangret mieści się na ul. Kusocińskiego 51 w Kielcach. Położony w lesie kompleks kilku budynków – hotel, restauracja, ośrodek jazdy konnej i bungalowy na mniejszą ilość imprezowiczów. Przyjęcie na które byłem zaproszony obliczone było na około 30 osób, usadowieni więc zostaliśmy w domku o wystroju w klimatach westernowych.

Zaczęliśmy od obiadu, na który składały się zupa i drugie danie.
Rosół z makaronem – bardzo dobry, nie musiałem doprawiać, a zwykle to robię.
Drugie danie – nie wiem, jak nazywa się to w karcie – były to „koszyczki” ze schabu z opiekanymi ziemniakami, surówkami, sosem grzybowym, położone na zasmażanej kapuście. Nieco przekombinowane danie. Czemu? Otóż: schab bardzo dobry, miękki, dobrze doprawiony, nadzienie również. Ziemniaczki świetnie opieczone i przyprawione. Sos grzybowy był doskonały i moim zdaniem niczego więcej to danie nie potrzebowało. Zasmażana kapusta świetnie sprawdziłaby się pod klasycznym schabowym, tutaj zaś, w otoczeniu dwóch surówek z kapusty, wydawała się po prostu zbędna. Po odsunięciu jej na bok spałaszowałem drugie danie z apetytem.

Po objedzie zajęliśmy się zimnymi przekąskami. Do pierwszych toastów idealnym rozwiązaniem wydała mi się galareta z kurczaka. Klasyka zakąskowa, mięsa sporo, jajko było, przyprawiona odpowiednio. Mówiąc krótko – dobra zakąska.

Potem przyszła pora na śledzie. Tutaj również nie ma się do czego przyczepić. Odpowiednio wymoczone, lekko kwaskowe, cebulka idealna. W opcji drugiej również smaczne, a warzywa z sosem podobne, jak w rybie po grecku. Po śledziach próbowałem mięs na zimno: schab. schab faszerowany morelą (?) i karkówka. Żelazny zestaw zimnych zakąsek po prostu, do tego dobrze upieczonych – mięso nie było twarde, suche ani żylaste. Zarówno śledzie, jak i mięsa – na plus.

Jeśli ktoś od wódki wolał wino nie musiał narzekać – na stołach pojawiły się deski serów. Ładnie podane – ser żółty i wędzony w plastrach, zaś pleśniowe w kawałkach. Do tego oliwki. Sery wybrano łagodne, mnie zabrakło prawdziwego „śmierdziucha” w stylu np. Coeur de Lion czy Roquefort, ale rozumiem ten dobór – wszak to wesele, a nie spotkanie seromaniaków.

Do ryb wróciłem dość szybko za sprawą świetnej ryby po grecku. Soczysty kawałek ryby schowany pod panierką (dobrze doprawioną, nie nasiąkniętą tłuszczem) i warzywami. Zjadłem z przyjemnością.

Nie byłbym sobą, gdybym nie skosztował sałatki gyros. Zwykle sałatka ta w każdym lokalu przyrządzana jest inaczej. Tutaj, poza drobną różnicą, była jak domowa. Warstwy ułożone zgodnie z zasadami sztuki, sosy świetne – czuć, że zarówno majonez, jak i ketchup były markowe – żadnej kwaskowatości w smaku. Tą drobną różnicą było mięso. Świetnie doprawione, ale  nie krojone w małe kawałeczki, lecz duże, soczyste kawałki. Bardzo, bardzo smaczna!

Przed północą na stoły wjechały placki ziemniaczane z sosem. Gorące, doskonale wysmażone – ciasto jędrne, nie wchłonęło ani tłuszczu ze smażenia, ani nie wpuściło sosu. Sam sos również bardzo dobry – gęsty, z wyraźnie wyczuwalną papryką, kawałki mięsa soczyste, dość duże. Kleks z kwaśnej śmietany jak najbardziej na miejscu, jednak sałatkę z ogórków podałbym osobno – marynata w pewnym momencie zmieszała się z sosem, co mi akurat niekoniecznie pasuje.

Po północy wróciliśmy do domu, więc jeśli jeszcze jakieś jedzenie wjechało na stoły, to niestety ja go już nie spróbowałem.

Reasumując: kuchnia okolicznościowa w Stangrecie nie zawodzi, szczególnie dla ceniących klasykę. Obsługa była świetna i zjawiała się dokładnie wtedy, kiedy była potrzebna, dania gorące wychodziły niemal równocześnie do wszystkich gości.
Co jednak muszę szczególnie podkreślić – Stangret to idealne miejsce na imprezę, na której są małe dzieci. Mają one swój stolik, przy którym zajmują się nimi odpowiednio wykwalifikowane osoby. Nie tylko przy jedzeniu – przez cały czas trwania imprezy dzieci są zajmowane różnymi zabawami, dzięki czemu dorośli zupełnie swobodnie mogą bawić się we własnym gronie.

EDIT: po opublikowaniu recenzji dostałem informację, że opiekunka do dzieci była „zorganizowana” przez Młodą Parę. Za wprowadzenie w błąd przepraszam.

Jednym słowem – polecam.

Aha – koszt imprezy wyniósł 120 zł/os, bez alkoholu.

Jeśli chcecie obejrzeć zdjęcia całego obiektu to odsyłam do strony internetowej Stangreta TUTAJ.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Świetna kiełbaska i fatalna bułka, czyli hot dog z WiR-a

Ostry Gringo, czyli znowu Chabo (co ja poradzę, że lubię)

Dodaj komentarz