close
Delibar, czyli nie tylko langosze

Delibar, czyli nie tylko langosze

0udostępnień

Dzisiaj nie będzie typowo streetfoodowo, nie będzie o budce z hot-dogami czy malutkim lokalu z hamburgerami. Dzisiaj odwiedziłem prawdziwą restaurację i choć zjadłem w niej dwudaniowy posiłek zapłaciłem za niego mniej, niż zapłaciłbym za większość burgerów.

O krakowskim Delibarze wspominałem już kiedyś przy okazji porównania langoszy, wtedy nie wypadli za dobrze, ale to tylko moja wina, bo nie poprosiłem o langosza bez śmietany. Ostatnio nadarzyła się okazja, żeby sprawdzić ich menu lunchowe które obowiązuje już od jakiegoś czasu, a że miejsce to uwielbiam i zawsze wychodzę z niego zadowolony nie wahałem się ani chwili.

Lokal jest położony przy skwerku za przystankiem MPK Stradom w kierunku Starego Miasta, przy ulicy Meiselsa 5. Pierwsze wrażenie nie jest może najlepsze, wnętrze nie powala wyszukaniem, jest za to czysto i schludnie. Momentalnie po wybraniu stolika pojawia się Pani Kelnerka z kartami. Są dwie, karta stała i od poniedziałku do czwartku karta składająca się z pięciu zestawów obiadowych w cenie 12,90 każdy, bądź 15,50 jeśli dobierzemy sobie do zestawu deser. Trzy zestawy są stałe, pozostałe dwa zmieniają się co tydzień. Pozycje stałe to: Zupa kawalera (z kawałkami wieprzowiny, wątróbką drobiową, pieczarkami, warzywami i śmietaną) oraz naleśnik z wieprzowiną w sosie paprykowym; tradycyjna zupa gulaszowa wraz z panierowanym serem z ryżem a także zupa pomidorowa z galuszką wraz z panierowaną wątróbką w towarzystwie ziemniaków z cebulką. Pozostałe dwie pozycje zależą od tygodnia.

Po szybkim spojrzeniu zamówiliśmy zestawy numer jeden i dwa oraz piwo i spokojnie czekaliśmy na swoje dania. Po kilku chwilach jednocześnie na stole wylądowały zupy, moja zupa kawalera była bardzo śmietanowa, jednocześnie lekka i treściwa dzięki kawałkom wieprzowiny które w niej znalazłem. Nie każdemu przypadłaby do gustu ale mnie smakowała bardzo.

zupa kawaleraAbsolutną rewelacją jest natomiast zupa gulaszowa, podana w metalowym wiaderku. Już kolor może sugerować, że będziemy mieli do czynienia z daniem dobrze przyprawionym i tak jest w istocie, papryka słodka i ostra grają tutaj pierwsze skrzypce ale też nie przyćmiewają smaku wywaru z wołowiny i samego smaku mięsa. Z tego co się dowiedziałem od swojej Partnerki wynika, że mięso było bardzo miękkie i pełne smaku. Podobało mi się również to, że kawałki ziemniaków i mięsa nie były mikroskopijne, były duże i wyraźne. Zdarzyło mi się kiedyś trafić na zupę gulaszową zrobioną na mięsie mielonym. Koszmar. Tutaj nic takiego nie miało miejsca. Kawałków mięsa było kilka, nie jakoś bardzo dużo ale absolutnie wystarczająco. Jednym słowem zupa gulaszowa przywołująca najpiękniejsze możliwe wspomnienia. Niemal idealna.

zupa gulaszowaDrugie dania wylądowały na stole w momencie w którym każde z nas skończyło zupę, taka mała rzecz a cieszy. Mój naleśnik z wieprzowiną był okazały, sowicie obsypany serem i otoczony zabielonym paprykowym sosem. Po przekrojeniu dało się zauważyć, że był szczelnie napełniony nadzieniem. Jego smak przywołał z kolei wspomnienia krokietów robionych przez Babcię, z dużą ilością prawdziwego najczęściej rosołowego mięsa. Tutaj było ono wprawdzie zupełnie inaczej przyprawione, jak to w węgierskiej kuchni dużą ilością papryki w proszku, ale skojarzenie było naturalne. Smak delikatnego naleśnika i wyrazistego farszu dopełniał delikatny paprykowy sos. Pyszne.

naleśnikCo można powiedzieć o panierowanym serze? Był bardzo dobry, tym razem nikt nie silił się na zrobienie z niego potrawy bardziej węgierskiej i nie użył papryki. Panierka była zwarta i chrupiąca a ser ciągnący się i pyszny w smaku. Ryż jak to ryż, nie jest moim wymarzonym dodatkiem do tego dania ale był poprawny.

serDzisiaj już wiem, że kiedy tylko będę miał okazję, będę przychodził do Delibaru na obiad. Porcje są odpowiednie, człowiek jest w stanie się po nich jeszcze ruszyć, może nawet pracować, a jednocześnie jest syty i szczęśliwy. Potrawy są pyszne a obsługa pomocna i bardzo sympatyczna. Nic tylko odwiedzać i zachwycać się. A tak ze swojej strony po raz kolejny polecam Zraz po zbójnicku czyli schab faszerowany węgierską mocno paprykowaną kiełbasą i cebulą podany na placku ziemniaczanym w towarzystwie sosu paprykowego. Niebo w gębie. I na zwykły głód wystarczy zamówić po pół porcji na głowę. Nie będziecie żałować.

Ceny:

każdy z zestawów obiadowych – 12,90

lany Lech – 6,50

Delibar – ul. Meiselsa 5, Kraków

Profil na Facebooku: https://www.facebook.com/pages/Delibar-Kuchnia-W%C4%99gierska/142197569160527?fref=ts

Jedzenie z Delibaru można również zamawiać z dowozem do domu na terenie całego Krakowa (warto zapoznać się wcześniej z warunkami dostawy) przez stronę Krakowskie Smaki: http://krakowskiesmaki.pl/restauracja/24/Deli_Bar/1

Michał Turecki, nasz człowiek w Krakowie.

 

Master Chef 4 Dogs po raz drugi!

Poznawanie ciała, odkrywanie duszy

Dodaj komentarz