close
Dobry burger nie jest zły – Burger House w Poznaniu

Dobry burger nie jest zły – Burger House w Poznaniu

0udostępnień

Dzisiaj Kamil Rudzki zaprasza Was do Burger House w Poznaniu. Zapraszam do lektury.

 

Oj narobiło się w Poznaniu tych „burgerowni”. I bardzo dobrze, bo moim skromnym zdaniem konkurencja zawsze napędza progres. Gdy tylko dowiedziałem się o istnieniu nowego miejsca serwującego moją ulubioną potrawę, postanowiłem wyciągnąć moją partnerkę na miasto i poddać Burger House próbie smaku.

Lokal jest niewielki, a lwią część miejsc siedzących stanowią te przy blatach ustawionych wzdłuż ścian. Wnętrze jest jasne i raczej zachęcające do konsumpcji. Spodobał mi się pomysł umieszczenia świeżych ziół w doniczkach w pewnego rodzaju półkach wbudowanych we wnęki okienne.

Jeśli chodzi o menu, nie jest ono rozwlekłe. Do wyboru mamy sześć burgerów, każdy nazwany imieniem słynnego rewolwerowca. W oczy rzuciło mi się, iż na tablicy z ofertą nie mamy dokładnego opisu oferowanych nam dodatków i sosów. Podana jest tylko ogólna koncepcja burgera (np. cheeseburger). Mnie osobiście ten fakt nie zniechęcił. Niespodzianki bywają dobre.

Zamówiłem burgera o wdzięcznej nazwie Dziki Bill Hickock (17PLN), odpowiednik chilliburgera, bo lubię na ostro. Moja partnerka, zwolenniczka tradycyjnych rozwiązań, wybrała Buffalo Billa (13PLN) (opisany po prostu jako „hamburger”). Oba miały zostać podane średnio wysmażone.

Po 10 minutach otrzymaliśmy gliniane tace z zawiniętymi w papier burgerami i małe, gliniane doniczki, w których znajdowało się kilka sztuk nachos z odrobiną salsy. Ot, taki miły dodatek. Ale nie o dodatki się tu rozchodzi, rozwijam więc papier. Sercem burgera jest 150g kotlet wołowy. Zamawialiśmy średnio i tak też dostaliśmy, skarmelizowany z zewnątrz, różowy w środku. Bułka, jak zapewniają właściciele, robiona jest na ich zamówienie, i jestem skłonny w to uwierzyć, bo mimo, że sezamowa, to bardziej zwarta niż te przemysłowe. Nie rozpadała się i do końca trzymała składniki burgera w ryzach.

Dziki Bill Hickock, oprócz wspomnianych komponentów bazowych zawierał coś na wzór cebulowego relish – lekko słodkawej, podsmażonej cebulki, ładnie roztopiony ser, a na samej górze kawałki słodkiej papryki i cząstki papryczki chili oraz dymki i pomidora. Jeśli chodzi o sosy , to wyczułem majonez. Buffalo Bill zawierał sałatę lodową, ogórka (marynowanego, a’la szwed) oraz cebulę.

 

IMG_0255

 

Jeśli chodzi o doznania smakowe, oboje byliśmy zadowoleni. Kotlet nie rozpadał się, nie był ani mdły, ani za bardzo przyprawiony, a dodatki przyjemnie nadawały ton. Dziki Bill okazał się taki jak chciałem. Lekko słodki relish nadawał łagodności, a ostre papryczki z góry odzywały się od czasu do czasu skrapiając kubki smakowe kapsaicyną. Zjadłem go ze smakiem. Mojej partnerce również bardzo smakowało, aczkolwiek chętnie marynowanego ogórka zamieniłaby na kiszonego. Personalnie do takiego klasycznego burgera dorzuciłbym jeszcze cienki plaster pomidora, ale to już kwestia gustu.

Reasumując, wizytę w Burger House zaliczam do tych udanych. Burgery naprawdę porządne. Jeśli utrzymają ten poziom, to Poznań wzbogacił się o kolejnego konkretnego gracza. Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejne pozycje w menu, nie omieszkam też spróbować reszty ich oferty.

Burger House mieści się przy ul. Długiej 11/5

 

Autorem wpisu i zdjęć jest Kamil Rudzki.

 

Od bułki z kotletem do świetnego burgera, czyli metamorfoza „Yummie”

Rewolwerowcy w Poznaniu, czyli Qń w Burger House

Dodaj komentarz