close
Domowo, smacznie, po poznańsku, czyli Qń w Chatce Babuni

Domowo, smacznie, po poznańsku, czyli Qń w Chatce Babuni

0udostępnień

Odwiedził mnie ostatnio, na co dzień żyjący w NY, kolega Gerard z żoną Celine i jej cudowną, uśmiechniętą mamą. Chcieli bym pokazał im miasto, więc zebrałem w sobie wszystkie siły, które w sobie miałem i przespacerowaliśmy całą sobotę po Poznaniu. I stała się rzecz niezwykła… moi goście uświadomili mi, że do tej pory nie zdawałem sobie chyba sprawy z tego, w jak ciekawym i ładnym mieście żyję. Nagle Qń pojął, otrząsnął się, zrozumiał (jak zwał tak zwał), że Poznań to przepięknie położone miasto nad okazałą rzeką Wartą, z mnóstwem wspaniałych ludzi, cudownych miejsc, zakamarków i zabytków, które tworzą przecudny klimat tego miasta.

Oprócz Starego Rynku, który urzeka mnie od lat, dostrzegłem również jeden z najpiękniejszych kościołów jaki w życiu widziałem, czyli poznańską Farę oraz całe dawne kolegium jezuickie (zespół poklasztorny, obecnie siedziba Urzędu Miasta). Jeśli trafisz do Fary np. w letnie sobotnie przedpołudnie, możesz posłuchać koncertu organowego, który przeniesie cię w czasie i przestrzeni – podobno magiczne doznanie.

Słynne poznańskie koziołki, które trykają się każdego dnia o godzinie 12.00, znane są chyba wszystkim, ale kto przyglądał im się bliżej, dłużej – polecam, są urocze. Albo Zamek Cesarski Wilhelma II (dziś siedziba Centrum Kultury Zamek) lub np. zamek, który pewnie za 200 lat będzie nazywany Zamkiem Grażyny Kulczyk, a dziś póki co, nosi nazwę Stary Browar. No i oczywiście moje ulubione, przeurocze miejsce – Jezioro Malta.

cb

Jakże smutny jest fakt, że te wszystkie miejsca do tej pory mijałem, nie zauważając w pośpiechu dnia codziennego tego jak są ciekawe. Było mi ogromnie wstyd przed moimi znajomymi, że nie potrafiłem im opowiedzieć choćby krótkiej historii o budynkach mojego miasta (obiecałem sobie, że to nadrobię, zmienię się, stanę się bardziej świadomym mieszkańcem Poznania, bo w końcu nie samym jedzeniem człowiek żyje).

Znajomi chyba zauważyli, że jest mi niezmiernie wstyd i dla rozluźnienia sytuacji Celine nagle z rozbrajającym uśmiechem zapytała: „A gdzie my dziś zjemy drogi Qń’u? Zanim gdzieś pójdziemy pamiętaj, że my w USA mamy kryzys i nie jesteśmy taką zieloną wyspą jak Polska ha ha ha”.

Od razu zrobiło mi się lepiej. Zostały przywołane moje tematy! Przez myśl przeszły mi burgery, ale to by było przecież zbyt banalne, zbyt amerykańskie, zbyt oczywiste. Pizza? Makaron? Też jakoś nie. Czułem, że to musi być raczej coś polskiego, może coś regionalnego, coś troszkę z poznańską nutą. Pomyślałem o pyzach z sosem i kaczką, ale mój ulubiony lokal, w którym zazwyczaj jadam to danie, jest za daleko od centrum, w związku z tym, w głowie urodził się szybki pomysł: dziś odwiedzimyChatkę Babuni (Poznań, ul. Wrocławska 18) – 100 m od płyty Starego Rynku. Słyszałem, że fajnie tu karmią, że znajdę tu polską, tradycyjną kuchnię.

