http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2018/04/Burgery-North-Fish-Hot-and-Cheese-1050x788.jpg

Dorsz czy łosoś? Nowości w North Fish

Arek Tysiak:

Zamknęli. No wzięli i zamknęli. Przecież niedawno tam byłem, kubełek Fish & Chips przytuliłem, a tu o, szast prast i mi North Fish z Galerii Łódzkiej wyparował. Teraz tłukę się kolejnym tramwajem, by do Manufaktury dojechać. Nic, kupony zacne, nowa oferta, jakoś przeboleję. Szybkim krokiem dostaję się z przystanku do głównego budynku Manu, pyk ruchomymi schodami w kierunku food courtu i mam Was. Środa, dziś jest środa. Obsługa North Fish nigdy nie zawodzi. Wita mnie szerokim uśmiechem i pytaniem o pomoc w wyborze. Daję dwa zaproszenia na ostrą wersję burgerów z najnowszej oferty „Dorsz czy Łosoś”, serwowanych w akompaniamencie Rösti, znanych mi już z zimowej akcji tematycznej i Zieloną lemoniadą do popicia. Bazą dla obydwu burgerów w wersji „hot and cheese” jest oczywiście wypiekana na miejscu buła, do tego sałata, plasterki papryczki jalapeno, plaster sera cheddar i pikantny sos cebulowy. Czym więc się różnią? Fishburger, jak nazwa wskazuje, ma w sobie rybkę, a dokładniej kawałek panierowanego mintaja. Gwoździem programu w Vegeburgerze jest za to kotlet szpinakowy. Kompozycje fajne, przemyślane, serwowane w nowy sposób, bo na talerzyku i z wykałaczką zwieńczoną flagą z napisem North Fish, a jak smakują?

Na pierwszy ogień wziąłem wersję vege. Napawała mnie przerażeniem, bo Popeyem nie jestem i jakoś nigdy ze szpinakiem nie było mi po drodze, jednak musiałem rozprawić się z demonem. Gryzę raz, gryzę drugi. Papryczki z sosem cebulowym miło łechtają podniebienie, ser cheddar wyrazisty, lekko ciągnący, buła klasa i uwaga, będzie hit, mimo ataku wyrazistych smaków, kotlet szpinakowy absolutnie w nich nie ginie! Byłem pewien, że już jalapeno go zamorduje, ale nie. Wręcz doskonale zgrywa się ze wszystkimi elementami, dając świeżą, nieco maślaną nutę. Jestem pod wrażeniem. Naprawdę. Zjadam Vegeburgera, zagryzam Rösti, czyli wariacją na temat placków ziemniaczanych, tylko w formie kulek i przepijam lemoniadą. Zielona wersja, gdzie główne skrzypce gra ogórek, cytryna, limonka i mięta jest orzeźwiającym, lekko cierpkim sztosem, idealnym na upalne dni.

Choć moje miejsce magazynowe w żołądku kończy się, muszę tam wcisnąć jeszcze Fishburgera. Otoczka smakowa podobna jak w vege z tą różnicą, że tym razem mintaj w złocistej panierce wybija się na pierwszy plan. Chrupiąca otoczka i rozpływająca się, idealnie przyrządzona ryba, sprawiają mi dużą radość konsumpcji. Koniec na dziś. Wytaczam się na tramwaj.

Piątek po pracy i weekend zarazem, otwieram kolejną podróżą do North Fish w Manufakturze. Specjalnie nie jadłem nic od kilku godzin, by teraz zrealizować nie dwa, a trzy kupony. Przede mną grillowany łosoś, dużo grillowanego łososia – jeden w wariancie z pieprzem cytrynowym, drugi z sosem cytrynowym. Deser też jest! Do wyboru kawałek brownie lub granola i herbata do popicia. Wchodzę w to. Dzień dobry, witam, znów daję kupony, wychodząc z prośbą o załadowanie dwóch kawałków łososia na jeden talerzyk. Tak też ku mej uciesze, obsługa zrobiła. Dobieram do tego trochę frytek oraz gniocchi ze szpinakiem i pomidorami suszonymi. Wiem, że to i tak będzie dla mnie za dużo. Łosoś klasycznie jak to ma miejsce w North Fish, idealnie przygotowany, łatwo ustępujący pod widelcem. Biorę kęs raz z jednej, raz z drugiej porcji, przepijając niegazowaną wodą North Water, stanowiącą nowość w ofercie napojów restauracji. Łosoś z sosem cytrynowym jest bardzo przyjemny w odbiorze. Słodycz samej ryby przyjemnie kontrastuje z maślaną konsystencją samego sosu i niewielką kwasowością, przywodzącą na myśl skórkę cytrynową. Wariant z pieprzem cytrynowym, będącym tak naprawdę mieszanką różnych przypraw, jest już bardziej charakterny i zdecydowanie zaskarbia sobie moją sympatię.

