http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2014/03/IMG_0385-1050x952.jpg

DOBRY, ZŁY CZY BRZYDKI? TUCO RAMIREZ W BURGER HOUSE

Ilekroć w jednym z poznańskich lokali pojawia się nowy burger, natychmiast staram się go spróbować. Nie inaczej było i w tym przypadku. Burger House zawsze sygnuje swoje burgery imieniem i nazwiskiem rewolwerowca. Tym razem padło na Tuco Ramireza, czyli „Brzydkiego” z kultowego spaghetti westernu w reżyserii Sergio Leone. Lista składników prezentowała się imponująco, albowiem dodatkiem do wołowiny miały być: pesto z pietruszki, ser kozi, chutney z papryki, rukola oraz pesto oliwkowe w dwóch wersjach do wyboru – z oliwą czosnkowo-paprykową lub truflową. Zdjęcie na facebookowym profilu BH dodatkowo zaostrzyło mój apetyt na tę pozycję. Jako że moja ostatnia wizyta (lipcowa) w BH była bardzo udana, tym bardziej byłem ciekaw, czy po pół roku nadal trzymają wysoki poziom.

Wchodząc do lokalu zauważam kolejną nowinkę, otóż właściciele zdecydowali się zaoferować nam wybór rodzaju mięsa, które zawędruje na ruszt. Oprócz dawnej wersji (antrykot plus rostbef) można też wybrać karkówkę (opcja tańsza o 2 PLN) oraz polędwicę (wariant droższy o 14 PLN). Tutaj moja drobna dygresja. Na miejscu właścicieli odpuściłbym sobie wersję z polędwicą. Po pierwsze, jest to strasznie droga opcja. Po drugie, szkoda dobrej polędwicy na burgery, gdyż jest to mięso o bardzo małej zawartości tłuszczu, przez co burger zwyczajnie wyjdzie mało soczysty (w moim mniemaniu tylko stek, tatar lub carpaccio oddają należyty szacunek polędwicy wołowej). Zamawiam Tuco antrykot z rostbefem, wersja z oliwą truflową, a na pytanie obsługi o stopień wysmażenia, standardowo odpowiadam „średnio!”.

Po paru minutach otrzymuję burgera w towarzystwie małej doniczki z kilkoma nachosami i salsą pomidorową (standard w lokalu). Odwijam zgrabnie zapakowany papier i przystępuję do badania organoleptycznego. Pierwsze, na co zawsze zwracam uwagę, to dusza burgera, czyli wołowina. W tym aspekcie BH nadal nie zawodzi. Miało być średnio wysmażone i było, zamknięte z zewnątrz, różowe w środku i dobrze doprawione. Bez zastrzeżeń. Bułka też dobra, chrupka i zwarta. Lubię pietruszkę, więc pesto z niej rozsmarowane na dolnej połowie bułki mnie nie zawiodło, jest lekkie, aromatyczne i fajnie nawilża pieczywo. Rukola też definitywnie na plus, jest bardziej wyraźna w smaku niż często spotykana, acz neutralna sałata. Chutney z papryki jest delikatny, ma swoje momenty i nadaje ciekawej słodyczy. Pesto z oliwek z aromatem trufli jest bardzo interesujące, lekko kwaskowe i aromatyczne (niestety, ciężko wytłumaczyć, jak smakuje oliwa truflowa, jest to bardzo charakterystyczny smak, trzeba spróbować).

IMG_0385 IMG_0386

Jako, że nie ma połączeń idealnych, Tuco Ramirez ma też swoje wady. Po pierwsze, ser kozi, mimo że jest i jest przyjemnie roztopiony, gubi się wśród wyraźnych smaków innych składników, jest po prostu mało wyczuwalny. Po drugie, zarówno pesto pietruszkowe, jak i oliwkowe to zdecydowane smaki i razem kłócą się o prym. Osobiście, zamiast wyboru rodzaju oliwy w pesto oliwkowym, dałbym wybór pesto: pietruszka lub oliwkowe z truflą, a górne pesto zastąpiłbym neutralnym, acz nawilżającym majonezem.

Podsumowując, Burger House to wciąż solidna marka wśród poznańskich lokali, którą poleciłbym znajomym. Natomiast Tuco Ramirez, mimo, że nie pozbawiony wad, oferuje ciekawe połączenie smaków, które wielu osobom z pewnością przypadnie do gustu. W BH „Brzydki” jest zdecydowanie „Dobry”.

Burger House mieści się w Poznaniu przy ul. Długiej 11/5.  MAPA.

Urodę burgera sprawdzał Kamil Rudzki.