close
Do trzech razy sztuka, czyli jednak można

Do trzech razy sztuka, czyli jednak można

0udostępnień
Wczorajszy dzień zapowiadał się bardzo spokojnie.
Jednak moje nadzieje rozwiały się wraz z odebraniem jednego telefonu – trzeba udać się na Krakowską, w celu uzupełnienia czegoś tam. Ponieważ pogoda sprzyjała spacerom, postanowiłam z tej właśnie formy skorzystać, na myśl o zatłoczonym autobusie w taki gorąc, dostałam mdłości.
Sprawę załatwiłam dość szybko, a ponieważ Małż miał skończyć swoje zajęcia wcześniej i chcieliśmy usiąść gdzieś na kawie/piwie, postanowiłam coś po drodze zjeść.
Podejście pierwsze:
Kebab turecki, przy ul. Jana Pawła II 15.
Do lokalu wchodzi się po schodach, na wprost wejścia wisi menu. Wybór kebabów (standard, max, yaffa) oraz hot dogi. Żadnych frytek, hamburgerów, itp.
Coś w głowie wrzeszczało do mnie uciekaj, uciekaj stamtąd!
Na szczęście pracownik robił na moich oczach kebab innemu klientowi. Gdy tylko zobaczyłam straszną, grubą, suchą bułkę – zwiałam. Tak, bułka standardowo typowa w kieleckich lokalach. Nie wiem, czy wrócę tam jeszcze, mimo, że w sumie nie zjadłam nic.
Postanowiłam natomiast cofnąć się kilka metrów, do Piekarni pod Telegrafem.
Podejście drugie:
Ponieważ Piekarnia to miejsce sprawdzone, w którym naprawdę można zjeść smaczne coś na ciepło, zamówiłam mój stały zestaw: trójkąt salami (1.9zł) i rożek z szynką (3.10zł). Gorące, chrupiące, nic dodać nic ująć. I to był dobry wybór.
Podejście trzecie:
Wieczorem zadzwonili znajomi, ktoś tam z Irlandii przyjechał w odwiedziny, spotkajmy się na mieście, bla, bla, bla.. Ok.
Po kilku piwach jedyny posiłek, zjedzony w dodatku kilka godzin wcześniej, wyparował jakoś ze mnie. A że zgłodnieliśmy wszyscy, to idziemy coś zjeść.
W pierwotnym zamyśle był Sułtan, jednak w momencie, gdy dochodziliśmy już po lokal, krata została opuszczona, a pracownicy rozeszli się do domów.
Zatem najbliżej znów Strefa Chilli. Skusiłam się na hamburgera max.
Jak zauważył Żorż, był on poprawny, jednak kotlet w moim smakował jakoś tak, jakby nie pasował do całości. Smakował mięsem mielonym, ale jakoś dziwnie. Albo był za zimny, albo źle przyprawiony. Poza tym poprawny, ale dokładając 50gr w Sułtanie, porcja jest zdecydowanie większa. A niby to i to max.
Za to dziewczyny zamówiły zapiekanki.
Jedna z keczupem, druga z dresingiem i wszyscy wymienialiśmy się doświadczeniami.
Zapiekanki są godne polecenia. Chrupiące, odgrzewane w piecu, dużo pieczarek i dużo sera. Mniam. Naprawdę. Następnym razem w Strefie Chilli zamówię właśnie zapiekankę. Za 4.5zł, solidną, aby nie skłamać – bodajże 38cm. Polecam.
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Wspomnień czar i kubeł zimnej wody czyli po staremu, po nowemu, inaczej.

Zachciało mi się po francusku, żona się zgodziła, więc miałem dwa razy.

2 komentarze

  1. Dobrze, że ostrzegłaś z tą bułą, miałem zamiar tam iść, w sumie mam blisko. Kiedyś poszedłem, ale było już zamkniete. A pamiętam, że mięso mieli smaczne, dawno temu jadłem nad Silnicą, tam się pierwotnie mieścili. No i dobry pomysł z tym Telegrafem, w sumie maja sporo pozycji nadających się do przetestowania.

Dodaj komentarz