Mimo niespiesznej degustacji, czuję się, jakbym zjadł pół restauracji North Fish łącznie z obsługą. Ta całe szczęście jest na posterunku, oferując herbatę i deser. Za ciemny napój dziękuję, a brownie zabieram ze sobą. Wykańczam go podczas spaceru. Co tu dużo mówić, niby niepozorne ciasto, lecz kryje w sobie moc czekolady. Nie za słodkie, nie za gorzkie, zwarte. Takie jak powinno być.

Nowa oferta o polskiej nazwie, nie jak wcześniejsze bazujące na skandynawskich, jest ciekawa, świeża, jak świeża jest wiosna i na pewno trafi w gust każdego, kto lubi szybko i po prostu smacznie zjeść. Klasyczne burgery z menu North Fish, teraz z opcją hot and cheese dostały porządnego powera, łosoś w oparach cytryny i przypraw miło mnie zaskoczył, podobnie jak nowa lemoniada. Oferta zamyka się 5 maja, więc macie jeszcze trochę czasu na zweryfikowanie moich słów, a jeśli Vegeburger mi smakował to naprawdę już coś, uwierzcie. Ofertę „Dorsz czy łosoś” oceniam na 9/10 i zapraszam Was do najbliższej restauracji North Fish. Co, co? No lecieć!

Michał Turecki:

Lubię North Fisha. Naprawdę. Ich kanapki są zwykle bardzo smaczne i bardzo przemyślane. Zawsze cieszę się, kiedy otrzymuję zaproszenie na przetestowanie nowej oferty tej sieci. Tym razem od początku coś szło nie tak. Chwilę po złożeniu zamówienia, krakowska Galeria Bonarka została ewakuowana z powodu zagrożenia pożarowego. Z tego powodu od zamówienia do otrzymania jedzenia minęła godzina. Wszystko co otrzymałem było gorące i prezentowało się całkiem nieźle. Nie pozostało nic innego jak spróbować jak smakuje.

Zacząłem od kanapki Fishburger Hot & Cheese. Panierowany mintaj w porządku, cudów tutaj nie należy się spodziewać, ale smakuje tak jak powinien, dodatki bardzo smaczne. Wszystkie z wyjątkiem sera. Niestety ser nie był najlepszej jakości, nie wiem dlaczego tak się stało, ale ten ser zatarł dobre wrażenie jakie pozostawiły po sobie pozostałe składniki. Bułka dzielnie utrzymuje całość w ryzach, ale nie czerpię z jedzenia tej kanapki wielkiej przyjemności.

Zabieram się za Vegeburgera Hot&Cheese. „Kotlet” szpinakowy na pierwszy rzut oka wygląda na nieco przesmażony, ale smakuje całkiem nieźle. Dodatki podobnie jak w przypadku poprzedniej kanapki są świeże i dobrze się komponują, dodają dużo smaku do delikatnego „kotleta”. Niestety użyto tutaj tego samego słabego sera co w poprzednim przypadku. I po raz kolejny zdominował on smak kanapki, która jako całość wcale nie byłaby taka zła.