Przed lokalem zastajemy, robiącą spore wrażenie, kolejkę!

zew zew (2)

To może oznaczać, że albo dobrze tu karmią albo obsługa się nie wyrabia. Zobaczymy. Wchodzimy do środka, fajnie urządzony dwupoziomowy lokal na ok. 130 osób. I na parterze i na piętrze jest całkiem spora ilość stolików. Dodatkowo atmosferę ociepla miła dla mojego ucha muzyka.

wc wn (2) wne (2) wne (3) wne (4) wne (5) wne (6) wne (7) wne (8) wne (9) wne (10) wne

Karta menu w tym lokalu jest zadziwiająco długa, to naprawdę ogrom dań do wyboru:http://www.chatkababuni.com/#menu . Wybór nie jest prosty, ale dziś ma być po poznańsku, więc bez Pyry z gzikiem się nie obejdzie (osobom spoza Poznania wytłumaczę, że pyra w tym daniu to ziemniak w mundurku, a gzik to odpowiednio przyprawiony ser twarogowy najczęściej rozrobiony ze śmietaną, choć bywa, że nawet mlekiem lub jogurtem, z dodatkiem cebuli i szczypiorku).

gzik (2) gzik (3) gzik (4) gzik (5) gzik (6) gzik

Pyra ma obłędny zapach, pachnie jak u mojego dziadka na wsi, gdy piekł ziemniaki w mundurkach dla całej rodziny. Ten fantastyczny, rozbrajający zapach nastraja mnie niezwykle sentymentalnie! Proszę znajomych, by powąchali pyrę i uczę ich wymawiania słowa „gzik” (niestety, jak wrócą do domu, to swoim znajomym pewnie będą opowiadali, że jedli DZIKA, bo w ich ustach „gzik” szybko stał się „dzikiem”)

Pierwszy raz widzę tak podaną tą potrawę (do tej pory spotykałem przeważnie ziemniaka przekrojonego na pół, a na każdej połówce spoczywał gzik). Chyba podoba mi się ten mało tradycyjny sposób podania. Plastry pyry są fajnie przypieczone. Sam gzik, mnie człowieka pochodzącego stąd nie powala, ale jest smaczny. Trochę zadziwia mnie pomidor i sałata na talerzu, wydają mi się tu lekko nie na miejscu, ale nie szukajmy dziury w całym. Celine podsumowuje pyrę z gzikiem: ”It’s strange, but delicious” (dziwne to, ale smaczne) i dodaje: „Ćmaćny dzik”.

Zamawiamy też Kaszę gryczaną (15,99 zł za porcję) z wędzonym łososiem, kwaśną śmietaną i koprem, a drugą porcję z sosem grzybowym, rukolą i parmezanem. Kasza jest uformowana w trzy fajne, duże, chrupiące placki.

kasza kasza (2) kasza (3) kasza (4) kasza (5) kasza (6) kasza (7)

Danie wygląda świetnie i jest dla mnie totalnym zaskoczeniem. To całkiem ciekawe podejście do podania kaszy gryczanej, która zawsze kojarzyła mi się bardziej z jałową nudą niż czymś naprawdę smacznym. Świetnie doprawione, chrupiące placki sprawiają, że wszyscy zajadamy się z uśmiechem na twarzy. W przerwach między jednym kęsem a drugim, z ust znajomych padają słowa zachwytu typu: „It’s OK!”, „Super!”, „Delicious!”, a nawet „Pyśna Kasia”.

Warto też wspomnieć o Zupie pomidorowej z makaronem (8,49 zł), która wyglądała całkiem fajnie, a po minie bardzo zadowolonego Gerarda, można śmiało stwierdzić, że była też smaczna.

1385157_1425315227696476_1768029801_n 1382110_1425315224363143_1626168088_n

Na stole pojawia się kolejna potrawa, coś z czego ten lokal słynie najbardziej, czyli Pierogi, które podają tu na 3 różne sposoby: z wody (14,49zł/5szt. lub 18,49zł/9szt.), z pieca (15,99zł/3szt. lub 20,99zł/5szt.) i z kruchego ciasta (17,99zł/3szt. lub 22,99zł/5szt.). Zamówiliśmy wersję z pieca bo gotowane wydały mi się zbyt banalne. Samo ciasto jest w smaku zbliżone do tego wykorzystywanego w pasztecikach, ale czuć, że jest lekko zmodyfikowane, żeby uzyskać chrupkość. Świetnym pomysłem jest to, że można zamówić 3 szt. (15,99 zł) lub 5 szt. (20,99 zł) pierogów i każdy z innym nadzieniem – to bardzo fajna opcja. My decydujemy się zamówić pieróg:

  1. Wiejski (wątróbka drobiowa, jabłko, cebulka, pieczarki, wytrawne wino),

  2. Z piekła rodem– pikantny (wołowina, cebulka, ogórek, papryczki chilli i pepperoni),

  3. Włoska robota (pomidory smażone w aromatycznym czosnku, cebulka, świeża bazylia i mozzarella, posypane tartym parmezanem)

  4. Z łośkiem (łosoś, sos Philadelphia, ogórek, świeży koper).

I jeszcze jakiś, ale niestety nie pamiętam jego środka, choć coś mi świta, że był chyba na słodko.

W Chatce Babuni na dania ogólnie trzeba sporo poczekać – od 20 do nawet 40 minut. Wielu pewnie uzna to za wadę tego miejsca, ale zakładając, że każde danie jest robione (jak twierdzą właściciele) „na świeżo”, trudno oczekiwać, że będziemy obsłużeni jak w barze szybkiej obsługi.

Pierogi pojawiają się na stole, a znajomi robią coś, co sprawia, że stają mi się jeszcze bliżsi, otóż wyciągają telefony i robią zdjęcia potraw, które zawitały na naszym stoliku.Ależ się ucieszyłem, że jedzenie w Poznaniu stało się częścią atrakcji turystycznej.

pier (4) pier (5) pier (6) pier (13) pier (14) pier (16) pier (17) pier (18) pier pierogi

Fajnie to wygląda, jednak w smaku nie odczuwam totalnego powalenia, czegoś mi brakuje… chodzi o detale, szczególiki. Samo ciasto pierogów mogłoby być bardziej chrupiące, a farsz mógłby być lepiej dobrany/zbudowany, bo włożyć nadzienie do ciasta potrafi wielu, ale sprawić, że jedzący powie „wow”, potrafią nieliczni. Choć patrząc na moich amerykańskich turystów, którzy jedzą i są bardzo zadowoleni, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to może ze mną jest coś nie tak, że jestem zbyt zmanierowanym Qń’em, który szuka dziury w całym…

Na sam koniec trafiają na stół szare kluchy z sosem kurkowym (15,99 zł).

kluchy (2) kluchy

Danie było ogólnie smaczne, ale wspólnie stwierdziliśmy, że ze wszystkich jedzonych tego dnia, było najsłabsze (z drugiej strony życzyłbym sobie, żeby w wielu lokalach tak smakowało najlepsze danie).

Chatka Babuni to lokal z fajnym klimatem, ciekawym wystrojem i przyjemną estetyką. Rozsądne ceny to duży plus tego miejsca. Mocno odradzam natomiast stoliki przy wejściu. Ciężko tam zjeść w spokoju. Ciągle czujesz na sobie wzrok i oddech na plecach ludzi oczekujących na wolne miejsce, którzy w oczach mają wypisane: „Pośpiesz się, nie ociągaj się, my też chcemy zjeść, przestań gadać, przeżuwaj szybciej”. Miałem nieodparte wrażenie, że trzeba szybko zjeść i szybko wyjść, żeby inni nie czekali.

Choć nie jestem zwolennikiem przydługich kart z ogromną ilością dań (bo często niestety bywa tak, że jak chcesz być we wszystkim genialny to nagle okazuje się, że stajesz się tylko dobry/przeciętny) to wrócę tu zawsze, kiedy odwiedzą mnie jacyś znajomi, którzy za rozsądną cenę będą chcieli zasmakować polskich specjałów.

PS. Wychodząc z lokalu mama Celiny całuje mnie w policzek mówiąc: „Cienkuje, była pyśna”. Ufff, pomimo mojego braku wiedzy o mieście dzień się udał, obronił się polskim, tradycyjnym jedzeniem.

Autorem tekstu i zdjęć jest

Qlinarny Qń https://www.facebook.com/danielqn.konieczny.9

IV Wieczór Tatarowo – Golonkowych Jawnożerców – Monte Carlo

Miało być pięknie, wyszło średnio, czyli wizyta w Starym Browarze

Dodaj komentarz