Ze względu na zamieszanie z ewakuacją, zamiast łososia z sosem cytrynowym, otrzymałem dwa kawałki łososia z pieprzem cytrynowym. Pominę zabijanie całkiem niezłej ryby jaką jest łosoś, przez smażenie jej na „well done”. Rozumiem, że w sieciówce nie może być inaczej. Tym razem jednak zauważyłem coś jeszcze. Ryba zdecydowanie nie była najświeższa. Możliwe, że jestem przewrażliwiony, możliwe że większość konsumentów by tego nie zauważyła, zwłaszcza gdyby ryba przykryta była intensywnym w aromacie i smaku sosem. Przy jedzeniu mięsa można było mieć jeszcze jakieś wątpliwości, ale tłuszcz przy skórze nie pozostawił żadnych złudzeń. Nie było to może nic niebezpiecznego dla zdrowia, ale do tej pory nigdy mi się coś takiego w tym miejscu nie zdarzyło. Tym bardziej boli. Co najciekawsze, jeden kawałek ryby był ewidentnie starszy od drugiego, różnica była zauważalna już w zapachu, nie mówiąc o smaku. Uprzedzając pytania, byłem tam z samego rana, zaraz po otwarciu, to nie wpływ lamp grzewczych ani niczego innego.

Na koniec spróbowałem brownie, które było całkiem smaczne, miało odpowiednią konsystencję i wilgotność, oprócz lekko przesuszonych brzegów. Lemoniada natomiast prezentowała się bardzo atrakcyjnie, z plasterkami cytryny i ogórka. W smaku również niczego jej nie brakowało, była odpowiednio kwaśna, orzeźwiająca. Jedyny zgrzyt to użycie suszonej bazylii do przyprawienia. Czasami lepiej nie dodawać nic, niż bawić się w tego typu półśrodki i półprawdy.

Podsumowując, to zdecydowanie nie był dobry dzień w North Fishu. Oferta miała potencjał, ale niestety został on zmarnowany, do każdej z pozycji  z menu mogę się w mniejszym lub większym stopniu przyczepić i niestety będę miał poważne wątpliwości i z dużo większą podejrzliwością będę podchodził do kolejnych propozycji tej sieci.

Żorż:

Nie miałem na szczęście takiego pecha, jak Michał. W Kielcach nigdy nie trafiłem w North Fishu źle, zawsze udaje mi się tak podejść, by moje zamówienie było robione na świeżo. Tym razem też tak było.

Zacząłem od Fishburgera Hot&Cheese. Tradycyjnie podawaną do niego cebulkę prażoną zastąpił ser i jalapenos. Czy ta zmiana wyszła mu na dobre? Wg mnie tak. Co prawda cebulka zawsze na propsie, ale podkręcenie tej kanapki na ostro to był dobry zabieg. Chrupiąca bułka, dużo sosu i dobrze dobrane składniki. Czego chcieć więcej? Do tego kapitalne rosti i świetna lemoniada i mamy doskonały zestaw lunchowy.

Vegeburger Hot & Cheese. Bałem się go. Uwielbiam szpinak, ale mam w stosunku do kanapek z nim dość wysokie wymagania. Na szczęście VH&CH nie rozczarowuje. Kotlet jest soczysty i dobrze doprawiony, dobrze komponuje się z resztą składników, a ostrość mu sprzyja. Jestem na tak.

Łosoś z sosem cytrynowym. Tym razem zamiast steka formowanego mamy kawałek ryby cięty z tuszy razem ze skórą. Łosoś był robiony na świeżo, bez leżenia pod lampami, więc nie było się do czego przyczepić. Sos delikatny i pasował do ryby.

Łosoś z cytrynowym pieprzem. Jeszcze smaczniejsza opcja. Rybę czuć wyraźniej, pieprz raczej wyciąga smak niż go przykrywa. Warto.

I jeszcze deser. Podobnie jak reszta ekipy wybrałem brownie. Ciężkie, czekoladowe, z kawałkami orzechów. Idealne. Herbatka earl grey, którą wziąłem do zestawu też pyszna.

Podsumowując: nowa oferta North Fish mi smakowała. Ciekawe, acz proste zestawienia smakowe pozwalają cieszyć się zamówionymi daniami. Nie jest to oferta tak dobra, jak zimowa, której chyba nie uda się już pobić, ale to co dostaniecie obecnie naprawdę warte jest uwagi. Cieszę się, że w ofercie zostały rosti, bo zdecydowanie był to jeden z najlepszych dodatków, jakie North Fish wprowadził do oferty. Z całości jestem zadowolony i polecam.

North Fish menu i ceny – https://www.northfish.pl/2/menu




There are no comments

Add yours